sobota, 11 kwietnia 2015

Śmierć prezydenta po 5 latach



Po pięciu latach od katastrofy pod Smoleńskiem wiemy już bardzo dużo na temat jej przebiegu i przyczyn mimo, że dowody rzeczowe nadal znajdują się na terenie Rosji. Zresztą wartośc tych dowodów, które niechybnie będą Polsce zwrócone, maleje z każdym tygodniem, zwłaszcza wraku, któy jak był traktowany każdy mówgł widziec w telewizji a teraz na YouTube - zwrot zapewne nastapi kiedy ich wartość dowodowa będzie bliska zeru.

Co wiemy? Wiemy, że prawdopodobieństwo, iż to był wypadek spowodowany nieroztropnością Prezydenta jest bliskie zeru, zaś że to był zamach polegający na umieszczeniu i zdetonowaniu ładunnków wybuchowych to prawdopodobieństo bliskie 100%, zaś margines niepewności, który oscyluje znacznie poniżej jednego procenta nie wynika z braku dowodów naukowych, a raczej tego, że nie można było umiescić wraku w porządnym hangarze i pracować na nim.
Nie ma co powtarzać tych wszystkich zamierzonych "błędów" śledztwa rosyjskiego czy polskiego, bo tam błędów żadnych nie było, a jedynie zamierzone działania, polegające nie tylko na wykazaniu, że Prezydent sam sie zabił z głupoty własnej, ale też ośmieszeniu pańśtwa polskiego, wraz z jego prowadyrami - którzy musieli poczuć, że to, iż zostali postawieni na stanowiskach nie znaczy, że zostali przytwierdzeni do nich na stał, możę nie tylko być zdjęci, ale też zrzuceni.
Przed dwoma dniami widziałem program w polskiej TV o tym jakim to przestępcą jest Putin, właściwie trudno nie zgodzić się, że jest nim w istocie (choć opowiadanie o nim w ten sposób to nie tylko jakaś niepojęta naiwnośc ale też propaganda) ale co istotne w tym programie nawet się nie zająknięto o Smoleńsku, ajkby to się nigdy nie wydarzyło.

W tej chwili to nie teza o zamachu musi być udowadniana, ale teoria wypadku, bowiem w wrrsji rządowej czy anodinowej właściwie nic nie trzyma się kupy - zresztą może się mylę, bo przeciez patrząc na przebieg tzw. śledztwa, teza o wypadku została ogłoszona a potem udowadniano ja z zaciekłoscią, zatem własciwie od początku "oni" to robili. Zamiast rzetelnego podejścia - propaganda w stylu sowieckim, nie niemieckim, czyli bez zmartiwienia czy ogłaszane tezy wyglądają sensownie i wiarygodnie czy też nie.



Kiedy nastąpiąła ta katastrofa akurat byłem w Kenii, w Nairobi gdzie unikałem oglądania telewizji ze wględu, że jest jeszcze głupsza niż w Polsce, ale tego dnia przez przypadek włączyłem telewizor w pokoju hotelowym i zobaczyłem las smoleński, mundurowych kręcących sie tu i tam i komantarz, że samolot prezydencki się rozbił.
Właściwie to nie dotarło to do mnie, że zginłął Prezydent, prezydentowa i genaralicja. Dopiero potem.
Również przyłączyłem się (nie wiedząc jeszcze o nim) do chóru propagandowego, że sam sobie winien. Ale ja obwiniałm Go o tę śmierć, nie dlatego, że kazał lądować i te wszytkie bzdury wtłaczane Polakom do głów (jeszcze nie wiedziałem o tzw. oficjalnej wersji, bo nie wchodziłem na polskie media w tym okesie), ale o to, że poleciał na terytorium wrogiego państwa, skoro po pierwsze zalazł władzy rosyjskiej za skkórę walką o Gruzję i, przede wszystkim, wzbudził w niej lęk, budowanymi przez siebie sojuszami, które mogły zagrozić nie tylko mocarstwowej pozycji Rsji ale i jej istnieniu nawet.
Politycy tacy jak Putin, nawet jeśli powtarza się dyrdymały o tym, że to zwykły mafiozo wywodzący się z KGB, patrzą bardzo szeroko na politykę, w kontekście historycznym i geograficznym, gospodarczym i religijnym. Wszystko jest analizowane niezykle dokładnie. On wie co to sojusze.

Niestety wraz z Prezydentem Kaczyńskim Polska straciła nie tylko wizjonera ale i polityka, który umiał działać powoli ale skutecznie, potrafił iść nawet na bolesny kompromis - sprawa Ukrainy i Rzezi Wołyńskiej, Był co prawda znawcą prawa pracy, ale też historia nie była mu obca, zapewne brat Jarosław duży miał w tym względzie wpływ na niego.
Wreszcie to czlowiek, który w 2009 powtórzył słowa ministra J. Becka z 1939 o honorze i o tym co to dla Polaka znaczy, ale Beck wepchnąwszy Polskę w wojne, po 17 dniach nawiał za granicę, a Lech Kaczyński nie bał się ryzykować włąsnym życiem, co zakończyło się tragicznie dla niego i arcyboleśnie dla jego kraju.