poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Wybuch bomby w tupolewie

„Zespół parlamentarny ds. katastrofy w

Smoleńsku uważa, że konieczna jest analiza stanu zwłok ofiar

tej tragedii. Badania takie mogą przynieść nowe dowody, czy

 wybuch, który doprowadził do zniszczenia polskiego Tu-154,

 nastąpił już w powietrzu”.

http://www.gazetapolska.pl/28267-nowe-dowody-na-wybuch-w-powietrzu


Dodano: 10.05.2013 [14:30]
​Nowe dowody na eksplozję w powietrzu - niezalezna.pl
foto: smolenskcrash.com
Kadłub Tu-154 zaczął się rozpadać około 120–140 metrów przed pierwszym zetknięciem się maszyny z ziemią. Świadczą o tym liczne jego części odnalezione w tej odległości od wrakowiska, dokładnie opisane w oficjalnych dokumentach z 10 i 11 kwietnia 2010 r. Zdaniem Antoniego Macierewicza, to przesądzający dowód, że w tupolewie doszło do eksplozji.

Aż kilkadziesiąt elementów samolotu – pochodzących zarówno ze skrzydeł, jak i z kadłuba – odnaleziono tuż po katastrofie na obszarze, nad którym leciał tupolew, w odległości ok. 300 m przed miejscem pierwszego kontaktu maszyny z ziemią.

Jak podkreśla w rozmowie z „GP” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, część tych fragmentów znajdowała się na szosie i w rowie za jezdnią, a więc w znacznej odległości od wrakowiska (ok. 120–140 m).

Dlaczego kadłub rozpadał się, skoro samolot był jeszcze w powietrzu? Na pewno nie w wyniku kontaktu z drzewami, bo niemożliwe jest, aby mogły one spowodować aż tak duże uszkodzenia – i to nie skrzydeł, lecz kadłuba. „GP” dowiedziała się, że wśród odnalezionych elementów kadłuba są części długości 70 cm i szerokości kilkunastu cm. Tylko eksplozja samolotu w powietrzu może wytłumaczyć fakt, że tak pokaźne elementy znalazły się aż 140 m przed pierwszym zetknięciem się maszyny z ziemią.

Części znalezione 10 kwietnia

Skąd wiemy o odnalezieniu kilkudziesięciu części samolotu, w tym elementów kadłuba, w okolicy szosy Kutuzowa?
Zespół parlamentarny pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza dotarł do trzech oficjalnych dokumentów rosyjskich z 10 i 11 kwietnia 2010 r. – Są to protokoły z podpisami urzędników państwowych. Pierwsze dwa dokumenty pochodzą z dnia katastrofy, dokładnie z godzin popołudniowych, trzeci datowany jest na 11 kwietnia 2010 r. – ujawnia Antoni Macierewicz.
Pisma zawierają precyzyjny opis, łącznie z rozmiarami, kilkudziesięciu elementów samolotu, a wyliczono ich ponad 100. W dokumentach zaznaczono m.in., że opisywane części zostały sfotografowane. O dokładności badania elementów świadczy fakt, że skatalogowano nawet najdrobniejsze szczątki (np. fragment o długości 68 mm i szerokości 14 mm leżący, jak stwierdzono, w odległości 291 cm od linii rozdzielającej pasy ruchu na szosie Kutuzowa). W dokumentach wyraźnie wyszczególniono, które części pochodzą ze skrzydeł, a które z kadłuba. Największy znaleziony element ma ok. 70 cm długości i kilkanaście centymetrów szerokości.

Jak mówi nam Antoni Macierewicz, niezwykle interesujące byłoby obejrzenie fotografii stanowiących uzupełnienie pisemnej dokumentacji. Na ich podstawie można by bowiem stwierdzić, czy opisane elementy pochodzą z jednego określonego miejsca w kadłubie, czy też z kilku różnych miejsc. – Ten opis to przełomowy dowód w badaniu katastrofy, gdyż stanowi on udokumentowany fakt rozpadu kadłuba w powietrzu. Jeżeli zwolennicy wersji MAK i Millera będą chcieli podważyć te ustalenia, najpierw zmuszeni będą przesłuchać autorów tych dokumentów i udowodnić im kłamstwo – twierdzi przewodniczący zespołu parlamentarnego.

Przypomnijmy, że dotychczas przed punktem zetknięcia się samolotu z ziemią znajdowano jedynie fragmenty skrzydeł. Tłumaczono to rzekomym faktem uderzenia tupolewa w brzozę, a wcześniej – jego kontaktem z innymi drzewami.Odnalezienie w odległości 140 m od miejsca katastrofy dużych, kilkudziesięciocentymetrowych elementów kadłuba całkowicie podważa tę wersję.

O tym, że kadłub Tu-154 zaczął rozpadać się już w powietrzu, wielokrotnie mówili eksperci zespołu parlamentarnego. Prof. Kazimierz Nowaczyk wskazywał, że ok. 35 m nad ziemią system TAWS zapisał ostatni komunikat (nr 38), a towarzyszyły temu dwa odnotowane przez rejestrator wstrząsy: jeden słabszy, drugi silniejszy. Dr inż. Grzegorz Szuladziński z australijskiej firmy Pty Ltd dokonał analizy, z której wynika, że zniszczenia widoczne po rozbiciu się Tu-154 mogły zostać spowodowane jedynie wybuchami, jakie nastąpiły wewnątrz samolotu. Według dr. Szuladzińskiego, tylko eksplozja mogła doprowadzić do powstania tak dużej liczby odłamków. Dr inż. Wacław Berczyński, były konstruktor Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga, zbadał z kolei naprężenia w elementach struktury Tu-154 po jego rozpadzie. „Struktura samolotu, części jego powłoki zostały poddane ciśnieniom, które nie były przewidziane w konstrukcji. Musiała być jakaś duża siła, a raczej – nazwijmy rzecz po imieniu – eksplozja, która spowodowała wyrwanie nitów, a następnie rozerwanie poszycia” – skonstatował.
Za hipotezą rozpadu samolotu nad ziemią przemawia też ujawniona przez „Gazetę Polską” – a potwierdzona przez polską prokuraturę wojskową – informacja dotycząca przerwania działania komputera pokładowego (FMS). Według danych zawartych w końcowym raporcie MAK, przestał on funkcjonować kilkanaście metrów nad poziomem lotniska, o godz. 10:41:05.
Podane przez MAK współrzędne miejsca pierwszego zderzenia się samolotu z gruntem i współrzędne zatrzymania się komputera pokładowego FMS dzieli ok. 60 m, choć powinno to być to samo miejsce. Ważna jest też odległość od miejsca pierwszego uderzenia w ziemię. Gdy nastąpił zanik zasilania FMS, polski Tu-154 znajdował się około 60 m przed miejscem pierwszego zderzenia z gruntem i około 600 m od progu pasa.
Dowodów będzie coraz więcej, ale jak będą one wykorzystane to już  inna sprawa. Czasami tzw. interes polityczny przeważa, a ludzie mają tylko jedno życie, zwłaszcza ci starsi, młodsi bowiem chętnie ryzykują dla "sprawy".










Prof. Jorgensen initially considered the official version presented by the Russian Interstate Aviation Committee and the Polish governmental team to be the most probable course of events. However, after months of research and calculations, he realised that the two governmental committees presented a misleading picture and set of circumstances into the causes and course of events of the disaster.
26.07.2013
Professor Glenn Jorgensen from the Technical University of Denmark was a recent guest at a meeting of the independent parliamentary group, led by MP Antoni Macierewicz, set up for the investigation of the Polish presidential plane crash in Smolensk.
Jorgensen initially considered the official version of events presented by the MAK (Russian Interstate Aviation Committee - IAC) and the Polish governmental team to be the most probable course of events, however, after months of research and calculations it turned out that the two (Russian and Polish) governmental committees presented a misleading picture and set of circumstances into causes and course of events of the disaster.

- First, I wanted to prove that the official version of the crash was correct, but when I started to analyze the data, I found that I was wrong and that, in-line with the official version specified, this disaster could not have happened - said Jorgensen, explaining his reason for taking a closer look into the crash.

According to the Danish expert, the plane by only losing the tip of its wing, as - "stipulated by the Russian IAC and the Polish governmental reports, the airplane would have not hit the ground, but would have been at that moment at an altitude of almost 40 meters above the place of impact, and would have been able to fly away."

- By losing just a piece of the wing, the plane would have only lost around 5 percent of its lift force (aerodynamic force). The plane would have found itself at about 30 meters to the north and would have been at a height of 40 m above the given place of impact. - Jorgensen said.

According to him, a hypothesis based on the loss of additional wing fragments would coincide with what was found among the wreckage, where - as he noted - "pieces of the left wing were lying near the street, located to the place of impact."

- Official versions do not explain the tilt angle of the aircraft at the time of impact with the ground, the ground traces left by the left wing and the tail of the aircraft and the strange behavior of the elevator controls. This can all be explained, if we assume that the plane had lost an additional piece of its wing - according to Jorgensen

According to Jorgensen, "something happened to the elevator control" and "one of the hypotheses may be that by losing the wing some additional pieces/fragments broke away, hitting the elevator."
Moreover - according to Jorgensen - "the altitude of the aircraft at the location of the famous birch tree could not have been lower than 11 meters."

]


"A long overdue update on the Smolensk airplane "accident" that destroyed the heart of the pro-Western Polish leadership in April 2010 on the 70th anniversary of the Soviet massacre of 20,000 Polish officers known as the Katyn Forest Massacre. (Some earlier coverage hereherehere and here.)
The shocking news this week is that a snapped rivet was found during an autopsy of one of the recently exhumed victims of the crash. This evidence bolsters growing evidence for an alternative explanation of the crash, which the new Polish government and Russian authorities insist was a matter of pilot error and heavy fog. The alternate theory, increasingly borne out by evidence and testing, is that there was an explosion on board.


A snapped rivet has been found during post-mortem examination of one of the exhumed Smolensk’s crash’s victim’s body. Waclaw Berczynski, a Boeing constructor and engineer gave an opinion that torn away rivets prove there was an explosion onboard Tu-154 on 10 April 2010.

The rivet has been found on one of the autopsy tables. “I have to demand from the prosecutors to secure it as an important part of the evidence. They asked me: “what for?” but in the end they took decision to affix it” – told Gazeta Polska daily an advocate, Stefan Hambura, representing Anna Walentynowicz’s family.

Months ago, during one of the Parliamentary Committee investigating into the Smolensk’s crash hearings, Waclaw Berczynski stated that “only explosion could cause tearing away hundreds of rivets joining the TU-154 wing’s parts”.

„:From the point of view of reconstructing catastrophe’s conduct of events finding the rivet might have been an important part of the evidence leading to establishing what had happened” admits Antoni Macierewicz, the Committee Chairman. ...

To recount some of the recent findings:
In April 2012, a University of Akron professor made his scientific dispute with the official "accident" findings known via the Cleveland Plain Dealer:

The 2010 jet crash that killed Poland's president, first lady and dozens of dignitaries during a politically sensitive visit to Russia couldn't have happened the way official investigations say, a University of Akron engineering professor's analysis shows.
Wieslaw Binienda's findings, based on computer modeling software that NASA used to analyze the space shuttle Columbia's destruction, are causing ripples in his native Poland, where there is simmering distrust of the formal rulings that the crash was accidental.
Russian and Polish government teams determined that errors by the jet's Polish military flight crew caused the aircraft to clip a tree, lose part of its left wing, flip over and crash short of a runway at fog-bound Smolensk Airdrome two years ago. The April 10 incident killed all 96 aboard.
But the tree impact that supposedly precipitated the crash wouldn't have caused enough wing damage to down the plane, said Binienda, a well-regarded expert in fracture mechanics who heads the university's civil engineering department.
Instead, Binienda's computer model shows the wing would have lopped off the tree top "like a knife." The collision would have caused relatively minor damage to the wing's leading edge – not enough to seriously impair its lift capability and flip the jet.
"It's absolutely impossible that the wing sheared and then it crashed the way [government investigators] described," Binienda told The Plain Dealer in his first U.S. interview....

It is a lengthy piece and well worth reading. Then there is this:
Binienda's simulation also showed that, for the wing tip to have landed where it did, the break must have happened at a higher altitude and closer to the runway than where the birch tree was located.
That seemed to fit with a more sinister crash scenario being advanced by two other Polish researchers who also are working with the Polish parliament inquiry – that two explosions during the landing attempt brought down the jet.
Kazimierz Nowaczyk, a University of Maryland physicist, and Gregory Szuladzinski, a mechanical engineer and expert in blast effects, base their theory on several pieces of evidence:
•Two sudden, sharp changes in the jet's altitude, as recorded by its ground-collision warning equipment. The violent jolts, according to Nowaczyk's analysis of the ground-collision readouts, took place when the plane was 226 feet past the birch tree. That position coincides with where Binienda, working independently, calculated that the wing tip must have come off. An explosion could explain the wing separation, Nowaczyk has testified.
•The contrasting positions of the jet's fuselage pieces. The front portion landed upright while the rear was upside-down, suggesting an internal explosion that separated the pieces in mid-air.
•The large amount of debris and dismemberment of passengers' bodies. "Shrapnel equals explosion, and there was plenty of it," Szuladzinski said in an email, declining to comment further until his report to the parliament committee chair is released in May.

By June 2012, the explosion theory was gaining further, more definite support from Boeing designer and engineer Waclaw Berczynki, who declared: "Only an explosion could cause the destruction of several dozen rivets at the canopy of government's Tupolev. Via Kavkaz Center:

Engineer Waclav Berczynski, resident of the United States, drew attention to dozens of rivets on the metal canopy. Each of them could withstand a load of not less than 150 kg. In analyzed photographs, taken shortly after the crash, dozens of empty holes from torn-out rivets are seen.
The expert pointed out that only an explosion could create such a force, under the influence of which the lining was torn, but not the crash of the plane. In addition, evidence of an explosion is seen in torn surfaces (top and bottom) of the wing, which, according to official Russian and Polshevist reports, hit the birch (according to the official Russian report, the birch had to be stronger than reinforced steel - KC).
The expert categorically stated that this type of the break of the wing with the structure consisting of three beams and three ribs, is only possible as a result of an internal explosion. Such destruction will not be caused even with ignition of fuel tanks.
- This part of the aircraft can withstand the force of many tons, so the explosion was supposed to be very powerful. The explosion is also confirmed by the nature of the destruction of many internal parts of the aircraft. Such a destruction would be impossible due to the collision of the plane with the ground, because the plane flew at low speed with small volume of remaining fuel, said engineer Berczynski.
His research confirms the expertise of a US Air Force expert Dr. Grzegorz Szuladzinski who repeatedly pointed out that the plane could not have been destroyed if crashed from low altitude (about 20-30 meters) at a speed of 250 km / h, as happened with Tu-154M.
- This is simply not possible - also confirmed engineer Berczynski.
- Engineer Berczynski designed the wings, similar to those on Tu-154M. He was familiar with the detailed plans of the aircraft and detailed photographs of the left wing with traces of torn rivets.
- It was the analysis and not empty allegations in the spirit of Edmund Klich (the Polshevist pro-Russian Polish government expert, accredited to the KGB Moscow MAC Committee - KC) who claimed: "If hit, then broken", said Anthoni Macierewicz, chairman of the Polish parliament's group on investigation of the cause of the Smolensk crash.
Mr. Macierewicz pointed out that the new discovery was a big step forward in reconstruction of the events and the mechanism that led to the Smolensk disaster.
Engineer Dr. Berczynski, Prof. Kazimierz Nowaczyk from Canada and Prof. Wieslaw Binienda from the US, along with other experts from parliament's group research team, are going to come to Poland in October to take part in a conference on technical aspects of president Kaczynski's plane crash.
This will be the first major scientific conference on the Smolensk tragedy ". 


Dodałem 06/02/2014
Fot. Raport KBWLLP
"Rodziny części rodzin ofiar tragedii smoleńskiej chcą ponownego przeprowadzenia badań dotyczących obecności materiałów wybuchowych na wraku rządowego tupolewa, który uległ katastrofie w Smoleńsku, oraz w próbkach pobranych z ciał ekshumowanych ofiar – dowiedział się portal wPolityce.pl. 1 lutego 2014 roku wniosek w tej sprawie skierował jeden z pełnomocników.
W piśmie mecenas Pszczółkowski wnosi o ponowne przeprowadzenie procedury badania obecności materiałów wybuchowych w rządowym tupolewie, a także o dopuszczenie do badania próbek instytucji i ekspertów zagranicznych, z wyłączeniem tych pochodzących z Federacji Rosyjskiej.
Wnoszę o dokonanie wyboru instytucji naukowej posiadającej certyfikat ISO 17025 w zakresie badań w kierunku wykrywania materiałów wybuchowych i produktów ich rozkładu.
Wnoszę o zobowiązanie wybranej instytucji do udziału we wszystkich czynnościach zmierzających do wydania opinii, w szczególności ponownego pobrania prób na terenie lotniska Siewiernyj w Smoleńsku, a w przypadku zarządzenia ekshumacji kolejnych ciał ofiar do pobrania prób w tym zakresie.
Wnoszę o zapewnienie pełnomocnikowi wykonujących prawa pokrzywdzonych udziału w czynnościach śledztwa zmierzających do pobrania prób i wydania opiniotwórczych
- czytamy we wniosku pełnomocnika.
W uzasadnieniu swojego wniosku mecenas wskazuje na niespójne sygnały dotyczące obecności materiałów wybuchowych w Smoleńsku. Przypomina, że opinia skierowana do prokuratury po przeprowadzonych badaniach próbek w śledztwie smoleńskim „zawierała błędy techniczne, faktograficzne i merytoryczne”, jest „wewnętrznie sprzeczna, niejasna i niepełna”. W związku z tym do instytucji wydającej opinię, CLK, wysłano zlecenie na uzupełnienie opinii. Jednak biegli odmówili dalszych prac.
Pełnomocnik we wniosku wskazuje jednak, że przymuszanie CLK do dalszych prac jest bezcelowe i niekorzystne dla śledztwa.
Instytucja ta nie jest w stanie sprostać wymogom stawianym w tym postępowaniu tak przez prowadzących śledztwo, jak i strony postępowania, a działanie biegłych naraża śledztwo me tylko na przewlekłość, ale także związaną z upływem czasu praktyczną niemożność pozyskania coraz szerszego spektrum informacji w procesie opiniowania
- wskazuje mecenas.
Dodaje, że dotychczasowa praca CLK jest mało wartościowa.
Opinia z dnia 23 grudnia 2013 roku nie posiada żadnej wartości poznawczej. Poza tezą ogólną tezą o nie stwierdzeniu obecności materiałów wybuchowych i produktów ich degradacji zawiera dwa wnioski. Wniosek o braku śladów wskazujących na działanie wybuchu punktowego pochodzącego od skondensowanych materiałów wybuchowych w strefach kruszącej i bliskiego oddziaływania oraz wniosek o braku cech charakterystycznych dla wybuchu przestrzennego to znaczy działania mieszanin paliwowo-powietrznych lub pyłowo-powietrznych, mogącego mieć miejsce w kadłubie samolotu.
Wnioski opinii, E -che 90/12, pomijające szereg istotnych do wyjaśnienia zagadnień czynią ją dla śledztwa bezwartościową. Oczywista jest potrzeba ustalenia przyczyny pozytywnych wskazań detektorów i analizatorów materiałów wybuchowych użytych w Smoleńsku, podanie wniosków z oględzin samolotu I li 154 nr boczny 102, rezerwowych foteli czy zabezpieczonych przez Żandarmerie Wojskową w Mińsku Mazowieckim dowodów rzeczowych
- wyjaśnia adwokat.
Dodaje, że z informacji dotyczących CLK wynika, że instytucja ta nie posiada ważnych dla sprawy certyfikatów i uprawnień.
W Polsce nie ma instytucji posiadającej ISO 17025 w zakresie badań w kierunku wykrywania materiałów wybuchowych i produktów ich rozkładu, stąd zasadnym jest wniosek o powołanie do badań instytucji zagranicznej
- tłumaczy autor wniosku.
Mecenas zaznacza, że w obecnej sytuacji błędem jest egzekwowanie kolejnych ekspertyz i uzupełniania opinii od CLK, ponieważ to jedynie przedłuży śledztwo. W ocenie adwokata należy przystąpić do nowych, niezależnych badań.
Wybór instytucji, której zlecone zostanie opiniowanie w sprawie powinien uwzględniać posiadanie certyfikatu ISO 17025 w zakresie badania materiałów wybuchowych. Wyłączenie od opiniowania instytucji mającej siedzibę na trenie Federacji Rosyjskiej jest uzasadnione miejscem i okolicznościami katastrofy. Instytucja której zostanie zlecone opiniowanie musi powtórzyć czynności w zakresie wytypowania i pobrania prób z miejsca zdarzenia i szczątków samolotu oraz szczątków foteli, a w razie możliwości także z ekshumowanych ciał ofiar. W procesie pobierania prób i procesie badawczym powinni mieć zapewniony udział nie tylko prokuratorzy, ale strony i ich pełnomocnicy procesowi
- kończy swoje pismo mecenas.
Jak widać dotychczasowe działania instytucji prowadzących śledztwo smoleńskie w kontekście badań na obecność materiałów wybuchowych nie budzą zaufania części rodzin. Oczekiwanie na to, by sprawą badania obecności materiałów wybuchowych zajęła się zagraniczna, wyspecjalizowana instytucja nie mogą dziwić. Wydają się wręcz bardzo zasadne.
Pytanie, co w tej sprawie odpowie prokuratura."
Stanisław Żaryn

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Nasza Wielkanoc




Polska Wielkanoc jest wyjątkowa, to truizm, ale też można za tym przekonaniem pójść dalej i stwierdzić, że polski katolicyzm jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju i wart, tak jak kultywowanie tradycji wielkanocnych i bożonarodzeniowych, szczególnego szacunku.
Powyższe można szczególnie poczuć i odczuć kiedy przebywamy daleko od kraju, w otoczeniu różnorakich kultur, pozbawieni jakiegokolwiek, bezpośredniego kontaktu z Polską.
Wielkanoc, obchodzona z daleka od kraju, chociażby w Kenii, jest jakby inna Wielkanocą, nie tylko w wymiarze zewnętrznym ale i wewnętrznym. Inną nie w ujęciu pseudo-współczesnym  czyli "tolerancyjnym", kiedy to mówi się: inny nie znaczy gorszy, lub: to jest po prostu inne, ale przecież nie gorsze.
Niestety przeżywanie Wielkanocy w tym innym kraju, nie w otoczeniu wszystkich wielkanocnych atrybutów, jest po prostu gorsze.
Ale kiedy w Polsce tego otoczenia zaczyna brakować, zaczyna brakować tez prawdziwej Wielkanocy.


Duch Święty a Niepokalana

     Do tradycyjnej myśli Kościoła, wyeksponowanej w naszych czasach przez pap. Pawła VI, nawiązał już przed wojną wielki apostoł maryjny, twórca polskiego i japońskiego Niepokalanowa, św. Maksymilian Maria Kolbe. Myśl tę wyraził jednak znacznie głębiej, własnymi słowami, tak że jego pionierskie w pewnej mierze sugestie budzą coraz to większy podziw i uznanie u teologów światowej sławy. [...]     Punktem wyjścia w rozważaniach o. Kolbego jest stwierdzenie, że Duch Święty jest niewidoczny, że się ukrywa nawet wtedy, gdy się objawia - przybiera postać ognia, gołębicy, poznawalny jest właściwie tylko po swych dziełach - przedziwnych owocach Ducha. Bóg Ojciec działa przez Syna -stwierdza św. Maksymilian. Syn zaś objawia ludziom Ojca: "Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca" (J 14, 9). Syn Boży z kolei działa przez Ducha, działa w swoim Duchu. Duch Święty nie tylko świadczy o Chrystusie (por. J 15, 26), ale otacza Go również chwałą, czerpie bowiem z Syna i oznajmia to ludziom (por. J 16, 14). Duch Święty natomiast przez kogo będzie działał? Kto ukaże ludziom Ducha? - zapytuje św. Maksymilian i odpowiada, że nie ma przecież czwartej osoby Bożej, która by objawiała światu Ducha i otoczyła Go chwałą.
     Duch Święty jako Ten, który się bardziej "wyniszcza" od Syna Bożego, nie ma żadnego obrazu, żadnej podobizny. Jedynym Jego widzialnym obrazem może być człowiek do głębi Nim przeniknięty, najściślej z Nim zespolony, tak uduchowiony i uświęcony, że promieniujący i przeświecający niejako samym Duchem Świętym. I takim właśnie obrazem - jedynym po Chrystusie - jest, zgodnie z pionierskimi sugestiami o. Kolbego, w których rozbrzmiewa echo starożytnej myśli Wschodu chrześcijańskiego, M. Scheebena i niektórych innych teologów, Niepokalana Bogarodzica. Ona jest Narzędziem, poprzez które działa Duch Boży, Ona jest Pomostem łączącym Go z ludźmi, Ona - żywym Jego odbiciem, autentycznym portretem i zwierciadłem.
     Zespolenie Maryi z Duchem Świętym było tak ścisłe, że - św. Maksymilian nie waha się użyć słów bardzo dosadnych -można w Niej dostrzec niejako Wcielenie Ducha Bożego. Skoro Trzecia Osoba Trójcy Św. nie jest wcielona, Maryja zaś nosi jedyne i wyjątkowe miano "Oblubienicy Ducha Świętego", można stąd wnioskować, że jest Ona jak gdyby autentycznym Jego wcieleniem. I dlatego to w konsekwencji o. Kolbe nie waha się twierdzić, że jak w Bogu Ojcu jest jedna natura i jedna Osoba, a w Synu Bożym są dwie natury i jedna Osoba, tak w Duchu Świętym można dostrzec jak gdyby dwie osoby i dwie natury, albowiem z Nim najściślej zespolona jest Maryja.
     Czy św. Maksymilian nie przesadza, czy nie wypowiada się nazbyt mocno i radykalnie? Na jakiej podstawie utrzymuje, że tylko Maryja, i nikt inny, była najściślej zespolona z Duchem Świętym? Odpowiedź na te pytania stara się podać sam Święty analizując imię własne Trzeciej Osoby Trójcy Św. Nazywa się Ona Duchem Świętym, a więc Tchnieniem wiecznym, nie stworzonym i samą Świętością. Ujmując rzecz słowami teologii wschodniej można by powiedzieć, że imię "Duch Święty" określa specyfikę osobową Trzeciej Osoby Bożej, a więc to, kim Ona jest. Jak Bóg Ojciec jest Ojcem (Syna Bożego i ludzi), a Słowo Odwieczne - Synem Bożym, tak Trzecia Osoba Trójcy Św. jest właśnie Duchem Świętym, czyli -jak mówi teologia wschodnia - duchowością i świętością Boga.
     Św. Maksymilian nie znał zapewne na tyle teologii wschodniej, by przejąć stamtąd tok rozumowania. Ujmuje zatem tajemnicę Ducha Świętego na swój sposób, który dorównuje głębi refleksji wschodniej, jeśli jej nie przewyższa. Zapytuje mianowicie swych słuchaczy - braci zakonnych: dlaczego to Maryja nie nazwała siebie w Lourdes zgodnie z brzmieniem ogłoszonego niedawno, bo cztery lata wcześniej, dogmatu: jestem niepokalanie poczęta, ale powiedziała wyraźnie do Bernadetty: "Jestem Niepokalane Poczęcie"? Czyżby Bernadetta się przesłyszała, a może nie zrozumiała słów Najśw. Dziewicy? Nie! Taka ewentualność z pewnością odpada. Bernadetta, jak stwierdzają źródła historyczne, dokładnie zapamiętała to, co usłyszała od Maryi. Maryja natomiast celowo użyła takiego właśnie określenia. Dlaczego to uczyniła?
     Maryja chciała, zdaniem o. Kolbego, przekazać ludziom swoje autentyczne Imię, które otrzymała od Ducha Świętego, albowiem to On podzielił się z Nią swoim własnym Imieniem na znak Jej najściślejszego z Nim zespolenia. Czym jest bowiem Poczęcie? - zapytuje św. Maksymilian i odpowiada: Bóg Ojciec rodzi w wieczności Syna, Duch Święty natomiast pochodzi, także odwiecznie, od Ojca i Syna jako owoc Ich wzajemniej miłości. Jeżeli owoc ziemskiej miłości nazywamy poczęciem stworzonym, to ten jedyny wieczny Owoc miłości odwiecznej, która jest prawzorem wszelkiej innej miłości, musi być także, siłą faktu, Poczęciem, ale Poczęciem odwiecznym, nie stworzonym, prawzorem wszelkich poczęć. Duch, Tchnienie, Poczęcie - są to właściwie synonimy. Duch Święty będąc tym jedynym wzorcowym Poczęciem dzieli się zatem swoim własnym imieniem z Najświętszą Dziewicą. Nazywa Ją Tchnieniem - Poczęciem.
     Dzieli się jednak nie tylko połową, ale całym swoim Imieniem. Jeżeli bowiem termin "Duch" utożsamia się, ściśle rzecz biorąc, z nazwą "Poczęcie", to synonimem określenia "Święty" jest "Niepokalany". Świętość Ducha Świętego nie jest Mu przypisana; stanowi Jego właściwość, specyfikę osobową. Jest On "Święty" z samej swej natury. Świętość zaś, czyli Niepokalaność, wyklucza jakąkolwiek skazę możliwą i faktyczną. Jest samą istotą bieli i świętości. Odwiecznym Niepokalanym Poczęciem jest zatem tylko i wyłącznie Duch Święty. Jeżeli zaś nazywa Maryję nie: niepokalanie poczętą, ale: Niepokalanym Poczęciem, czyni tak dlatego, ponieważ Ona właśnie - najściślej z Nim zespolona - jest Jego jakby Wcieleniem, Jego najdoskonalszym spośród stworzeń widzialnym Obrazem. Czym innym przecież jest: biały, czysty, nieskalany, a czym innym: biel, białość, nieskalaność. To, co jest białe, czyste, może się zabrudzić, zostać zbrukane. Białym, czystym, świętym można być chwilowo, w określonym czasie. Gdyby Maryja była jedynie "niepokalanie poczęta", znaczyłoby to, że w momencie swego poczęcia, u samych początków życia ziemskiego była wolna od grzechu, nieskalana. Nie wynikałoby z tego natomiast, że w całym swym życiu była Przybytkiem, żywą Świątynią Ducha. Tytuł: "Niepokalane Poczęcie", nadany Jej przez Boga i oznajmiony przez Nią samą, oznacza Jej trwały stan łaski, Jej faktyczne przebóstwienie.
     Maryja - żywy obraz Ducha Bożego, Jego widzialne uosobienie, jest też najdoskonalszym wzorem autentycznej czci oddawanej Trzeciej Osobie Trójcy Św. Duch Święty w swej relacji do stworzeń ukazuje się jako jedyny, najprzedniejszy, bo faktycznie Boży, Dar Ojca Przedwiecznego. Dar natomiast wymaga przyjęcia. Prawdziwy, autentyczny kult Ducha Świętego wyraża się w pierwszym rzędzie w przyjęciu Tego, który jest Darem osobowym i to przyjęciu pełnym, bez zastrzeżeń czy restrykcji, z wszystkimi wynikającymi z tego faktu konsekwencjami. A ponieważ Duch święty jest samą Duchowością i Świętością Bożą, podstawową konsekwencją wynikającą z przyjęcia Go jest konieczność większego prze-bóstwienia człowieka, a więc jego wewnętrznego uduchowienia i uświęcenia. Wzorem takiego przyjęcia Ducha Bożego jest Niepokalana Bogarodzica. Ona przyjęła Go w pełni, pozwoliła Mu w sobie działać, pozwoliła tak się przebóstwić, że stała się jedynym w swoim rodzaju Jego zwierciadłem.
     Jak zauważył bp Z. Kraszewski w swym referacie wygłoszonym w Rzymie podczas Kongresu Mariologiczno-Maryjnego w maju 1975 r., Maryja, Niepokalana "Oblubienica Ducha Świętego, stoi na szczycie porządku charyzmatycznego w Kościele. Jest najbliższa Duchowi Świętemu. Jest zwierciadłem Ducha Świętego, jak mówią Ojcowie Kościoła. Patrząc na Nią - widzimy Ducha Świętego, jak mówił bł. Maksymilian Kolbe. Modląc się do Niej - modlimy się do Ducha Świętego, jak twierdzi kardynał Suenens".
     Ujmując rzecz innymi słowy, można powiedzieć, że między Matką Bożą a Duchem Świętym nie tylko nie zachodzi najmniejsza antynomia, ale wprost przeciwnie: istnieje jak najściślejsza więź i wewnętrzna harmonia. Ona jedna jest niedościgłym wzorem autentycznego kultu Trzeciej Osoby Bożej -Ona, która przyjęła Ducha Świętego bez reszty, bez najmniejszych ograniczeń. Ten zaś czci naprawdę Ducha Bożego, kto Go przyjmuje i kto pozwala Mu działać w sobie, kto staje się uległy natchnieniom i wymogom Ducha włącznie z tymi dwoma podstawowymi, wynikającymi z samej Jego osobowej "natury": postulatem większego uduchowienia i uświęcenia. "Albowiem ci wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi" (Rz 8, 14). Oni to mają prawo zwracać się do Boga w Duchu Świętym poufałymi słowami: "Abba - Ojcze". Maryja jest permanentną Czcią oddawaną Duchowi Świętemu, Jego trwałą Epifanią, Jego żywym uobecnieniem.
     Autentyczny kult Najświętszej Dziewicy nie może, jak wynika to z nauczania Kościoła, nie liczyć się z tym, co jest w Niej najbardziej istotne, co wskazuje na Jej rzeczywistą wielkość, co promieniuje najwyższym blaskiem z nowego Jej imienia: Niepokalane Poczęcie. I dlatego też, w formie wniosku końcowego, należy zauważyć, że tylko ten czci prawdziwie Niepokalaną Dziewicę, kto widzi w Niej arcydzieło Ducha Świętego i stara się Ją naśladować jako Tę, z którą sam Duch Święty podzielił się swoim własnym Imieniem. Prawdziwy, autentyczny kult Maryi odnosi się zatem, w ostatecznym rozrachunku, do Tego, który sam Ją przebóstwił, uduchowił i uświęcił, i który z Niej promieniuje pełnym swoim blaskiem. Mówiąc innymi słowy, kult Matki Bożej ma z istoty swej charakter pneumahagijny. Nadchodzi zaś godzina, "owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawali cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec" (J 4, 23)." 
Ks. Lucjan Balter SAC


"Ilekroć przeżywam święta Zmartwychwstania Pańskiego na myśl powracają mi Święta Wielkanocne z lat 1944-1945. Działo się to w Trościańcu Wielkim, pow. Zborów, woj. Tarnopol. Gdy Armia Radziecka wkroczyła do Trościańca Wielkiego 20 marca 1944 r. na nim zatrzymał się front. Linia frontu usytuowana była od strony zachodniej wsi. Ostrzał artyleryjski z dział niemieckich ześrodkowany był w naszym rejonie, w wyniku czego została poważnie ranna moja Ciocia - siostra mojego Ojca. Cała wieś zmuszona była uciekać z Trościańca do miejscowości położonych na wschodzie. Mój ojciec zdecydował się uciekać na zachód - do swojego stryjka, około 2 km na folwark Gnidawski, gdzie jeszcze byli Sowieci. Zbliżał się Wielki Tydzień, który w 1944 r. trwał od 2 do 7 kwietnia. Liczyliśmy, że Sowieci przepędzą Niemców i wrócimy do domu. I w tym Wielkim Tygodniu budzimy się nie wierząc własnym oczom - w odległości ok. 700 m od wschodu okopali się Sowieci, atu gdzie mieszkamy okopali się Niemcy. Nadzieje nasze o powrocie do Trościańca prysły jak bańka mydlana. 

W Wielkim Tygodniu zrobiło się bardzo ciepło, dni były bezchmurne, ziemia pachniała wiosną, skowronki śpiewały. Tylko Sowieci ciągle ostrzeliwali nasz folwark z moździerzy. Schowaliśmy się do lochu z ciosanego kamienia, w którym pomieściło się 20 osób. Podczas ostrzału szczelnie zamykano drzwi. Bez wentylacji po paru minutach lampa naftowa gasła z braku tlenu. Przez ponad prawie tydzień nie rozbieraliśmy się i nie myliśmy. Z braku mydła i podstawowej higieny łaziły po nas wszy. Wspólnie odmawialiśmy Różaniec. W Wielką Sobotę Mama upiekła bułkę bez drożdży. Znalazło się kilka jajek - nie święconych bo gdzie było święcić - kościół pozostał po tamtej stronie. I tegoż dnia 8 kwietnia 1944 r. Wielkanoc. Sowieci jak gdyby wiedzieli o naszym święcie - nie strzelali. Patrzyliśmy w kierunku Trościańca, którego nie było widać za niewielkiego wzniesienia. Rezurekcji nie było w naszym kościele, a dwa duże dzwony głucho milczały (trzeci wymontowali Niemcy). Podczas ubogiego śniadania - dzieląc się jajkiem, życzyliśmy sobie, aby to były ostatnie Święta na wygnaniu. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach. Tęsknota i żal za Trościańcem i kościołem rozpierała nam serca. 

A jednak nie były to ostatnie nasze Święta na wygnaniu, jak sobie życzyliśmy u stryjka Michała. Gdy front ruszył od naszej wioski 15 lipca 1944 r. a zatrzymał się nad Sanem, wróciliśmy do Trościańca, ale już spalonego, w 95 % rozkopanego i bardzo zaminowanego, w wyniku czego wiele osób od wybuchu min i nie wypałów zostało zabitych i okaleczonych. Tak wegetowaliśmy do 15 stycznia 1945 r., po czym wysiedlono nas (a raczej wypędzono) z naszych pięknych Kresów i Podola, z naszych historycznych ziem - rodzin Wiśniowieckich, Sobieskich i Potockich (do dzisiaj spoczywa w Załoźcach, 7 km od Trościańca, dziadek Jana III Sobieskiego). W tą ciężką zimę roku 1945 Stalin wysiedlił nas. Koczowaliśmy pod gołym niebem na rampie kolejowej w Młynowcach k. Zborowa w oczekiwaniu na transport kolejowy. Mrozy nocą dochodziły do ok. 15 stopni. W tych nieludzkich warunkach spędziliśmy miesiące: styczeń, luty i marzec 1945 r.

I tu na rampie 1 kwietnia 1945 r. przyszło nam obchodzić Święta Wielkanocne. Już nie padały pociski, ale czyhały na nas niebezpieczeństwa ze strony band UPA, ale dzięki Bogu nie napadnięto na nas. 1 kwietnia 1945 r. uczestniczyliśmy w Rezurekcji w kościele w Zborowie. Pamiętam - dzień był słoneczny ale chłodniejszy niż ten przed rokiem, u stryja na folwarku. Po dwóch i pół miesiącach koczowania na rampie, na twarzach zabiedzonych ludzi pojawiła się radość, że Chrystus Pan Zmartwychwstał. Gdy weszliśmy do kościoła, przy śpiewie Wesoły nam dziś dzień nastał niektórzy starsi ludzie płakali pełnym głosem. Po Rezurekcji ksiądz ogłosił, że ci ludzie którzy koczują na rampie mają pozostać celem pobrania święconych jajek. Czekaliśmy prawie wszyscy w przedsionku kościoła. Każda z rodzin otrzymała jedno jajko na osobę. Było nas pięcioro i rodzice. Dzieląc się święconym jajkiem - po raz drugi w nieludzkich warunkach - rodzice nasi płakali. Pamiętam, że śniadanie było skromne, Mama od przygodnych ludzi coś tam wyżebrała, ale był to radosny dzień, zaiste - Chrystus Pan Zmartwychwstał.

3 kwietnia 1945 r. po dwu i pół miesiącach podstawiono nam upragnione bydlęce wagony na ok. 90 rodzin. Ruszyliśmy pod wieczór ze stacji Młynowce. Więcej staliśmy na bocznicach niż jechaliśmy. Pierwszeństwo miały pociągi wojskowe - wojna jeszcze trwała. Przejeżdżaliśmy przez Złoczów, Lwów do Rawy Ruskiej. Tu już na polskiej ziemi zaopiekował się nami Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR). Otrzymaliśmy pierwszą ciepłą strawę i świeży pachnący chleb. Z Lublina ruszyliśmy do Warszawy. Codziennie ktoś umierał, gdy pociąg zatrzymywał się na bocznicy kopano dół i chowano zwłoki obok torów. Z Warszawy przez Poznań dotarliśmy po 4 tygodniach do Zbąszynka. Pod wieczór 29 kwietnia 1945 r. kierownik transportu ogłosił "koniec jazdy". Tak więc dojechaliśmy.
Dziś odległość od Lwowa do Zbąszynka pociąg pokonuje w ciągu 12-16 godzin. Nasza "droga przez mękę" trwała 30 dni."

Kazimierz Olender, Sanok 2000 r.





środa, 20 marca 2013

Kenya, Uganda,Tanzania - związki z Polską

                                                                  Nairobi Town from Arkland Hotel

Elections in Kenya aroused great excitement in societies and once again highlighted even more tribal subdivisions. 
Press Kenyan long been written in a tone very critical of tribal divisions, using this word "tribalism", promoting the belief among the people that this is something very wrong for the country. Also writing about the different regions, condemns Clan divisions among the tribes, such as the Maasai, for example, that in the region of Narok (Narok county - funny that African regions are called the English counties), Clan divisions or "clanism", inhibit the growth of regions, and because the governor, and the new governor should take care of and fix the situation. 
But back to the same choices, these emotions result from the fact that the various tribes primarily support their candidates, if they are exposed to and count the candidates in the race. In these elections, especially counting the candidates from the Luo tribe, ie the Office of the Prime Minister - the son of a prominent political activist from the beginning of Kenya, the Kikuyu tribe and, that the son of the first president of Kenya, but also has long been an active participant in political life. 
What amazes me is the fact that despite the great faith of the population in a democracy, the independence of the judiciary and other components of democracy, as the secret ballot in the general elections, the MPs who pass different things in secret, ballot papers.

Wybory w Kenii wzbudziły wielkie emocje w społeczeństwach i po raz kolejny jeszcze bardziej uwypukliły poddziały plemienne.
Prasa kenijska od dawna pisze w tonie bardzo krytycznym o podziałach plemiennych, używając na to słowa "tribalism", propagując wśród ludzi przekonanie, że to jest coś bardzo niewłaściwego dla kraju. Również  pisząc o poszczególnych regionach, piętnuje podziały klanowe wśród plemion, np. Masajów, że na przykład w regionie Narok (county Narok - zabawne, że afrykańskie regiony zwane są z angielska hrabstwami), podziały klanowe czyli "clanism", hamują rozwój regiony, i dlatego gubernator, czy też nowy gubernator powinien się tym zająć i naprawić sytuację.
Ale wracając do samych wyborów, te emocje wynikają właśnie z tego, że poszczególne plemiona popierają przede wszystkim swoich kandydatów, o ile ich wystawiają i kandydaci ci liczą się w wyścigu. W tych wyborach, przede wszystkim liczyli się kandydaci z plemienia Luo, czyli urzędujący premier - syn prominentnego działacza politycznego z początków Kenii, i z plemienia Kikuyu, czyli syn pierwszego prezydenta Kenii, ale tez od dawna aktywny uczestnik życia politycznego.
To co mnie zdumiewa, to jest fakt, że mimo wielkiej wiary ludności w demokrację, w niezawisłość sądów i inne składniki demokracji, jak tajne głosowanie w wyborach powszechnych, również parlamentarzyści przegłosowują różne sprawy w sposób tajny, ballot papers.



Ciekawy artykuł o Polakach w Afryce (głównie Wschodniej):
http://wnas.pl/artykuly/110-polskie-dominium-w-afryce-tak-to-bylo-mozliwe-analiza-historyka

Polskie cmentarze w Afryce Wschodniej:
http://www.polskiecmentarzewafryce.up.krakow.pl/home



23/09/2013 (RP)
"Siły bezpieczeństwa dokonały szturmu na budynek centrum handlowego, gdzie terroryści z ugrupowania Al-Szabab przytrzymywali zakładników. W ataku zamachowców zginęły 62 osoby.
Według kenijskich władz z budynku udało się ewakuować niemal wszystkich zakładników. Liczbę zakładników pozostających w budynku określił jako bardzo niewielką. Minister spraw wewnętrznych Joseph Ole Lenku zapewnił też, że siły bezpieczeństwa kontrolują wszystkie piętra oblężonego centrum i terroryści nie mogą się wymknąć.
Nad budynkiem centrum handlowego unosi się gęsty dym. Wcześniej słychać było strzały i wybuchy. Z okolic wokół centrum handlowego usunięto dziennikarzy.
Terroryści z radykalnej somalijskiej milicji islamistycznej Al-Szabab grozili zabiciem reszty zakładników, których przetrzymują w centrum handlowym Westgate w stolicy Kenii Nairobi. Według niepotwierdzonych informacji terrorystów mogło być dziesięciu, pochodzili z różnych krajów.
Najnowsze dane mówią o 62 ofiarach śmiertelnych ataku, 170 osób zostało rannych.
Dane te podał kenijski Czerwony Krzyż. Wcześniej bilans ofiar ataku terrorystów mówił o 68 osobach zabitych przez napastników i 49 osobach uznanych za zaginione.
- Upoważniamy mudżahedinów wewnątrz budynku, by podjęli działania przeciwko więźniom - głosi komunikat rzecznika Al-Szabab opublikowany na stronie internetowej islamistów. Rzecznik dodał, że zakładnicy poniosą konsekwencje "presji wywieranej na mudżahedinów". Grupa zapewniła także, że jest w kontakcie z terrorystami w Nairobi. Według nich zamach ma być zemstą za kenijskie działania militarne w Somalii.
Armia kenijska informowała w nocy z niedzieli na poniedziałek, że większość zakładników jest już na wolności. Jednak w poniedziałek rano rzecznik armii płk Cyrus Oguna przyznał, że los przetrzymywanych osób pozostaje niejasny. - Czekamy jeszcze na potwierdzenie, co dzieje się w budynku - powiedział Oguna.
Szturm armii kenijskiej na centrum Westgate rozpoczął się w niedzielę o zmroku. Dwa wojskowe śmigłowce nadleciały nad budynek, słyszano odgłosy eksplozji i wymiany ognia. Z ostatnich doniesień wynikało jednak, że napastnicy wciąż ukrywają się w Westgate.
Członkowie Al-Szabab, mającej powiązania z Al-Kaidą, wtargnęli do centrum handlowego w sobotę. Według świadków napastnicy pozwolili wyjść z centrum muzułmanom, po czym otworzyli ogień do pozostałych klientów. Napastnicy domagają się wycofania kenijskich wojsk z Somalii; nie stawiają żadnych innych żądań."
http://www.youtube.com/watch?v=_Tcj8yfhpQo

Some facts about Polish refugees in EA:  

Over half the 33,000 Polish refugees transferred around the world, that is 18,000, went to Africa in 1942 and 1943. 

Travelling on British ships to ports in Kenya, Tanganyika and Mozambique, the refugees were dispersed to settlements in the British colonies of Uganda, Kenya and Tanganyika, also to South Africa, North and South Rhodesia. 

The majority of civilians in Africa were women, children and teenage girls.

There were 19 camps in total:
Uganda – Masindi and Koya on Lake Victoria; 
Kenya – Rongai, Manira, Makindu, Nairobi and Nyali near Mombassa; Tanganyika – Tengeru (with 4,000 refugees

"The Polish President Lech Kaczynski and scores of other senior Polish figures perished on Saturday April 10, 2010 in a plane crash in Russia. They were flying to Russia to mark the 70th anniversary of the Katyn massacre where over 20,000 Poles by Soviet forces during the Second World War (WWII). Uganda has a relationship to the massacre and to Poland because it hosted thousands of Polish refugees during and after WWII. In late 1942, the International Refugees Organization made preparations to transport Polish refugees to Tanganyika (present Tanzania), Uganda and Kenya in East Africa. According to the Hansard of the British Parliament of 7th April 1943[1], the East African Governments promised to provide accommodation for 21,000 refugees. Tanganyika provided accommodation for 8,000 Polish refugees and about 800 others, Kenya accommodated 1,500 Polish refugees and the remainder were accommodated by Uganda, Northern Rhodesia and Nyasaland. Estimates put the number of refugees in Uganda to between 4000 and 7000 mainly women and children. They were settled, in two camps, Nyabyeya, in Masindi district and Koja (Mpunga) in Mukono district between 1942 and 1952. The camps were subdivided into villages of 500 inhabitants each led by a headman. In each camp, piped water, hospitals, primary and secondary schools, churches, orphanages, recreation centers and cemeteries were provided.

At the end of WWII, the refugees redistributed and resettled around the world. The complicated cases including those who could not easily be absorbed in Europe due to age, infirmity and criminality remained at the Koja camp until l952 when the camp was finally closed down. However, a piece of Poland remains in Uganda in the form of those that were buried in the cemeteries which are still intact up to this day."



Afryka Wschodnia jest obiektem intensywnej islamizacji, która zaczęła przybierać gwałtowne formy i ma krwawe oblicze
–  ks. Wojciech Adam Kościelniak, misjonarz z Tanzanii.
Przez wiele lat Tanzańczycy chlubili się, że są oazą spokoju, krajem, w którym nie ma problemów etnicznych i zagrożenia. Okazało się, że to domek z kart. Islamizacja kontynentu afrykańskiego postępuje w dość zorganizowany sposób i Tanzania nie jest wyjątkiem. Afryka Wschodnia jest obiektem intensywnej islamizacji, która zaczęła przybierać gwałtowne formy i ma krwawe oblicze
– mówił polski misjonarz w wywiadzie udzielonym Radiu Bonus Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Przebywający w Polsce kapłan przypomniał o niedawnym zamachu w kościele katolickim w Aruszy. Zginęło w nim kilka osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Celem ataku był nuncjusz apostolski w Tanzanii abp Francisco Montecillo Padilla, który przyjechał do miasta, aby poświęcić nową świątynię.
To jest akcja zorganizowana, która sprawia, że zaczynamy się czuć niepewnie. Tego dawniej nie było i ludzie są oszołomieni. To zmierza w bardzo złym kierunku. Patrzę na to z niepokojem. Dostajemy ostrzeżenia od policji i władz, żeby się pilnować, żeby być ostrożnym, żeby wzmocnić ochronę… Trudno mówić o ochronie, kiedy drzwi kościoła są otwarte, każdy może wejść i zrobić, co chce!
– mówi o swoich obawach ks. Kościelniak.

Przed atakiem w Aruszy doszło do incydentów w Zanzibarze, gdzie w lutym muzułmanie zamordowali dwóch chrześcijan – proboszcza katedry i pastora baptystów. Regularnie grożą śmiercią katolickim księżom, podpalają kościoły.
Zasadniczo ludzie ci żyli do tej pory bez problemów. Tanzańczycy są z natury bezkonfliktowi, nie lubią agresji międzyetnicznej. Jeśli zdarzają się spory w szczepach, to zwykle są to niesnaski o miedzę albo jakieś kradzieże. Większych konfliktów kiedyś nie było, dziś się one nasilają i przybierają rozmiary walki o władzę, która daje dostęp do naturalnych surowców i zasobów państwa. Złoto, diamenty, gaz, ropa naftowa – to zresztą paradoksalnie przekleństwa Afryki, także Tanzanii, bowiem drugim po islamizacji zagrożeniem jest neokolonizacja
– ocenia misjonarz.

Wg szacunkowych danych ok. 35 proc. społeczeństwa tanzańskiego stanowią muzułmanie, 30 proc. to chrześcijanie (w większości katolicy) a jedną trzecią wszystkich wyznań stanowią animiści. Wyznawcy Chrystusa żyją głównie w południowo-zachodniej i północno-środkowej części kraju.

Ks. Wojciech Adam Kościelniak jest kapłanem archidiecezji krakowskiej. Od 1990 roku przebywa na misjach w Tanzanii (Afryka Wschodnia), w parafii Miłosierdzia Bożego w Kiabakari. W tym roku obchodzi srebrny jubileusz kapłaństwa."

Kenia / Nairobi - Bosco Boys Mission
Ośrodek szkolno-wychowawczy Bosco Boys (od przedszkola do szkoły technicznej). Na terenie misji salezjanie prowadzą szkołę podstawową oraz dom dla dzieci ulicy, zapewniając im całkowite utrzymanie.