czwartek, 5 maja 2016

"Bohun"



Napatrzył się na Rosję od dziecka – i we wczesnym dzieciństwie, gdy urodzony w 1902 roku w Wilnie przyszły dowódca Brygady Świętokrzyskiej NSZ Antoni Szacki wyjechał jako trzylatek z całą rodziną do Tomska na Syberię, gdzie jego ojca, inżyniera leśnika, zesłano za udział w rozruchach 1905 roku; i później, kiedy po śmierci ojca w 1910 roku jego matce władze carskie pozwoliły zamieszkać w Charkowie u owdowiałej babki, też ongiś pognanej z mężem w głąb Rosji; i wreszcie w 1917 roku, po objęciu władzy przez bolszewików. W charkowskim piekle Przez miasto przetaczały się pijane czerwone hordy, a kilkunastoletni Antoni oglądał ofiary zakatowane przez Czeka, wyrzucone na ulicę i ludzi zmarłych z głodu, zimna oraz chorób, których trupy mijał codziennie w drodze do szkoły. Nocami rąbał rodzinny sad, by ogrzać mieszkanie, za dnia jeździł na wieś po żywność. Widział bolszewickie barbarzyństwo w jego apogeum, zanim jeszcze zdziczałe bandy mszczące się na „biełoruczkach” poubierano w mundury i narzucono im względną dyscyplinę. W 1919 roku przedarł się do Polski. Do Rosji sowieckiej wrócił jako jeniec wojenny w 1920 roku. Dopiero po podpisaniu pokoju ryskiego w 1921 roku przyjechał do kraju – na przejściu granicznym całował ziemię. Z nadzieją na normalne życie zgłosił się do Oficerskiej Szkoły Piechoty, gdzie zastał go zamach majowy. Walczył przeciwko Piłsudskiemu, a gdy sytuacja się ustabilizowała, związał się z wojskiem zawodowo. Szacki ma dwóch wrogów Z piłsudczykami młodemu podporucznikowi było nie po drodze, co nie przyspieszało jego kariery. Do Obozu Narodowo-Radykalnego należał od 1934 roku i pozostał w nim po delegalizacji. W wojnę 1939 roku wchodził z konspiracyjnym doświadczeniem i przekonaniem, że Polska ma dwóch wrogów: Niemcy i Sowiety. Bił się w szeregach NSZ – nie przyłączył się w ramach akcji scaleniowej do AK, podporządkowanej – jego zdaniem – brytyjskim interesom i niepotrzebnie wspierającej dywersją na Wschodzie „sojusznika naszych sojuszników”. Był zdania, że „cała siła i potęga naszych podziemnych organizacji polegała na tajności i odrębności każdej organizacji. […] Wyniki były dobre i do roku 1942, do momentu, gdy przyszły z Londynu rozkazy o scaleniu, większych dekonspiracji nie było. Aresztowanie przez Gestapo w 1943 roku komendanta głównego AK, gen. Roweckiego, a następnie komendanta głównego NSZ płk. Oziewicza, było wynikiem scalenia organizacji podziemnych w sposób nieprzemyślany i nieostrożny”. Na Zachód Gdy w sierpniu 1944 roku stanął pod pseudonimem „Bohun” na czele ponadtysięcznej Brygady Świętokrzyskiej NSZ złożonej z kilku ugrupowań narodowców, Warszawa stała już w płomieniach. „Wywołanie powstania przeciw Niemcom w stolicy równało się z wykorzystaniem jej siły, nagromadzonej w okresie okupacji, dla osiągnięcia korzyści politycznych. […] Uważam, że podczas podejmowania tej ważnej decyzji nie były brane pod uwagę możliwości działania operacyjnego w tak wyjątkowych warunkach”. Z potępienia decyzji o wznieceniu Powstania Warszawskiego nie wycofał się nigdy, przekonany, że hekatomba stolicy przyniosła korzyści Stalinowi. Morderczy wielomiesięczny marsz na Zachód zawiódł Brygadę do Czech. Kiedy Armia Czerwona zalała już całą Polskę, ważył się los żołnierzy NSZ. O „faszystowskich bandytów” upominały się Sowiety, NKWD porwało kilku ludzi. Amerykanie kazali żołnierzom zdać broń i wysłali ich do kompanii wartowniczych w okupowanych Niemczech. Za pługiem Usunięty z funkcji dowódcy Szacki wyjechał w 1949 roku do Francji. Miał już przy sobie czworo dzieci przeprowadzonych przez granicę – żony nie doczekał. Zmarła na chorobę zakaźną w Krakowie 5 maja 1945 roku, gdy on świętował wyzwolenie obozu w Holiszowie. Środowisko brygadowe zorganizowało się sprawnie w struktury „Ogniwa”, dbając o żołnierzy, których przybyło ponad tysiąc. Niektórzy objęli podupadłe farmy na południu Francji, łącząc się rodzinami, by podołać pracy na roli. „Każdy z nas był początkującym praktykantem” – pisał Szacki. Dzielni to jednak byli ludzie, niezwykli poddawać się biedzie. Pierwszą farmę pułkownik wraz z uwolnionym z niemieckiego obozu Czesławem Oziewiczem wyprowadzili z ruiny, sprzedali, po czym objęli kolejną. Umierał wśród swoich Sowieci nie dawali za wygraną. Konsulat warszawski nasyłał na Szackiego francuski wywiad, żądał wydania „Bohuna”. W sierpniu 1950 roku majątek Maynadarie, gdzie dowódca Brygady osiadł z drugą żoną, otoczyła żandarmeria. Skutego „Bohuna” odstawiono do więzienia w Tuluzie. Ale władze francuskie zalane zostały protestami Rządu na Uchodźstwie, słynnych polskich dowódców, m.in. generałów Maczka i Andersa, byłych więźniarek Holiszowa. Po kilku dniach Szacki wyszedł na wolność, ale Francja przestała być krajem bezpiecznym. Niedługo potem cudem uniknął śmierci z rąk komunistycznego zamachowca. Postanowił zatem opuścić Maynadarie i wyjechać z rodziną do USA. Przeniósłszy się w oczekiwaniu na wizę pod Bordeaux, zarabiał w winnicach. Wreszcie w grudniu 1955 roku odpłynął z najbliższymi przez Atlantyk. W Stanach pracował w firmie zajmującej się hodowlą róż, pisał wspomnienia, gromadził dokumenty i spotykał się z przyjaciółmi z Brygady. Dzieci dorastały, kończyły studia, wrastały w amerykańską rzeczywistość. Odszedł w 1992 roku, gdy skończył 90 lat. Spełniło się błaganie z modlitwy Brygadowej: „Latami idziemy nocą, żołnierze tragicznej sprawy,/ Krzyże, krzyże za nami – żałobne żołnierskie ślady,/ odsuń nam w chwili ostatniej kielich bolesny, krwawy,/ Gorycz samotnej śmierci. Truciznę zdrady”. „Bohun” umierał między swymi.

Brak komentarzy: