sobota, 18 kwietnia 2020

Folwark zwierzęcy 2020

Zaplanowana pandemia i reakcje społeczeństw są zdumiewające, bo narody podporządkowują się im ze zdumiewającą ochotą, bez większego sprzeciwu nawet ze strony środowisk kontestujących tę sytuację. Bowiem słyszymy: nie neguję że jest pandemia czy epidemia, że jest wirus... Łączą fakt istnienia wirusów z pandemią, której nie ma. W Afryce, w Tanzanii, Kenii, Ugandzie ogromne ograniczenia w poruszani się lokalnym, w biznesie, w przemieszczaniu między miastami, zamknięte instytucja publiczne, a nosicieli wirusa na te 3 kraje, czyli na 140 milionów, jest raptem 1 tyś. I z tego powodu rządy tych krajów ochoczo wpędzą w katastrofę gospodarczą swoje narody. W Polsce sytuacja jest oczywiście lepsza, ale przecież z wyższego piętra upadek będzie boleśniejszy.

Na ulicach Polski prawie wszyscy w maseczkach, jeśli nie boją się choroby to boja się mandatu, donosu, w sklepach ekspedientki nie chcą obsługiwać ludzi bez zasłoniętej twarzy, a przecież nie tak dawno, jak to wszedł w arafatce do sklepu to budził niepokój, a teraz i do banku można wejść w kominiarce.

Oto zarządzenie naszego światłego rządu, skopiowałem, aby kiedy zostanie zdjęte ze stron, było przypomnieniem ich durnych rozporządzeń:


Aktualne zasady i ograniczenia

09.04.2020
Walczymy z koronawirusem – pomóż nam w tym i Ty! Żebyśmy wszyscy zatrzymali rozprzestrzenianie się epidemii, musimy stosować się ściśle do konkretnych zaleceń. Zebraliśmy je w jednym miejscu. Przeczytaj i stosuj.

1. OGRANICZENIA W PRZEMIESZCZANIU SIĘ

Ograniczenie dotyczy: przemieszczania się, podróżowania, przebywania w miejscach publicznych.
Na czym polega? Wychodzenie z domu powinno być ograniczone do absolutnego minimum, a odległość utrzymana od innych pieszych powinna wynosić co najmniej 2 metry.
Przemieszczać się możesz w przypadku:
  • dojazdu do i z pracy (dotyczy to także zakupu towarów i usług związanych z zawodową działalnością),
  • wolontariatu na rzecz walki z COVID-19 (dotyczy to pomocy osobom przebywającym na kwarantannie lub osobom, które nie powinny wychodzić z domu),
  • załatwiania spraw niezbędnych do życia codziennego (do czego zalicza się np., niezbędne zakupy, wykupienie lekarstw, wizyta u lekarza, opieka nad bliskimi),
  • wykonywania czynności związanych z realizacją zadań określonych w ustawie – Prawo łowieckie i ustawie o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt oraz zakupu towarów i usług z nimi związanych.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.
Ważne! 2 metry – minimalna odległość między pieszymi
Wprowadzamy obowiązek utrzymania co najmniej 2-metrowej odległości między pieszymi. Dotyczy to także rodzin i bliskich.
Wyłączeni z tego obowiązku są:
  • rodzice z dziećmi wymagającymi opieki (do 13 roku życia),
  • a także osoby niepełnosprawne, niemogące się samodzielnie poruszać, osoby z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego i ich opiekunowie.

2. ZAKAZ WYCHODZENIA NA ULICĘ NIELETNICH BEZ OPIEKI DOROSŁEGO
Ograniczenie dotyczy: przebywania osób do 18 roku życia poza domem bez opieki dorosłego
Na czym polega? Dzieci i młodzież, które nie ukończyły 18 roku życia, nie mogą wyjść z domu bez opieki. Tylko obecność rodzica, opiekuna prawnego lub kogoś dorosłego usprawiedliwia ich obecność na ulicy i tylko w określonych przypadkach:
  • dojazdu do i z pracy,
  • wolontariatu na rzecz walki z COVID-19,
  • czy też załatwiania spraw niezbędnych do życia codziennego.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

3. OBOWIĄZEK ZASŁANIANIA UST I NOSA W MIEJSCACH PUBLICZNYCH

Obowiązek dotyczy: noszenia maseczek lub innego rodzaju zasłaniania ust i nosa.
Na czym polega? Wszyscy mają obowiązek zasłaniania ust i nosa na ulicy, podczas ruchu pieszego, w urzędach, sklepach, miejscach świadczenia usług, zakładach pracy.
Obowiązuje od: czwartku 16 kwietnia 2020 r.
Obowiązuje do: odwołania.

4. ZAKAZ KORZYSTANIA Z PARKÓW, LASÓW, PLAŻ, BULWARÓW, PROMENAD I ROWERÓW MIEJSKICH

Ograniczenie dotyczy: przebywania na terenach zielonych, pełniących funkcje publiczne. Zakaz dotyczy lasów, skwerów, parków, zieleńców, promenad, bulwarów, ogrodów botanicznych i zoologicznych, czy ogródków jordanowskich. Zakaz obejmuje również plaże.
Nie będzie można także korzystać z rowerów miejskich.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

5. KOMUNIKACJA PUBLICZNA

Ograniczenie dotyczy: przejazdów zbiorowym transportem publicznym.
Na czym polega? W autobusie, tramwaju lub metrze tylko połowa miejsc siedzących może być zajęta. Najlepiej – żeby co drugie miejsce siedzące pozostało puste. Jeśli miejsc siedzących w pojeździe jest 70, to na jego pokładzie może znajdować się maksymalnie 35 osób.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

6. SAMOCHODY WIĘKSZE NIŻ 9-OSOBOWE

Ograniczenie dotyczy: przejazdów samochodami większymi niż 9-osobowe i zbiorowym transportem prywatnym.
Na czym polega? W samochodzie powyżej 9 miejsc siedzących maksymalnie połowa miejsc może być zajęta.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.
Ważne! Ograniczenie nie dotyczy samochodów osobowych.

7. RUCH LOTNICZY

Ograniczenie dotyczy: pasażerskich lotów krajowych i międzynarodowych.
Obowiązuje do: 26 kwietnia 2020 r.

8. MIĘDZYNARODOWY RUCH KOLEJOWY

Ograniczenie dotyczy: podróży pociągami relacji międzynarodowych.
Obowiązuje do: 26 kwietnia 2020 r.

9. ZAKAZ ZGROMADZEŃ I IMPREZ

Ograniczenie dotyczy: organizowania zgromadzeń, spotkań, imprez czy zebrań.
Na czym polega? Obowiązuje zakaz wszelkich zgromadzeń, spotkań, imprez czy zebrań powyżej 2 osób. Obostrzenie to nie dotyczy spotkań z najbliższymi.
Wyłączone są: zakłady pracy.
Pracodawcy będą musieli jednak zapewnić dodatkowe środki bezpieczeństwa swoim pracownikom. I tak:
  • pracownicy mają obowiązek używania rękawiczek lub muszą mieć dostęp do płynów dezynfekujących,
  • stanowiska pracy poszczególnych osób muszą być oddalone od siebie o co najmniej 1,5 metra.
Jeśli pracodawca nie jest w stanie zapewnić takiej odległości (1,5m) z obiektywnych względów – np. dlatego, że linia produkcyjna na to nie pozwala – ma prawo odejść od tej zasady, ale tylko pod warunkiem zapewniania środków ochrony osobistej związanej ze zwalczaniem epidemii.
Ważne! Pracodawca musi zapewnić te środki bezpieczeństwa od czwartku, 2 kwietnia 2020 roku.
Obowiązuje do: odwołania.

10. GALERIE HANDLOWE

Ograniczenie dotyczy: działalności galerii i centrów handlowych.
Na czym polega? Działalność handlową w galeriach handlowych mogą prowadzić jedynie branże:
  • spożywcza,
  • kosmetyczna (z wyjątkiem produktów przeznaczonych do perfumowania lub upiększania),
  • artykułów toaletowych i środków czystości,
  • wyrobów medycznych i farmaceutycznych,
  • artykułów remontowo-budowlanych,
  • prasowa,
  • artykułów dla zwierząt,
  • paliw. 
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.
Ważne! W galeriach mogą być świadczone usługi medyczne, bankowe, ubezpieczeniowe, pocztowe, pralnicze lub gastronomiczne (na dowóz i wynos). Na terenie galerii z handlu wyłączone są natomiast tzw. wyspy handlowe.

11. LICZBA KLIENTÓW W SKLEPIE, NA TARGU I POCZCIE

Ograniczenie dotyczy: liczby klientów przebywających w jednym czasie na terenie sklepu, na targu i poczcie
Na czym polega?
  • Sklepy i punkty usługowe
Do każdego sklepu (zarówno małego, jak i wielkopowierzchniowego), a także do każdego lokalu usługowego może wejść maksymalnie tyle osób, ile wynosi liczba wszystkich kas lub punktów płatniczych pomnożona przez 3. To znaczy, że jeśli w sklepie jest 5 kas, to w jednym momencie na terenie sklepu może przebywać 15 klientów.
  • Godziny dla seniorów
W godzinach od 10:00 do 12:00 sklepy i punkty usługowe mogą przyjmować i obsługiwać jedynie osoby powyżej 65 roku życia. W pozostałych godzinach sklepy i lokale usługowe są dostępne dla wszystkich. W tym dla osób powyżej 65. roku życia.
Ważne! Stacje benzynowe zostają wyłączone z tzw. „godzin dla seniora”.
Apteki natomiast w czasie tych dwóch godzin (10:00-12:00) będą mogły obsługiwać także tych, dla których nabycie leku lub środka spożywczego specjalnego przeznaczenia jest konieczne ze względu na nagłe zagrożenie życia lub zdrowia.
  • Targi
Na terenie targowiska czy bazaru może przebywać maksymalnie tyle osób, ile wynosi liczba punktów handlowych pomnożona przez 3. Jeśli więc na osiedlowym bazarze jest 20 takich punktów, to na jego terenie może przebywać w jednym momencie maksymalnie 60 klientów.
  • Placówki pocztowe
Na terenie poczty może przebywać w jednym momencie tyle osób, ile wynosi liczba okienek pocztowych pomnożona przez 2. Jeśli w placówce jest 5 okienek, wówczas w jednym momencie na jej terenie może przebywać 10 osób.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

12. WIELKOPOWIERZCHNIOWE SKLEPY BUDOWLANE

Na czym polega? W weekendy wielkopowierzchniowe sklepy budowlane będą zamknięte.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

13. SALONY FRYZJERSKIE, KOSMETYCZNE I TATUAŻU

Ograniczenie dotyczy: zamknięcia wszystkich zakładów fryzjerskich, kosmetycznych, salonów tatuażu i piercingu.
Na czym polega? Zamknięte zostają bez wyjątków wszystkie zakłady fryzjerskie, kosmetyczne, salony tatuażu i piercingu. Tych usług nie będzie można realizować również poza salonami – np. wizyty w domach nie wchodzą w grę.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

14. UROCZYSTOŚCI RELGIJNE

Ograniczenie dotyczy: udziału w wydarzeniach o charakterze religijnym.
Na czym polega? W mszy lub innym obrzędzie religijnym nie może uczestniczyć jednocześnie więcej niż 5 osób – wyłączając z tego osoby sprawujące posługę (w przypadku pogrzebów – osoby zatrudnione przez zakład pogrzebowy).
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r., w tym również przez cały okres Świąt Wielkanocnych.
Ważne! Zachęcamy do uczestnictwa w wydarzeniach religijnych za pośrednictwem telewizji, radia czy internetu.

15. GRANICE POLSKI

Ograniczenie dotyczy:  przekraczania granic Polski przez cudzoziemców
Na czym polega? Granice naszego kraju mogą przekraczać tylko i wyłącznie:
  • obywatele RP,
  • cudzoziemcy, którzy są małżonkami albo dziećmi obywateli RP albo pozostają pod stałą opieką obywateli RP,
  • osoby, które posiadają Kartę Polaka,
  • dyplomaci,
  • osoby posiadające prawo stałego lub czasowego pobytu na terenie RP lub pozwolenie na pracę,
  • w szczególnie uzasadnionych przypadkach, komendant placówki Straży Granicznej - po uzyskaniu zgody Komendanta Głównego Straży Granicznej – może zezwolić cudzoziemcowi na wjazd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w trybie określonym w ustawie z dnia 12 grudnia 2013 r. o cudzoziemcach (Dz. U. z 2020 r. poz. 35),
  • cudzoziemcy, którzy prowadzą środek transportu służący do przewozu towarów.
Ważne! Transport cargo działa normalnie. 
Obowiązuje do: 3 maja 2020 r.

16. SZKOŁY I UCZELNIE

Ograniczenie dotyczy: zajęć w szkołach i na uczelniach
Zalecenia: Wszystkie szkoły i uczelnie w Polsce są zamknięte. Lekcje i zajęcia nie odbywają się stacjonarnie, a przez Internet za pomocą platform e-learningowych. Lekcje na odległość prowadzone są według określonych zasad. Nauczyciele i uczniowie na stronie www.gov.pl/zdalnelekcje mogą znaleźć materiały dydaktyczne zgodne z aktualną podstawą programową.
Obowiązuje do: 26 kwietnia 2020 r.
Ważne! Rodzicom dzieci w wieku do lat 8, przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy w przypadku zamknięcia żłobka, przedszkola, szkoły lub klubu dziecięcego. 
WAŻNE! EGZAMINY ÓSMOKLASISTY I MATURALNY NAJWCZEŚNIEJ W CZERWCU.
Konkretna data zostanie podana co najmniej 3 tygodnie przed egzaminem.

17. ŻŁOBKI I PRZEDSZKOLA

Ograniczenie dotyczy: działalności żłobków, klubów dziecięcych i przedszkoli.
Zalecenia: Działalność żłobków, klubów dziecięcych i przedszkoli jest zawieszona. Kwestia ponoszenie opłat przez rodziców w czasie ich zawieszenia, powinna zostać uregulowana w statucie żłobka, jak również w umowie z rodzicami.
Obowiązuje do: 26 kwietnia 2020 r.
Ważne! Rodzicom dzieci w wieku do lat 8, przysługuje dodatkowy zasiłek opiekuńczy w przypadku zamknięcia żłobka, przedszkola, szkoły lub klubu dziecięcego.

18. GASTRONOMIA

Ograniczenie dotyczy: działalności restauracji, kawiarni czy barów.
Zalecenia: Wszystkie restauracje, kawiarnie czy bary mogą świadczyć jedynie usługi na wynos i na dowóz. Nie ma możliwości wydawania posiłków czy napoi na miejscu.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.

19. KULTURA

Ograniczenie dotyczy: działalności instytucji kultury
Zalecenia: Wszystkie instytucje kultury pozostają zamknięte. Są to m.in. muza, galerie sztuki, teatry, filharmonie, opery, kina, kluby filmowe, biblioteki, archiwa oraz  stała działalność  związana z kulturą.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.
Ważne! Do odwołania zamknięte pozostają również: siłownie, baseny, kluby fitness i taneczne.

20. KWARANTANNA

Ograniczenie dotyczy: osób, które:
  • wracają z zagranicy,
  • miały kontakt z osobami zakażonymi (lub potencjalnie zakażonymi) koronawirusem,
  • przekraczają granicę w celu podejmowania pracy na terytorium państwa sąsiedniego, bądź na terytorium RP (od 27.03.2020),
  • mieszkają z osobą, która będzie kierowana od 1 kwietnia na kwarantannę (przepis wchodzi w życie 1.04.2020 i dotyczy osób nowo objętych kwarantanną).
Na czym polega? Kwarantanna trwa 14 dni. Przez ten czas:
  • w żadnym wypadku nie można opuszczać domu,
  • spacery z psem, wyjście do sklepu czy do lekarza są zakazane,
  • w przypadku, gdy osoba poddana kwarantannie ma bliskie kontakty z innymi osobami w domu – one również muszą zostać poddane kwarantannie,
  • w przypadku występowania objaw choroby (złe samopoczucie, gorączka, kaszel, duszności), należy koniecznie zgłosić to telefonicznie do stacji sanitarno-epidemiologicznej.
Jeśli osoba poddawana kwarantannie nie ma możliwości spędzenia jej w domu, to wojewodowie mają przeznaczone lokale na kwarantannę i tam ta osoba będzie mogła się udać.
Obowiązuje do: 3 maja 2020 r.
Ważne! Policja w ramach patroli odwiedza osoby, które są objęte kwarantanną i sprawdzają, czy pozostają w miejscu swojego zamieszkania. Przepisy przewidują możliwość nałożenia kary finansowej do 30 tys. zł na te osoby, które kwarantanny nie przestrzegają. Decyzja, co do konkretnej wysokości kary jest zawsze indywidualna.
Ważne! Jeżeli wracasz z zagranicy i nie masz możliwości spędzenia kwarantanny w domu, to wojewodowie mają przeznaczone lokale na kwarantannę.

21. HOTELE

Ograniczenie dotyczy: działalności hoteli i innych miejsc noclegowych
Zalecenia: Hotele i inne miejsca noclegowe zostają zamknięte. Mogą pozostać otwarte tylko i wyłącznie dla:
  • osób w kwarantannie lub izolacji,
  • personelu medycznego,
  • osób w delegacji i dla tych, którzy korzystają z usług noclegowych w ramach wykonywania obowiązków służbowych (dotyczy to np. pracowników budowlanych),
  • osób, które były zakwaterowane w obiekcie noclegowym przed 31 marca.
Obowiązuje do: 19 kwietnia 2020 r.
Ważne! Jeśli więc przed wejściem w życie nowych przepisów nocowałeś w hotelu, możesz dokończyć swój pobyt zgodnie z planem.

22. ZAKRYCIE UST I NOSA

Ograniczenie dotyczy: wszystkich, którzy znajdują się w miejscach publicznych
Zalecenia: Od 16 kwietnia obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa. Każdy, kto wychodzi z domu, musi zakryć te części twarzy. Może to zrobić za pomocą maseczki jednorazowej, maseczki materiałowej, chusty, apaszki czy szalika.
Obowiązuje do: odwołania
Ważne! Z tego obowiązku zwolnione są dzieci do lat 4, a także osoby,które mają prolemy z oddychaniem lub takie, które ze względu na stan zdrowia nie są wstanie założyć lub zdjąć samodzielnie ochrony z twarzy.
Ważne! Pracownicy w swoich miejscach pracy nie muszą zasłaniać twarzy. Wyjątkiem są ci, którzy mają styczność z osobami z zewnątrz, a więc np. klientami, interesantami, obywatelami.

Wychodzisz z domu? Zasłoń usta i nos!

16.04.2020
Od 16 kwietnia obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa. Każdy, kto wychodzi z domu, musi zakryć te części twarzy. Może to zrobić za pomocą maseczki jednorazowej, maseczki materiałowej, chusty, apaszki czy szalika. Dzięki temu chroni siebie i innych. Osoby zakażone koronawirusem, które przechodzą chorobę bezobjawowo, nie będą nieświadomie zarażać innych.
Grafika przedstawiająca kobietę z maską na twarzy oraz napis "Zasłoń usta i nos - dbajmy o siebie nawzajem"
Obowiązek zasłaniania ust i nosa na terenie Polski obowiązuje do odwołania. Dotyczy wszystkich, którzy znajdują się:
  • w pojazdach komunikacji zbiorowej (autobusach, tramwajach, w metrze itp.),
  • w samochodach – dotyczy sytuacji, w których razem jadą osoby obce, to znaczy takie, które nie mieszkają ze sobą (np. koledzy z pracy, sąsiedzi itp.),
PRZYKŁAD:  Jadę samochodem z mamą, z którą mieszkam na co dzień. W takiej sytuacji nie musimy zasłaniać ust i nosa.
PRZYKŁAD: Podwożę samochodem koleżankę, z którą nie mieszkam na co dzień. Dla bezpieczeństwa mamy obowiązek zasłaniania nosa i ust podczas przejazdu.
  • na drogach i placach (dotyczy również osób jeżdżących np. rowerem lub hulajnogą),
  • w zakładach pracy (dotyczy osób, które mają styczność z osobami z zewnątrz – interesantami, klientami, obywatelami itp.),
PRZYKŁAD: Nie mogę pracować zdalnie, ale wszystkie zadania realizuję w pracy w swoim pokoju. Nie mam styczności z osobami spoza pracy. W takiej sytuacji nie mam obowiązku zasłaniania ust i nosa.
PRZYKŁAD: Pracuję na recepcji i muszę odbierać dokumenty od kurierów i klientów. Mam styczność z osobami z zewnątrz. W takiej sytuacji muszę zasłaniać usta i nos.  
Nie masz obowiązku zasłaniania ust i nosa w pracy, chyba że obsługujesz klientów zewnętrznych.
  • w budynkach użyteczności publicznej (np. w urzędach, szkołach, uczelniach, przychodniach i szpitalach, na poczcie, w bankach i restauracjach),
  • w sklepach i na targowiskach,
  • w punktach usługowych,
  • na klatkach schodowych, w windach, pralniach i innych miejscach wspólnych, z których korzystają mieszkańcy bloków.
Ważne! Policjanci, strażnicy graniczni, kasjerzy w banku czy sprzedawcy w sklepie mogą zażądać od nas odkrycia twarzy w celu identyfikacji. Mamy obowiązek uczynić to na ich prośbę.
Ważne! Pracownicy sklepów i punktów usługowych mogą zakrywać twarze przy pomocy przyłbicy, jeśli wszystkie kasy, punkty sprzedaży, okienka itd. są oddzielone od klientów dodatkową przesłoną ochronną.

Małe dzieci, osoby chore i rolnicy. Kogo jeszcze nie obowiązuje nakaz zakrywania ust i nosa?

Zakrywać usta i nos muszą co do zasady wszyscy. Wprowadzamy jednak kilka wyjątków. Wśród nich znajdują się:
  • dzieci do 4 lat,
  • osoby, które mają problemy z oddychaniem (okazanie orzeczenia lub zaświadczenia nie jest wymagane),
  • osoby, które same nie mogą założyć lub zdjąć ochrony z twarzy z powodu stanu zdrowia (okazanie orzeczenia lub zaświadczenia nie jest wymagane),
  • osoby poruszające się samochodem – jeżeli pasażerowie mieszkają ze sobą,
  • osoby poruszające się samochodem – jeżeli przebywa tam jedynie kierowca albo kierowca z dzieckiem do lat 4,
  • pracownicy w zakładach pracy, budynkach użyteczności publicznej i obiektach handlowych. WAŻNE! Osoby, które bezpośrednio obsługują interesantów lub klientów w tych miejscach, mają jednak obowiązek zakrywania ust i nosa!
  • kierowcy publicznego transportu zbiorowego i przewoźnicy prywatni – pod warunkiem, że są oddzieleni od pasażerów przesłoną,
  • duchowni sprawujący obrzędy religijne,
  • rolnicy wykonujący prace w gospodarstwie,
  • żołnierze Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej i wojsk sojuszniczych, a także funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego, wykonujących zadania służbowe.

Czym się ochronić? Nie tylko maseczką!

Usta i nos możemy zasłonić za pomocą szalika, chusty, apaszki czy innym fragmentem odzieży. Nie ma nakazu korzystania wyłącznie z maseczek ochronnych.
Jeżeli jednak zdecydujemy się na maseczki, warto wiedzieć, po które najlepiej sięgnąć. Na co zwrócić uwagę?
Maseczki mogą być wykonane z tkanin:
  • bawełnianych,
  • bawełnianych z domieszką elastanu,
  • bawełnianych z lnem,
  • lnianych,
  • poliestrowych,
  • wiskozowych z domieszką poliestru,
  • poliamidowych z poliestrem,
  • fizeliny.
Maseczka powinna przylegać ściśle do twarzy, ale pozostawać wygodę noszenia i oddychania. Maseczki wielorazowe powinniśmy prać po każdym użyciu.

Jak samemu zrobić maseczkę?

Możesz szybko i łatwo zrobić maseczkę własnoręcznie – skorzystaj z przykładowego wzoru wykrojnika, który znajdziesz na dole strony. Wystarczy kawałek materiału (tkaniny, z których powinna być wykonana maseczka znajdziesz powyżej) oraz dwie gumki, np. recepturki. Jeżeli używasz lekkiego materiału, zwielokrotnij liczbę warstw tkaniny.
  • Maseczka powinna być wiązana z tyłu na troki lub mieć gumki umożliwiające założenie jej za uszy.
  • W części środkowej powinna zawierać zakładki (harmonijkę), które pozwolą dopasować ją do kształtu twarzy (i zakryć tym samym nos, usta i brodę).
  • Górna krawędź powinna być wzmocniona, aby umożliwić szczelne dopasowanie maseczki do nosa.
  • Rozmiar mierzony „na płasko” to co najmniej 17,5 cm x 9,5 cm.

Odpowiedzi na pytania

Czy tylko za pomocą maski mogę zasłonić usta i nos?
Czy w samochodzie również obowiązuje nakaz?
Czy w kościele również powinniśmy zasłaniać usta i nos?
Czy w sklepach i na targowiskach obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa?
Jestem rolnikiem. Czy muszę zakrywać twarz, kiedy pracuję na polu, w gospodarstwie?
Obowiązek zakrywania twarzy obowiązuje w miejscach publicznych. Czy mogę odsłonić twarz, jeśli jestem w banku, wypłacam pieniądze, a kasjer chce sprawdzić, czy jestem osobą, za którą się podaje?
Jestem kasjerką. W jaki sposób mam wytrzymać w maseczce wiele godzin? To bardzo niekomfortowe.
Pracuję na poczcie. Część obowiązków wykonuję na zapleczu, część przy okienku. Kiedy muszę zasłaniać usta i nos?
Przy domu mam ogród. Czy na swoim prywatnym terenie muszę również zakrywać usta i nos?
W naszym bloku znajduje się pralnia i suszarnia. Czy trzeba tam zakrywać nos i usta?

Materiały

Jak uszyć maseczkę - wzór wykrojnika
Wzór​_wykrojnika.pdf 2.13MB

środa, 15 kwietnia 2020

Coronavirus 2019 (COVID-19), dawniej 2019-nCoV i SARS-COV-2

Prawa strona internetu, z grubsza ujmując temat, widzi w koronawirusie zagrożenie ale głównie dla gospodarki, ozywiście nie w samym koronawirusia ale w decyzjach rządów polegających na tzw. zamrażaniu kontaktów społecznych i administracyjnym zamykaniem szkół, obiektow sportowych, ogromnei ilości firm w wielu sektorach gospodarki, urzędów, sądów, kościołów etc. O ile jeszcze bez urzędów i sądów można jakoś żyć, to reszta wymienionych innstytucji jest niezbędna w organizmach państw.
Tym niemnej jak różni eksperci piszą na stronach linkowanych poniżej, koronawirus jawi się jako wielkie zagrożenia dla populacji światowej.

https://www.collaborativedrug.com/coronavirus-2019-ncov-facts/

https://www.cdc.gov/coronavirus/2019-ncov/covid-data/covidview/index.html

https://www.who.int/emergencies/diseases/novel-coronavirus-2019

https://www.hopkinsmedicine.org/health/conditions-and-diseases/coronavirus


Ale, co ciekawe, położona w środku Europy Białoruś, która nic nie robi aby ograniczyc kontakty społeczne, ma znikomą ilść zachorowań i zgonów z wpisanym w kartę koronawirusem jako przyczyną. Oto mapa:

https://google.com/covid19-map/

Ciekawy wywiad:

https://gloria.tv/post/3cqBdeV1VFKe4ZE1NWPUPyQTq?fbclid=IwAR0fW8YZ4Iewa76Uwi7FoFEvEfdTqeAYg_XGDgc6pplkyBsfFpCpByXBVlY

niedziela, 12 kwietnia 2020

Niedziela Wielkanocna 2020

Takiej Wielkanocy, takiego Triduum Paschalnego w najnowszej historii Polski jeszcze nie było, nawet w czasie II Wojny Światowej lud świętował Wielkanoc. Puste Kościoły, nie ma procesji. biskupi przypominają proboszczom o ograniczeniu liczny wiernych do 5 osób, nawet 12 kwietnia, nawet w Pniedzialek Wielkanocny.

https://www.youtube.com/watch?v=OBYstm6mGgU

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Koronawirus, COVID-19 czyli nowy hit mediów

Rządy państw wykorzystują koronawirusa do wprowadzania nowego porządku świata. O ile udowodniono, że osoby wiekowe są bardziej narażona na zjadliwa działanie koronawirusa, co jest oczywiste, bo osoby w podeszłym wieku są bardziej narażone na działanie każdego zarazka, czy to wirusowego czy bakteryjnego, to tak samo udowodniono, że osoby młode o normalnej odporności są bezpieczne, i tu należy dodać, że nie tylko od negatywnego działania koronawirusa ale i innych wirusów i bakterii. Ale okazuje się, że ograniczenia w poruszaniu, zamykanie szkół, kościołów, sklepów, restauracji, targowisk i wszystkiego co można tylko zamknąć dotyka też kraje w Afryce, choćby w Kenii. Czyli na kontynencie, gdzie życie toczy się pod chmurką, spędza się ludzi do domów, co oczywiste jest, jako to się obecnie mówi: przeciwskutczne, czyli niemożliwe.
W Polsce durne zakazy obejmują coraz więcej dziedzin życia, na razie większość społeczeństwa to popiera, bo jest ogłupiona ciągłym bombardowaniem medialnym w telewizji, radiu, Internecie, obwieszczeń na słupach i drzewach, esemesach, nawet po ulicach jeżdżą szczekaczki i informują o śmiertelnym zagrożeniu. A zagrożenie jest takie, że w skali kraju zachorowało, czy raczej wykryto wirusa u niespełna 4200 osób.

Głosów siejących psychozę w mediach jest niezliczona ilość, poniżej kilka głosów rozsądku:

https://www.spectator.co.uk/article/The-evidence-on-Covid-19-is-not-as-clear-as-we-think?fbclid=IwAR39pdbmAEewYglHh1Xj8aHYOJxXHtYGUNC76y-tf8xDWib69N8wvawRHww

https://biotechnologia.pl/biotechnologia/panika-nakrecana-przez-politykow-grozniejsza-niz-koronawirus,19532?fbclid=IwAR1mQUcnT2AiJlDdfMOSzalI0rgi_OD52fXnvURrUEpKNxztX0LJWYGLaek


https://biotechnologia.pl/biotechnologia/panika-nakrecana-przez-politykow-grozniejsza-niz-koronawirus,19532?fbclid=IwAR1mQUcnT2AiJlDdfMOSzalI0rgi_OD52fXnvURrUEpKNxztX0LJWYGLaek


Co jest niezmiernie interesujące: kiedy pojawił się temat korona-wirusowy, to temat ASF zniknął z mediów jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

https://www.youtube.com/watch?v=jv0Qs5NZEdQ

środa, 7 sierpnia 2019

Zimbabwe czyli Rodezja, 10 lat temu i dziś.

W Zimbabwe dokonuje się ostatni etap krwawej reformy rolnej: 2009 rok.
Mike Campbell i jego zięć Ben Freeth próbowali bronić swej farmy Mount Carmel przed sądem. Ale zwycięstwa prawne nie zdały się na nic. Podpalacze przyszli nocą. Nie udało się ugasić pożaru i posiadłość doszczętnie spłonęła.
Wkrótce potem wśród dymiących zgliszcz doszło do tajemniczej eksplozji. Freeth został na krótko aresztowany. Policja oskarża go o gromadzenie broni i materiałów wybuchowych. Nieszczęsny farmer twierdzi, że to prowokacja, często stosowana przez agentów reżimu, lecz śledztwo przeciw niemu się toczy.
Campbell i Freeth stoją na czele ostatnich białych farmerów w Zimbabwe, rozpaczliwie usiłujących uniknąć wywłaszczenia. Prawdopodobnie poniosą klęskę. 85-letni autokrata, prezydent Robert Mugabe, uważa bowiem kontrowersyjną reformę rolną za największy sukces swego rządu i zamierza doprowadzić ją do końca.
Kiedy brytyjska kolonia Rodezja zdobyła niepodległość w 1980 r. i przyjęła nazwę Zimbabwe (Dom Wodza), w kraju było ok. 6,5 tys. „rolników komercyjnych”, wyłącznie białych. Zimbabwe cieszyło się wtedy sławą spichlerza Południowej Afryki, kraj eksportował kukurydzę, pszenicę, tytoń i inne płody rolne. Reforma rolna była koniecznością, ponieważ nieliczni biali obszarnicy posiadali większość najlepszych ziem ornych i pastwisk. Zmiany należało jednak przeprowadzić stopniowo, w sposób cywilizowany, zapewniając rolnikom komercyjnym jakąś rekompensatę lub też pozostawiając im część posiadłości, aby nie doszło do upadku rolnictwa. Ale Robert Mugabe, przywódca o skłonnościach despotycznych, który do dziś rządzi w Harare, wybrał drogę „bolszewicką”, czy, jak sam głosi, rewolucyjną. W 2000 r. rozpoczęło się wywłaszczanie. Władze wręczały nowym czarnoskórym „właścicielom”, często funkcjonariuszom rządowej partii Zanu-PF, niemającym pojęcia o agrotechnice, „świadectwa własności” farm komercyjnych. Dotychczasowy posiadacz otrzymywał pisemną informację: „Farma już do ciebie nie należy. Prosimy, nie stawiaj oporu”. Tych, którzy usiłowali się bronić,
terroryzowały uzbrojone bojówki
młodzieżowej organizacji Zanu-PF. Podczas reformy rolnej zamordowano co najmniej 13 farmerów, dziesiątki innych zostało ciężko pobitych lub trafiło do więzień. Obecnie w Zimbabwe pozostało niespełna 500 białych rolników komercyjnych. Ci, którzy przetrwali, często musieli oddać część ziemi i zazwyczaj płacą wysoki haracz małym hienom. Tak nazywani są wpływowi funkcjonariusze reżimu, którzy w zamian za pieniądze zapewniają białym obszarnikom ochronę.
Opłacania się hienom odmówił 67-letni Malcolm Clark, właściciel 67-hektarowego gospodarstwa rolnego w Welston na przedmieściach Harare, którego wartość ocenia na 5,4 mln dol. W styczniu br. banda zbrojnych osiłków wypędziła go z domu. Żona Malcolma nie wytrzymała stresu, zmarła na atak serca. Clark usiłuje uzyskać sprawiedliwość na drodze sądowej – podkreśla, że jego gospodarstwo znajduje się na gruntach miejskich i nie podlega ustawie o wywłaszczeniu. Wydał na koszty procesu dziesiątki tysięcy dolarów bez żadnego rezultatu.
Spośród pozbawionych majątków farmerów zaledwie 3% dostało rekompensatę finansową – najwyżej jedną dziesiątą wartości utraconej ziemi. Nadziały gruntów otrzymało 144 tys. ubogich czarnych obywateli, jednak jedna trzecia skonfiskowanej ziemi trafiła w ręce funkcjonariuszy reżimu, którzy najczęściej nie chcą lub nie potrafią jej uprawiać. W rezultacie 50 tys. ha dawniej urodzajnych gruntów leży odłogiem. Na domiar złego dla nowych właścicieli zabrakło nawozów, narzędzi, ziarna na siew. Produkcja rolna załamała się. Według ocen FAO, agencji ONZ ds. wyżywienia i rolnictwa, w bieżącym roku w Zimbabwe zebrana zostanie zaledwie jedna czwarta płodów rolnych potrzebnych do wyżywienia ludności (do zapaści rolnictwa przyczyniła się także susza). Reforma rolna oznaczała także katastrofę dla 320 tys. zatrudnionych przez rolników komercyjnych czarnoskórych robotników rolnych, którzy utracili pracę i środki do życia. W ubiegłym roku bezrobocie w Zimbabwe wynosiło kilkadziesiąt procent, inflacja zaś sięgnęła 3 bln rocznie (sic!).
Urzędnicy ministerstw w Harare nie przyjeżdżali do pracy, ponieważ nie mieli pieniędzy na bilety komunikacji miejskiej.
W marcu ub.r. mimo utrudnień i szykan ze strony reżimu, sukces wyborczy odniosła partia opozycyjna – Ruch na rzecz Demokratycznej Przemiany – MDC, którego liderem jest Morgan Tsvangirai.
Autokrata Mugabe
nie zamierzał jednak oddać władzy. Dopiero po długich negocjacjach i kłótniach doszło w lutym br. do utworzenia rządu jedności narodowej. Tsvangirai został premierem, jednak kluczowe resorty obrony, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych zostały obsadzone przez dygnitarzy Zanu-PF. Prezydent Mugabe wciąż pociąga za wszystkie sznurki. W rządzie znalazł się wywłaszczony biały farmer Roy Bennett jako wiceminister rolnictwa. Mugabe nie chce jednak przyjąć od niego przysięgi, ponieważ Bennett formalnie oskarżony jest o terroryzm (w domu jego znajomego policja znalazła rzekomo skład broni).
Nowy rząd zdusił inflację (wcześniej prasy drukarskie pracowały pełną parą, aby wyprodukować pieniądze dla funkcjonariuszy państwowych i wiernych reżimowi). Udało się nieco zwiększyć dochody państwa, aczkolwiek do względnego ustabilizowania gospodarki potrzebnych jest 10 mld dol. pomocy zagranicznej. Do tej pory inne kraje, przede wszystkim afrykańskie, obiecały tylko miliard.
Biali farmerzy liczyli, że wraz z nową władzą nadejdą dla nich lepsze czasy, tym bardziej że w przeszłości Morgan Tsvangirai kilkakrotnie brał ich w obronę i obiecywał rządy prawa. Ale te nadzieje nie zostały spełnione. Charles Lock, rozgoryczony biały rolnik komercyjny, opowiada, że zawsze starał się dojść do porozumienia z reżimem. Na żądanie władz oddał farmę i przeprowadził się do gospodarstwa teścia. Potem rząd zabrał jeszcze 70% gruntów teścia. W lutym, już po utworzeniu nowego gabinetu, zażądano, aby Lock oddał wszystko. Farmę obstawili żołnierze, którzy zatrzymują ciężarówki transportujące kukurydzę, co uniemożliwiło sprzedaż zboża. Lock musi zakradać się do swego domu jak złodziej, aby odzyskać trochę ruchomości. „Kiedy władzę miała tylko Zanu-PF, w rządzie byli politycy jastrzębie i gołębie. Ci ostatni często nam pomagali. Kiedy jednak powstał nowy rząd dwóch partii, Mugabe obsadził wszystkie stanowiska jastrzębiami. Ich zadaniem jest dokończenie reformy rolnej. Tsvangirai zaś traktuje tę sprawę jak gorący kartofel i boi się podjąć interwencję”, żali się Lock. Działacze MDC zaprzeczają, faktem jest jednak, że nie bronią farmerów zbyt energicznie, nie chcą bowiem zostać uznani za „pachołków imperialistów i kolonizatorów”.
W lutym br. rozpoczął się ostatni już chyba etap reformy rolnej, czyli wywłaszczeń. Co najmniej sześciu opornych rolników komercyjnych padło ofiarą porwania, 16 zaś
trafiło za kraty.
170 farmerów, którzy nie chcą porzucić swej ziemi, zostało oskarżonych przed sądem i grożą im kary więzienia.
Według Generalnego Związku Zawodowego Pracowników Rolnych i Plantacyjnych, od tego czasu w wyniku konfiskat gruntów pracę utraciło 66 tys. czarnoskórych robotników rolnych. Ludzie ci, przeważnie cudzoziemcy z Mozambiku, Malawi i Zambii, pozbawieni środków do życia, koczują w górach i piją wodę z przydrożnych rowów zakażoną zarazkami różnych chorób. Nikt nie przejmuje się ich losem.
Robert Mugabe bardzo rzadko udziela wywiadów. We wrześniu zgodził się jednak na pierwszą od lat rozmowę z zagranicznym dziennikarzem (z amerykańskiej telewizji CNN). Autokrata z Harare określił się jako rewolucjonista i oskarżył Stany Zjednoczone oraz Wielką Brytanię, że poprzez sankcje ekonomiczne próbują pozbawić władzy Zanu-PF.
Nazwał też reformę rolną najlepszą rzeczą, która mogła się zdarzyć w afrykańskim kraju. „Zimbabwe należy do narodu Zimbabwe, to jasne i proste. Nawet ci biali rolnicy, którzy się tu urodzili i zdobyli prawo własności ziemi, mają dług do spłacenia. To brytyjscy osadnicy, którzy stali się obywatelami poprzez kolonizację i zabrali ziemię prawowitym, pierwotnym mieszkańcom kraju”, wywodził prezydent.
Po tych słowach autokraty biali farmerzy nie mogą liczyć na żadne względy. Niektórzy jednak próbują walczyć o swe prawo. W listopadzie zeszłego roku Ben Freeth i Mike Campbell w imieniu 77 komercyjnych rolników złożyli skargę do trybunału utworzonego przez Południowoafrykańską Społeczność Rozwoju (SADC), regionalną organizację skupiającą 15 państw. Sąd uznał wywłaszczenia za nielegalne i rasistowskie, ponieważ objęły tylko białych. Jak można było przewidzieć, władze w Harare nie uznały wyroku. Trybunał zwrócił się do państw członkowskich SADC o podjęcie interwencji, lecz żaden rząd nie zdecydował się na konflikt z Harare.
Na odwet reżimu nie trzeba było długo czekać. Farma Freetha i Campbella stanęła w płomieniach. Obaj rolnicy w przeszłości kilkakrotnie padali ofiarą represji. Zostali ciężko poturbowani przez uzbrojonych w metalowe pręty bojówkarzy, którzy grozili: „Jak się stąd nie wyniesiecie, zgwałcimy wasze kobiety i pożremy małe dzieci, które teraz śpią w łóżeczkach”. Na skutek pobicia 76-letni Mike Campbell częściowo stracił pamięć, jego zięć doznał uszkodzeń nerwu wzrokowego. Mimo ciosów zadanych przez władze sędziwy farmer nadal prowadzi beznadziejną walkę. Już przystąpił do odbudowy strawionego przez pożar domu.

Rodezja 2017:

Biały rolnik z Zimbabwe dostał iście królewskie powitanie po powrocie do kraju, z którego go wyrzucono go za rządów byłego prezydenta Roberta Mugabe. Ludzie klaskali, śpiewali, wiwatowali, rzucali mu się na szyję. Za rasistowskich rządów afrykańskiego dyktatora takie sceny były nie do pomyślenia.
Z wojskową eskortą Robert Smart udał się na farmę w Lesbury, około 124 mil na wschód od stolicy, Harare, by świętować i wiwatować z dziesiątkami byłych pracowników i ich rodzinami z okazji powrotu.
Robert jest pierwszym białym rolnikiem, który otrzymał ziemię z powrotem, wszystko z powodu tego, że prezydent Mugabe został usunięty z urzędu i został mianowany jego następca, który zamierza cofnąć rasistowskie decyzje o odebraniu ziemi białym farmerom w Zimbabwe.
-„Przybyliśmy, by odzyskać naszą farmę”, śpiewały czarne kobiety i mężczyźni, wczoraj wracając z nowymi właścicielami ziemskimi by dodać im otuchy i wsparcia.
Dwie dekady temu ich przybycie oznaczałoby, że Smart i jego rodzina musieli by odejść z farmy, bo taka była polityka Zimbabwe.
Rządzący zwolennicy partii ZANU-PF, kierowani przez weteranów wojny z lat 70. przeciwko rządom białej mniejszości, eksmitowali wielu białych rolników w ramach brutalnego programu reformy rolnej prowadzonego przez Mugabe.
Biali stanowią mniej niż 1 procent populacji południowoafrykańskiego kraju, ale posiadali ogromne połacie ziemi, podczas gdy wielu czarnych pozostawało w obszarach w większości nieproduktywnych.
Ta rasistowska reforma miały rozwiązać kolonialną nierównowagę własności ziemi wypaczoną w stosunku do Murzynów – powiedział Mugabe. Znaczna część społeczności międzynarodowej zareagowała oburzeniem i sankcjami.
Z około 4500 białych rolników, którzy uprawiali ziemię w Zimbabwe zanim Mugabe rozpoczął swoją reformę rolną w 2000 roku pozostało zaledwie kilkuset.
Nowy prezydent Emmerson Mnangagwa, wieloletni sojusznik Mugabe, ale urażony z powodu wcześniejszego zwolnienia z funkcji wiceprezydenta, obiecał cofnąć niektóre reformy rolne, starając się ożywić prosperującą niegdyś gospodarkę która znalazła się na zupełnym dnie.
Robert Smart to pierwszy biały farmer, któremu zwrócono jego byłą farmę. Wczoraj niektórzy weterani wojenni i miejscowi lokalni przywódcy dołączyli do robotników i wieśniaków, by wraz z nimi śpiewać i radować się z jego powrotu.
– „Och, Darryn” – zawołała jedna z kobiet, starając się przytulić syna Roberta Smarta.
„Jestem zachwycony postawą tych ludzi. Słowa nie mogą opisać tego wspaniałego uczucia – powiedział Darryn.
Powrót Smarta, wspierany przez rząd Mnangagwy, może oznaczać nowy zwrot w polityce własności ziemi. Podczas swojej inauguracji w zeszłym miesiącu Mnangagwa określił reformę rolną jako „nieuniknioną”, nazywając zarządzanie gruntami kluczem do ożywienia gospodarczego.
Miesiące przed wyborami – najpóźniej w sierpniu 2018 r. – nowy prezydent desperacko chce przyciągnąć zagranicznych inwestorów i rozwiązać poważne problemy gospodarcze, w tym masowe bezrobocie i dramatyczny wzrost cen.

piątek, 26 października 2018

Zboczeńcy w natarciu

„Tęczowy piątek” w szkołach. W imię powszechnej tolerancji zaserwują dzieciom homopropagandę
Działająca na rzecz osób homoseksualnych, biseksualnych oraz transpłciowych Kampania Przeciw Homofobii chce w szkołach podstawowych i gimnazjach organizować „tęczowe piątki”. Akcja planowana jest na ostatni piątek miesiąca. Rodzice alarmują MEN.

Jak informuje „Nasz Dziennik”, w placówkach edukacyjnych, „na korytarzach, w szkolnych salach nauczyciele mają rozwieszać plakaty promujące postawy LGBT, a do ubrań mają mieć przypięte specjalne znaczki”. Akcja ma przebiegać w atmosferze „powszechnej tolerancji”. Dzieciom i młodzieży wpajana ma być postawę „pełnej otwartości wobec wszystkich i wszystkiego”.

Sprawą mocno zaniepokojeni są rodzice, którzy w tego rodzaju promocji dewiacji widzą realne zagrożenie dla wychowywania i kształtowania postaw młodych ludzi. Jak wskazują, KPH, to organizacja, która „promuje dekonstrukcję rodziny, dyskredytuje małżeństwo”.

– Boimy się, że nasze dzieci usłyszą, że homoseksualizm to normalność, że małżeństwo to nie jedyny sposób na życie, a związków alternatywnych wobec rodziny jest mnóstwo. Wiemy już, czym to skutkuje. To realny spadek zawieranych małżeństw i wzrastająca liczba rozwodów. Nie godzimy się na to i apelujemy do szkół i nauczycieli, by sprzeciwiali się takim akcjom – powiedziała „Naszemu Dziennikowi” Magdalena Trojanowska ze stowarzyszenia Stop Seksualizacji Naszych Dzieci.

Sami organizatorzy akcji wskazują, że szkoły w Polsce „mają szansę stać się miejscem przyjaznym młodzieży LGBT. Czy tak będzie, zależy od nauczycieli i nauczycielek, którzy mają bezpośredni kontakt z uczniami i uczennicami”. Jak wyjaśnił dziennikowi przedstawiciel KPH, do organizacji zgłaszają się nauczyciele, którzy chcą przeciwdziałać wykluczeniu. Stąd też przygotowano „zestaw narzędzi”. W „tęczowy piątek” ma włączyć się ok. 50 szkół.

Komentując takie praktyki Trojanowska zauważyła, że organizacje pokroju KPH mają otwarte drzwi szkół, bo te są zobligowane do prowadzenia działań antydyskryminacyjnych. Efekty, to np. rysowanie z pierwszakami transwestyty. Alarmowane MEN wielokrotnie zapewniało, że szkodliwe zapisy zostaną wycofane, ale działania te są ciągle planowane na „najbliższą przyszłość”.

Resort zapewnił jednak, że przyjrzy „tęczowym piątkom”. Anna Ostrowska, rzecznik prasowy resortu edukacji podkreśliła przy tym, że „programy zawierające treści wychowawcze, w tym tzw. treści równościowe, powinny być ustalane wspólnie z rodzicami i nauczycielami”. – To rodzice mają prawo decydować, jakie treści wychowawcze są przekazywane ich dzieciom w szkole. Ponadto każda szkoła i każda placówka wychowania przedszkolnego jest bezwzględnie zobowiązana do przestrzegania Konstytucji – dodała rzecznik.

W ocenie Trojanowskiej, takie stanowisko to wyłącznie wybieg, a mówienie o prawach rodziców, to „tylko pokazanie, że teoretycznie rodzice mają taką możliwość. I tyle”. Jak zauważyła prof. Urszula Dudziak, psycholog z KUL, podkopywanie fundamentów rodziny, zdefiniowanej jako związek kobiety i mężczyzny, jest niebezpieczne dla rozwoju dziecka. – To prowadzi w prostej drodze do demoralizacji młodego człowieka. Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Nie można obarczać dzieci problemami ludzi dorosłych. Zaburzenia seksualne to domena lekarzy, ekspertów, a nie dzieci czy młodzieży – zauważyła.



poniedziałek, 26 marca 2018

Sprawiedliwi wśród narodów świata


Lubkiewiczowie_slajd
Leon Lubkiewicz, Maria Lubkiewicz. Fot. Archwium prywatne rodziny Olton

Wielu Polaków w czasie drugiej wojny światowej pomagało ludności żydowskiej. Pomoc ta była zarówno instytucjonalna, jak i oddolna, spontaniczna.  Niezależnie od tego, jaki miała charakter, osoby udzielające pomocy Żydom ryzykowały życiem, aresztowaniem lub deportacją do obozu koncentracyjnego. Oto historia rodziny Lubkiewiczów, którzy, podobnie jak rodzina Ulmów, zapłacili za ratowanie współobywateli najwyższą cenę.
13 stycznia 1943 roku do wsi Sadowne powiatu węgrowskiego przybyła niemiecka ekspedycja karna. Wieś leżała na trasie pociągów wiozących Żydów do niemieckiego obozu śmierci w Treblince, który był oddalony o piętnaście kilometrów. Mieszkańcy Sadownego pomagali uciekinierom z transportów i z obozu, a także miejscowym Żydom, którzy ukrywali się w okolicznych lasach. Ekspedycja miała nie tylko wyłapać uciekinierów, ale również ukarać tych, którzy podali im pomocną dłoń.
15 października 1941 roku Niemcy wprowadzili na terenie Generalnego Gubernatorstwa karę śmierci za pomoc lub udzielanie schronienia ludności żydowskiej. Tę decyzję poprzedziło przymusowe zamykanie Żydów w gettach, kłamliwe kampanie nienawiści, konfiskaty majątku oraz kontrybucje na rzecz okupanta. W marcu 1942 roku zaczęto likwidować getta, a ich mieszkańców wywozić do obozów zagłady.
W takich okolicznościach Leon Lubkiewicz, piekarz ze wsi Sadowne, wraz z żoną, pomagał ukrywającym się Żydom, którzy kupowali od niego chleb, by przetrwać. Ich los jest nie tylko świadectwem okrucieństwa Niemców, pokazuje także, że nawet najdrobniejszy gest codziennej życzliwości wobec żydowskich sąsiadów ściągał na Polaków brutalne represje. Niemiecka polityka okupacyjna miała zerwać wszelkie więzy solidarności między obywatelami zniszczonej II Rzeczpospolitej – etnicznymi Polakami i etnicznymi Żydami.
Leon Lubkiewicz miał czworo dzieci. Jedno z nich, Irena Kamińska, opowiedziała po latach historię swojej rodziny. W liście do Żydowskiego Instytutu Historycznego z 12 czerwca 1969 roku napisała:
Zaszłam do domu i od razu mówię, że są żandarmi, że mnie zatrzymali, pochowałam szybko książki od nauki z tajnego gimnazjum, a tymczasem dwie Żydówki z Sadownego, Elizówna i Czapkiewiczówna, przyszły do ojca do piekarni. Za furtką złapali ich żandarmi z Karnej Ekspedycji i zapytali skąd mają chleb, więc odpowiedziały, że od Lubkiewiczów (…). Żydówki zaraz rozstrzelali (…). Żandarmi tymczasem, nie czekając na wykopanie dołu dla zabitych Żydówek, wpadli do mieszkania rodziców, jeden z nich był nazwiskiem Schultz (…) Podskoczył wtedy do mojej matki, krzycząc: «Co, dawaliście Żydom chleb!» (uderzył moją matkę silnie pięścią w twarz, tak że się zatoczyła przy ścianie i momentalnie policzek miała siny, aż czarny).
Podskoczył wtedy momentalnie Schultz do mnie, kopnął mnie silnie w nogę twardym wojskowym butem. Następnie pistoletem uderzył mnie w plecy, w kręgosłup, tak silnie, że dzisiaj mam w tym miejscu stały ból i krzyknął: «Powiedz, że twoja matka dawała Żydom chleb!»
Tymczasem rozwścieczony Schultz ustał naprzeciwko mojej matki, którą popychał do drzwi drugiego mieszkania w odległości około trzech metrów przy kredensie i krzyknął: «Liczę do dziesięciu, jak się nie przyznasz, to będę strzelał!». Wystawił pistolet na moją matkę w mieszkaniu i zaczął liczyć.
Ja tymczasem, chociaż mam silny ból, jednak myślę błyskawicznie «Jak ustanę przed matką, przecież ta kula przebije i mnie i matkę». Nogi i ręce mi zdrętwiały i uklękłam między matką, zbrodniarzem hitlerowskim Schultzem, przed pistoletem. Przestał Schultz liczyć na rozkaz starszego oficera Karnej Ekspedycji, ale śledztwo trwało do godziny 22.00 (…).
O godzinie 22.00, 13 stycznia 1943 r., żandarmi z Karnej Ekspedycji rozstrzelali wymęczonych i zbitych moich rodziców i brata na podwórku, za ratownictwo Żydów w Polsce. Mnie zostawili jako małoletnią, ale cóż z takiego życia, kiedy odebrali mi zdrowie i chęć do życia.[1]
Oprócz Ireny, z rodziny Lubkiewiczów przeżył również najstarszy syn, Stanisław, któremu udało się uciec.
Innym świadkiem tej zbrodni był Franciszek Rutkowski, który opisał ją w liście z 14 marca 1979 r. wysłanym do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce:
Odniosłem mleko do mleczarni, gdzie zostałem poinformowany, że gestapowcy zastrzelili Lubkiewicza – piekarza, jego żonę i syna za to, że sprzedawał dla Żydów chleb. Żydzi w tym czasie ukrywali się w pobliskim lesie pod Sadownem, był to powiat Sokołów Podlaski, i codziennie (jak później sprawdziłem) byli zaopatrywani w chleb przez w/w piekarza. Wziąłem w rękę konew z mlekiem i poszedłem obejrzeć to miejsce, gdzie leżeli zabici Lubkiewicze. Strach przed gestapowcami był tak wielki, że na drodze, którą szedłem, nie spotkałem ludzi. A była to godzina około dziesiąta rano. (…)
Ja sam się ukrywałem przed okupantem i mieszkałem w tym czasie w Sójkówku, gm. Sadowne. U mnie mieszkało dwoje Żydów, lecz gdy się dowiedzieli o tym wypadku, to poszli na Wschód. Byli to młodzi ludzie, Żyd i Żydówka[2].
Ciała zamordowanych leżały jeszcze przez cały następny dzień. Niemcy chcieli w ten sposób pokazać pozostałym mieszkańcom, co grozi za pomaganie Żydom.
Leon, Marianna oraz ich syn Stanisław zostali w 1997 roku zaliczeni przez instytut Yad Vashem w poczet Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Objaśnianie Polski

Profesor Andrzej Sulima Kamiński
 od ponad 10 lat organizuje konferencję „Przywracanie zapomnianej historii". Każdego roku do Polski przyjeżdżają anglojęzyczni wydawcy i autorzy książek naukowych. Podczas konferencji poprawiane są występujące w nich błędy dotyczące historii Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Rzeczywiście jest z tym problem?
Tak, i to bardzo poważny. Przypomnę choćby Katarzynę II – w jej czasach najwybitniejszym filozofem, a przy tym człowiekiem o niesłychanym dowcipie i inteligencji, którego często cytowano, był Wolter. Caryca płaciła mu olbrzymie pieniądze, by ośmieszał Polskę. Taki był jej cel: ośmieszyć, a następnie tłumaczyć, dlaczego Polska powinna przestać istnieć. I Wolter skutecznie to realizował. W pewnym sensie ta myśl wciąż jest żywa.
To znaczy?


Przede wszystkim wśród Polaków, czego nie jesteśmy świadomi. Czasem słyszę wypowiedzi niektórych polskich historyków: „Byliśmy głupi. Polska stała nierządem, ta wolność szlachecka... Nie umieliśmy się zorganizować. Nie mieliśmy silnego króla, który by nas poprowadził".

Czyli to wszystko jest mitem?
Tak. Fryderyk II robił to samo. Też się nas bał, nie chciał, żebyśmy istnieli, więc płacił, by wmawiać, że Rzeczpospolita to karczma zajezdna, w której tylko pito i nie było żadnego porządku. To jeden wielki mit! Został stworzony przez władców państw, którym zależało na naszym upadku. Niestety, dziś też jest on bardzo silny.
Na ile pana konferencje zmieniły odbiór Polski przez badaczy?
Jak dotąd wraz z zespołem poprawiliśmy 85 książek przeznaczonych dla amerykańskich studentów. Ważne jest też, że zagraniczni wydawcy chcą przyjeżdżać do Polski, choć często muszą przymuszać do tego autorów.
Autorzy boją się przyjeżdżać do Polski?
Zewsząd słyszą, że w Polsce jest okropny rząd i system. I myślą: „Pojadę, a oni będą mnie zmuszać do jakiegoś neofaszyzmu". Jeden z wydawców, który kilka razy był ze mną w Polsce, powiedział autorowi: „Głupi jesteś? Pojedziesz, to zobaczysz, jak tam jest naprawdę. Dużo się nauczysz, oni ci powiedzą tyle ciekawych rzeczy". A później wielu autorów przysyła nam listy z podziękowaniami.
Mógłby pan podać jakiś przykład?
Chociażby John Merriman, bardzo lewicowy historyk z Uniwersytetu Yale, a przy tym wielki autorytet i autor znanej książki „A history of modern Europe". Przed naszymi poprawkami Józef Piłsudski był w jego książce faszystą, a powstrzymanie bolszewików przez Polaków zostało określone jako straszliwe nieszczęście, zastopowana została wspaniała armia, niosąca wolność światu... Początkiem jego przemiany była wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego. Poszedł tam i się popłakał.
Co było dalej?
Obecnie nie opuszcza żadnej konferencji. Zdarza się, że gdy zagraniczni badacze przyjeżdżają na konferencję, mówią: „Przecież oni tutaj mają rację". Wracając do Johna Merrimana, pamiętam, jak byłem z nim na Euro 2012. On jest wielkim pasjonatem piłki nożnej. Zapytałem, komu kibicuje. A on: „Jak to komu? Francji!". Wprawdzie Amerykanin, ale we Francji ma dom. „Ale potem Polsce!" – dodał po chwili. Ja na to: „To już nie Rosji?", na co Merriman: „Wiesz, zmieniłem poglądy. Ja już zawsze będę za Polską".
Merriman jest wielkim zwolennikiem postępu. Dla niego Komuna Paryska była czymś wspaniałym. A Polacy zapewne są dla niego wspaniali, bo brali w niej udział (śmiech). W każdym razie bardzo nam pomaga w zmianie odbioru Polski przez badaczy. Wielu amerykańskich historyków ma poglądy, które nie są przez nas mile widziane. Ale oni wychowali się na uniwersytetach, na których powtarzano, że Rosja zawsze była wielka, a Niemcy bardzo dobre, dopóki nie przyszedł okropny Hitler i nagle zrobił z Niemców nazistów, ale potem przepadł, i znów były dobre Niemcy. Z takiej tradycji wyrośli.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Reparacje i odszkodowania wojenne


J. Kaczyński chce otworzyć pole walki o odszkodowania za II Wojnę Światową, czyli za wszystkie straty jakie Polaka i Polacy ponieśli...chyba to to Berlna nie dociera, bo pohukują jakby to miało dotyczyć jakiegoś mostu, albo kilku domów. A sama zrujnowana Warszawa to takie koszty, że i w 30 lat bogate Niemcy nie dadzą rady /a nie idzi tylko o ruiny, ale i o 70 000 ciężarówek zrabowanych ruchomości/. J. Kaczyński mówi dość /np. kreowanemu przez Niemcy obrazowi Polaka - złodzieja, nieroba - wszystko wbrew oczywistym faktom/ chodzi teraz tylko o to, aby poparli go Polacy, solidarnie i bez głupkowatych dyskusyjek, w stylku, było minęło, to tyle tal, itp. albo powielaniu narracji, że Polska się zrzekła, kiedy niczego się nie zrzekłała.

Za sprawą wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na sobotniej konwencji Zjednoczonej Prawicy odżył temat odszkodowań za straty wojenne. Kaczyński powiedział, w kontekście rozliczeń finansowych w Unii, że Polska nigdy się ich nie zrzekła. Kwestia ta co jakiś czas wraca, i nie tylko w Polsce.


Od zakończenia wojny minęły już 72 lata, ale prawo publiczne międzynarodowe nie zna właściwie przedawnienia w znaczeniu prawa cywilnego. Ponadto te kwestie ustala się w traktacie pokojowym, a takiego Niemcy nie zawarli. Czy można zatem teraz skutecznie żądać odszkodowań za wojnę?

We włoskich sądach przybywa ostatnio indywidualnych pozwów z żądaniami odszkodowawczymi pod adresem Niemiec za zbrodnie niemieckich sił w czasie drugiej wojny światowej na terenie Włoch. To konsekwencja orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego tego kraju sprzed trzech lat. Uznał on, że osoby prywatne poszkodowane przez Trzecią Rzeszę mogą się ubiegać o odszkodowania od państwa niemieckiego.
Podobną drogą kroczy w Polsce mecenas Roman Nowosielski. W imieniu Benedykta Wietrzykowskiego z Gdyni domaga się przed polskimi sądami odszkodowania od Niemiec za bezprawne wysiedlenie w 1939 r.
Do tej pory uważano, że roszczenia wojenne przynależą tylko państwu, a Polska się ich zrzekła w 1953 r., w deklaracji Rady Państwa PRL z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji od Niemiec.


Według Cimoszewicza, byłego premiera i "specjalisty" od prawa międzynarodowego, Polska zrzekła się odszkodowań za straty wojenne, choć stało się to w czasie, kiedy nie była w pełni (hic!) niezależna. Cimoszewicz przyznał, że Związek Radziecki na to naciskał. Jego zdaniem jednak ani PRL, ani III RP nie podnosiły tego tematu, w związku z czym sytuacja prawnomiędzynarodowa jest taka, że żadne odszkodowania nam nie przysługują. Jego zdaniem więc Jarosław Kaczyński ignoruje fakty historyczne.



Wielu polskich prawników wskazuje jednak, że użyte w deklaracji z 1953 r. pojęcie „Niemcy" należy odnosić do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zrzeczenie się praw dotyczyło więc tylko NRD, wobec czego kwestia reparacji należnych Polsce pozostała otwarta. Tego stanowiska nie zmieniły ani układ z 1970 r. o normalizacji stosunków między PRL a RFN, w wyniku którego wyjechało na stałe do RFN ponad 150 tys. osób, ani powstanie w 1991 r. Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie – przekazano jej 500 mln marek dla ofiar nazistów. Napięcie w stosunkach polsko-niemieckich złagodził dopiero układ między RFN a RP o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r., potwierdzający polskie prawo do Ziem Odzyskanych. Niemcy stały wówczas na stanowisku, że tzw. traktat 2+4 przyjęty w 1990 r. przez szczyt Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Paryżu w formie deklaracji zamknął generalnie sprawę reparacji. A nie zamknął.
Z dyskusji w Sejmie w latach 2004–2005 i powstałego wówczas poselskiego projektu uznania deklaracji z 23 sierpnia 1953 r. za nieważną, z wystąpień Jarosława Kaczyńskiego także w 2015 r. wynika, że polskie państwo wcale z reparacji nie zrezygnowało.
Zdaniem Stefana Hambury, polsko-niemieckiego adwokata, Niemcy nie zawarły traktatu pokojowego, aby uniknąć właśnie niewygodnego i kosztownego dla nich obowiązku odszkodowań wojennych. A chodzi o ogromne sumy. Tylko szkody wojenne w Warszawie wyniosły 54 mld USD. Warto też pamiętać, że Niemcy wypłaciły ogromne odszkodowania Izraelowi i zaczęły to czynić już w latach 50.
– Uważam, że żądania reparacji od Niemiec po ćwierć wieku od odzyskania wolności może mieć nikłe szanse – mówi mec. Nowosielski. – Państwo polskie nie ma natomiast prawa rezygnować z roszczeń indywidualnych poszkodowanych na ciele czy zdrowiu bądź ich bliskich, jeśli z tego powodu z rąk Niemiec ucierpieli.


Jeżeli popatrzeć na sprawę historycznie, nie można pominąć konferencji jałtańskiej z 1943 r., podczas której ustalano nowy podział świata, a przede wszystkim konferencji poczdamskiej. To tu w 1945 r. uzgodniono, że Niemcy zapłacą 20 mld dolarów reparacji wojennych. Połowa tej kwoty miała przypaść Związkowi Radzieckiemu, a ten 15 proc. z niej, czyli 1,5 mld USD, miał wypłacić Polsce. Wkrótce okazało się, że nie jest to gotówka, zredukowana zresztą do 7,5 proc. i do niekorzystnej dla naszego kraju wymiany towarowej, w ramach której Polska miała dostarczać do ZSRR od 8 do 13 mln ton węgla rocznie po 10 proc. cen światowych. Węglowy haracz stał się istotnym elementem późniejszego oświadczenia polskiego rządu o zrzeczeniu się przez Polskę reperacji wojennych. W lutym 1953 r. mocarstwa zachodnie, władające trzema z czterech stref okupacyjnych Niemiec, zrzekły się reparacji. Tak samo postanowił ZSRR w umowie międzypaństwowej ZSRR–NRD, a Polska poświadczyła ją deklaracją z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji. Ceną za to miała być rezygnacja z kontyngentów węglowych – piszą polscy prawnicy w opublikowanych w 2005 r. „Tezach do stanowiska doktryny polskiej w sprawie uznania deklaracji z 23 sierpnia 1953 r. za nieobowiązującą". Ich zdaniem użyte w deklaracji pojęcie „Niemcy" należy odnosić tylko do NRD.

Ta długa historia potwierdza, że sprawy odszkodowań wojennych są prawnie skomplikowane, a odkąd jesteśmy w UE, mogą wywołać też reperkusje nie tylko w stosunkach z Niemcami, ale i wewnątrz UE.

Z punktu widzenia prawnego bezdyskusyjnie Niemcy winne są Polsce reparacje – powiedział we wtorek minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. W ocenie szefa MON, państwo polskie nigdy nie zrzekło się praw do odszkodowania za straty wojenne. Macierewicz podkreślił w TVP Info, że nie jest prawdą, iż Polska zrzekła się reparacji wojennych ze strony Niemiec. – Ta kwestia była także przeze mnie osobiście, jeszcze na początku lat 2000, stawiana w Sejmie. Przedstawialiśmy dokumenty wtedy jeszcze, gdy kierowałem Ruchem Katolicko-Narodowym i takie koło istniało w Sejmie, wraz z moimi współpracownikami przedstawialiśmy dokumentację – przypomniał szef MON. – Nie jest prawdą, że państwo polskie zrzekło się reparacji należnych nam ze strony Niemiec. To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się tej części reparacji, które związane były z obszarem państwa też marionetkowego, sowieckiego NRD. W tym zakresie miało miejsce zrzeczenie, zresztą nigdy formalno-prawnie nieprzeprowadzone, tylko mające charakter pewnego aktu publicystyczno-politycznego – dodał Macierewicz. Minister przypomniał w tym kontekście ofiary Powstania Warszawskiego. Podkreślał, że on sam jest warszawiakiem, jego rodzina od 200 lat żyje i mieszka w Warszawie. Jak mówił, wskutek zbrodni niemieckich w stolicy, dokonywanych rzezi i ludobójstwa, w mieście „nie został ani jeden człowiek”, a po wojnie wróciło do Warszawy 5 do 10 proc. dawnej ludności. – A nie ma wątpliwości, że pierwsze miesiące (Powstania), rzeź Woli, miały charakter ludobójstwa. To nie był element walki z powstańcami, tam po prostu mordowano klatka po klatce, dom po domu, mieszkanie po mieszkaniu – powiedział Macierewicz. – Niemcy w tej sprawie jedyne, co mogą zrobić, to próbować zadośćuczynić i spłacać straszliwy dług, jaki zaciągnęli wobec Narodu Polskiego i wobec ludzkości swoim zachowaniem, i to jest jedyne, co mogą zrobić – podkreślił szef MON. We wtorek, 1 sierpnia, obchodziliśmy 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. 5 sierpnia 1944 r. wojska niemieckie rozpoczęły wprowadzanie w życie rozkazu Hitlera w odwecie za wybuch Powstania: „Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy”. Na warszawskiej Woli Brygada SS Oskara Dirlewangera wymordowała ok. 20 tys. ludzi. W następnych dniach liczba zamordowanych wzrosła do 40-60 tysięcy. 

FAZ:
Z ekspertyzy wynika, że ewentualne roszczenia wynikające z niemieckich zbrodni popełnionych podczas drugiej wojny światowej utraciły moc najpóźniej w momencie zawarcia traktatu 2+4 w 1990 roku, ponieważ "Polska w ramach negocjacji traktatowych co najmniej milcząco zrezygnowała z ich dochodzenia" - czytamy w piątkowym wydaniu "FAZ", dostępnym dla prenumeratorów od czwartku wieczorem w internecie.
Panowała wówczas zgodność co do tego, że traktat (o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec z 12 września 1990 r. - przyp. red.) "blokuje do dziś wszelkie roszczenia reparacyjne przeciwko Niemcom". W dodatku potencjalne roszczenia byłyby przedawnione - pisze "FAZ".


wtorek, 23 maja 2017

Polska, Ukraina

Przez ostatnie kilka wieków wspólnego sąsiedztwa Polski i Rosji, obszar ziem pogranicznych dla obu państw stanowił zawsze powód do wszczynania wojen, które bardzo często przekształcały się w konflikty egzystencjalne dla obu narodów. O ile w przeszłości naturalną kwestią dla większości liczących się mocarstw na świecie była rywalizacja o nowe terytoria, to obecnie jest to uważane za przejaw nieuzasadnionej agresji.
Żadne z obecnych mocarstw światowych nie budowało swojej potęgi tylko na gospodarce, ale także na przestrzeni. Z uwagi na fakt, iż Europa wówczas była centrum świata, to państwa które władały Europą, jednocześnie władały światem. Obecnie, wraz z upadkiem pozycji tego kontynentu i przesuwaniem się rzeczywistego centrum finansowo-gospodarczego do Azji południowo-wschodniej nie jest już tak istotne zagarnianie nowych terytoriów. Wprost przeciwnie, poprzez sam fakt władania obszarem obcym cywilizacyjnie, państwa się osłabiają, gdyż zużywają swoją energię na jego utrzymanie zamiast na aktywność na kierunkach strategicznych w rywalizacji o światową potęgę. Właśnie nowe państwo, które w przeszłości nie władało administracyjnie tak dużym obszarem, a które wielokrotnie zużywało i konfliktowało Polskę i Rosję to był właśnie obszar dzisiejszej Ukrainy.
Dużym nadużyciem, który niejednokrotnie robią historycy, to patrzenie na konflikty, które toczyły się ponad 300 lat temu poprzez pryzmat dzisiejszych wartości i zasad stosunków międzynarodowych. Właśnie dzisiejsze odnoszenie się do państwowości czy narodowości na obszarze dzisiejszej środkowej i wschodniej Ukrainie jest pewnym błędem. W ówczesnej sytuacji na tamtym obszarze państwowość była czymś co się ciągle zmieniało, a społeczności lokalne kształtowały się w oparciu o napływającą i przenikająca się ludność. Co prawda w dzisiejszej rzeczywistości jest wielu historyków, którzy tych faktów nie biorą pod uwagę i wywodzą swoja genealogie narodową nawet z okresu drugiego tysiąclecia przed naszą erą [1].
W obecnej rzeczywistości politycznej na świecie, kwestia granic jest zasadniczo kwestią umów i ustaleń politycznych, a przede wszystkim siły państw je posiadających. Wystarczy cofnąć się o sto pięćdziesiąt lat, a okaże się, że większość obecnych mocarstw światowych nie władała nigdy sporymi terytoriami, będącymi obecnie w ich granicach. Posiadanie przez „nowe” państwa dużej ilości mniejszości narodowych, zamieszkującej zwarcie określone obszary oraz nakładanie się na nie różnych tradycji cywilizacyjnych, bardzo często powodowało i powoduje różnego rodzaju separatyzmy.
Właśnie obecne tendencje separatystyczne na Ukrainie wpisują się w zagrożenia, o których pisał w swojej książce Samuel Huntington [2]. Autor wskazywał na duże prawdopodobieństwo rozpadu państw, które są hybrydami dwóch cywilizacji, a do nich należy Ukraina. Twierdził też, iż nie mają szans na przetrwanie w obecnym kształcie takie państwa jak: Bośnia czy Ukraina, które to państwa, będą się w końcu musiały opowiedzieć się po jednej ze stron.
Główne cele polskiej polityki względem Ukrainy
Na polska politykę zagraniczną w dużym stopniu wpływ ma nie tylko bieżąca sytuacja międzynarodowa, ale także jej doświadczenia historyczne. Egzystencjonalny konflikt z Niemcami trwający ponad tysiąc lat, wydaje się ostygł na początku lat dziewięćdziesiątych po uznaniu przez Niemcy trwałości granic na zachodzie kraju. W społeczeństwie utrwalił się pogląd, iż otrzymane od Niemiec ziemie są rekompensatą za stratę ponad sześciu milionów obywateli w czasie II wojny światowej, jak również za straty materialne państwa w czasie jej trwania. Kwestia historycznego prawa do tych terenów była ważna, ale nie dominująca.
Istotnym krajem z punktu widzenia polskiego rządu i głównych sił opozycji jest oczywiście Ukraina. Nie chodzi zasadniczo tylko o władanie tym obszarem w przeszłości, ale trwanie tego państwa jako buforu przed Rosją, której się obawiały wszystkie rządy ostatnich dwudziestu lat. Związanie Rosji problemem niezależnej od niej Ukrainy, jest według strategów tych partii prawie równym czynnikiem bezpieczeństwa, jak przynależność do NATO. Po 1990 roku, Warszawa konsekwentnie realizowała ten plan, będący emanacją idei Międzymorza Józefa Piłsudskiego oraz byłego polskiego ośrodka emigracyjnego w Paryżu, pod kierownictwem Jerzego Giedroycia. Odbywało się to niejednokrotnie kosztem znacznych strat gospodarczych, a przy zupełnym braku odwzajemnienia w postaci dobrego klimatu dla polskich firm na Ukrainie.
Wspomniana polityka doprowadzała i nadal doprowadza do dużego podziału w społeczeństwie polskim. O ile nie ma kontrowersji, co do wspierania rozwoju tego państwa na zasadach partnerskich, to była i jest nadal zasadnicza różnica i podział w społeczeństwie w opieraniu się na Ukrainie na środowiskach nacjonalistycznych i przymykaniu oczu na coraz powszechniejsze antypolskie wybryki środowisk banderowskich. W polskich głównych partiach i czasopismach zainstalowali się działacze sympatyzującego z banderyzmem Związku Ukraińców w Polsce. To syn członka UPA Mirosław Syczjest we władzach Platformy Obywatelskiej, a były sekretarz generalny byłej Unii Wolności Mirosław Czech (z tej partii powstała Platforma Obywatelska) jest członkiem władz Związku Ukraińców w Polsce.
Także opozycyjna partia Prawo i Sprawiedliwość posiada w swoim gronie dużą ilość osób, które sympatyzują z nacjonalistami na Ukrainie. Oczywiście głównym powodem ich działań jest wspieranie antyrosyjskich środowisk nacjonalistycznych. Sam prezes Jarosław Kaczyński dla dobra współpracy z czerwono-czarną Ukrainą, ignorował uroczystości ku czci pomordowanych przez Ukraińska Powstańczą Armię ludności polskiej na Wołyniu. Także otoczenie prezydenta Polski nie jest wolne od tego typu osób, choćby wymienić Henryka Wujca.
Wspomniane uwarunkowania powodują to, że polska polityka wschodnia bardziej wpisuje się w interesy nacjonalistów ukraińskich i państw zachodnich, niż w interesy polskie na wschodzie. Do podstawowych jej mankamentów należy przede wszystkim realizacja strategii USA na wschodzie, która nie zawsze jest strategią w pełni odpowiadającą polskim interesom. Przykładem jest tu fakt, iż po Pomarańczowej Rewolucji Polska nie uzyskała przyzwoitego rozwoju współpracy gospodarczej z Kijowem, czy też poprawę pozycji mniejszości polskiej. Stany Zjednoczone po uzyskaniu swoich założeń nawet nie zniosły wiz dla obywateli polskich.
Dla Polski istotnym odniesieniem do istoty jej polityki na wschodzie ma kilkusetletnie dziedzictwo Rzeczypospolitej. O wiele dłuższe niż władanie przez Rosję Syberią, czy przez USA zachodnimi stanami.
Rzeczypospolita była organizmem znacznie wyprzedzającym jej czas, zarówno pod względem politycznym, społecznym jak i stosunku do poszczególnych narodowości ja zamieszkujących. Problemem były tylko elity, które wybrały polską tożsamość, jednocześnie zaniedbując lud. Właśnie brak elit spowodował na początku dwudziestego wieku odradzanie się narodów na obszarze byłej Rzeczypospolitej, głównie w opozycji do jej głównego trzonu tj. Polaków. Ten stan pomimo upływu ponad stu lat zasadniczo się nie zmienił. Dla dzisiejszych Ukraińców i Litwinów głównym przesłaniem w stosunku do Polski jest kwestia rzekomych krzywd. Kwestia ta przesłania racjonalizm ich bezpieczeństwa.
Obecnie obserwujemy ponowny proces przyjaznych gestów w stosunku do Polski w postaci deklaracji ze strony Wilna i Kijowa, ale ponownie jak i w przeszłości jest widoczny istotny brak wiązania się gospodarczego czy tez politycznego tych państw z Warszawą. Ta właśnie kwestia stanowi punkt zastanowienia się nad celowością i głębokością angażowania się na rzecz, zwłaszcza Ukrainy. Należy zadać sobie pytanie, czy w takim wypadku w przyszłości Ukraina nie stanie się głównym rywalem Polski w Europie Wschodniej? Czy z punktu widzenia Polski warto narażać się za kraj, który w przyszłości może być znaczącym czynnikiem w działaniach politycznych Europy przeciwko nam? Te i inne pytania są właśnie dziś istotne dla polskiej polityki zagranicznej.
Główne cele rosyjskiej polityki względem Ukrainy
Dla Rosji obszar Ukrainy stanowi egzystencjonalne zaplecze demograficzne i gospodarcze. Jest także obszarem strategicznym z punktu widzenia militarnego. Z jej punktu widzenia kontrolowanie tego państwa ukierunkowuje politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej na współpracę z Rosją w kwestii Europy Środkowej i Wschodniej. Utrata kontroli na tym państwem jest faktycznym wykluczeniem się Moskwy z wpływów na Bałkanach, w Mołdowie oraz zagrożeniem dla jej pozycji na Morzu Czarnym. Ponadto Ukraina, z uwagi na swoje położenie może być detonatorem na obszarze Europy Wschodniej i Kaukazu, doprowadzając do całkowitej dekompozycji układu jałtańskiego i poczdamskiego. To z kolei stanowi zagrożenie nie tylko dla jej wpływów w obszarze bliskiej zagranicy, ale także może stać się czynnikiem wzmagającym dekompozycję wewnętrznej struktury państwa.
Dla każdego poważnego analityka widać jednoznacznie, iż Moskwa ma jeszcze kilkuletnią „przerwę strategiczną” na dokonanie działań mających na celu pełną stabilizację swoich wpływów na Ukrainie. Za kilka lat kraj ten stanie przed dużo poważniejszymi problemami, które uniemożliwią mu skoncentrowanie działań na tym kierunku. Do wspomnianych przeszkód będzie należała aktywność Chin na obszarze południowej Syberii, mająca na celu przejecie tego obszaru. Kolejnym wyzwaniem będzie opanowanie separatyzmów kaukaskich, które zostaną sprowokowane z zewnątrz, a obserwując działania związane z „wiosna arabską”, ten region będzie kolejnym celem. Także Białoruś będzie obszarem na którym zapewne dojdzie do prób podważenia obecnej władzy. Po utracie wpływu na Ukrainę, ona sama stanie się naturalnym celem. Będzie chodziło głównie o regionalizacje państwa.
Na to wszystko nałoży się problem wzrostu ilości Rosjan wyznania islamskiego. To z kolei będzie powodowało napięcia narodowościowe i społeczne. Tak więc zrekompensowanie naturalnego ubytku demograficznego poprzez posiadanie prorosyjskiego państwa u jej zachodnich granic, ma istotne znaczenie dla jej bezpieczeństwa. Problem ten staje się jeszcze poważniejszy w przypadku ograniczenia jej wpływu medialnego i ukrainizacji Rosjan.
Utrata wpływów Rosji na Ukrainie, spowodowałaby zapewne lokalizacje baz NATO w tym państwie, tak niezbędnych do ewentualnej konfrontacji z fundamentalnymi państwami islamskimi, w tym głownie z Iranem i kontrolą Bliskiego Wschodu. Dodatkowym elementem byłoby odzyskanie przez Gruzję Osetii Południowej i Abchazji oraz wpływów w Armenii i Azerbejdżanie. Tak więc wymieniając tylko te podstawowe problemy związane z utrata wpływów Rosji na Ukrainie ukazują możliwą jej determinację w obronie dotychczasowego wpływu.
Nakładanie się interesów Polski i Rosji na Ukrainie
Wydarzenia z przeszłości, pomimo upływu czasu, były i są istotnym odniesieniem do obecnych i przyszłych form współpracy pomiędzy Polską i Rosją. Dlatego istotne jest tutaj, jak pisał Roman Kuźniar [3] podkreślenie znaczenia refleksyjnego wymiaru w wypracowaniu strategii politycznej wiedzy historycznej, czyli wiedzy o tendencjach historycznych, o ukierunkowaniu cywilizacyjnym. Chodzi więc o określenie tendencji historycznych obu narodów oraz wpływu na to czynnika geograficznego i działań państw trzecich. Położenie geopolityczne, zarówno w przeszłości, jak i obecnie określa stojące przed nami zadania i wyzwania oraz wskazuje geopolityczne priorytety.
W kilkuwiekowej historii Polska i Rosja nierzadko pełniły ważną rolę geostrategiczną i tym samym wpływały na dzieje Europy i świata. Historia obu narodów przez długi czas była właściwie historią wzajemnej konfrontacji. Biorąc pod uwagę podstawowy strategiczny determinant Moskwy, iż państwo ukraińskie pod względem politycznym powinno pozostać podmiotem stosunków międzynarodowych, dla Rosji istotnym elementem w jej obecnej sytuacji, tj. utracie wpływów politycznych w Kijowie jest doprowadzenie do federalizacji kraju. Każdy inny wariant jest nie do przyjęcia. Wachlarz instrumentów koniecznych do wykorzystania jest stosunkowo duży. Należy wymienić chociażby doprowadzenie Ukrainy do stanu państwa upadłego, doprowadzenie do protestów i lokalnych „niebieskich” majdanów na wschodzie państwa, interwencja zbrojna ograniczająca się do obszaru Dniepru i południa Ukrainy, paraliż gazowy, wstrzymanie wymiany handlowej, działania terrorystyczne w środkowej i zachodniej Ukrainie itd.
Podstawowym celem takiego działania Moskwy będzie osłona swoich wpływów w poszczególnych regionach Ukrainy wschodniej i centralnej (zwłaszcza przed przesuwaniem się w społeczeństwie trendów nacjonalistycznych na wschód) oraz powstania quasi państwa zachodniej Ukrainy, który ze względu na dużą pauperyzację społeczeństwa, braku dużego przemysłu i trendy skrajnie nacjonalistyczne w społeczeństwie stałby się obszarem którym Rosja w wygodnych dla siebie momentach mogłaby destabilizować sytuacje w Europie Środkowej. Kraju który byłby Kosowem tej części Europy.
Należy podkreślić, iż ostrze tego scenariusza skierowane byłby głównie w swoich strategicznych założeniach przeciw Polsce. Dlatego też naszym celem strategicznym w obszarze Europy wschodniej powinno być przygotowanie się na ten lub podobny rozwój wydarzeń i ułożenie sobie poprawnych stosunków z obecną władzą na Ukrainie, biorąc oczywiście pod uwagę interesy Rosji na obszarze południowo-wschodnim tego państwa.
Ograniczenie się do zabiegania Polski o wpływy na środkowo-zachodni obszar Ukrainy i porzucenie promowania nierealnej w tym państwie opcji włączenia tego kraju do NATO, może spowodować ustabilizowanie stosunków pomiędzy Polską a Rosją. Będzie to także odpowiadało tradycji historycznej wpływu Polski na tym obszarze Ukrainy i naszym realnym możliwościom oddziaływania politycznego, co będzie się w pełni wpisywało w potrzeby i interesy Polski.
W Rosji, w niektórych środowiskach dosyć popularna jest tendencja mówiąca o konieczności podziału Ukrainy pomiędzy Polskę a Rosję. Wyrazicielem takich poglądów poza profesorem Aleksandrem Duginem, jest także pisarz Eduard Limonow, który mówi wprost: „Damy wam Lwów, męczcie się z nim, a sobie weźmiemy Donbas i Charków. Zgoda? – proponuje”. Limonow podkreśla, że „Rosjanom potrzebna jest przestrzeń”. – Tylko wtedy się dobrze czujemy – podkreśla, ubolewając, że po czasach, gdy ZSRR wraz ze Stalinem przez "35 lat dzielił planetę", Rosja straciła "pozycję lidera" [4]. Oczywiste wspomniane propozycje są obecnie dla Polski nie ofertą, która chętnie się zrealizuje, ale problemem, który może wystąpić w sytuacji skrajnej. Mianowicie po znacznej destrukcji ukraińskiej państwowości w obecnym kształcie, mogą na zachodzie Ukrainy wystąpić społeczne tendencje do federalizacji tego obszaru z Polską. Oczywiście na obecna chwile wydają się one mało realne, ale jak wiele rzeczy w przeszłości wydawało się nierealnymi.
Dotychczasowe zaangażowanie Polski w procesy „demokratyzacji” Ukrainy powodowało i nadal powoduje stan, w którym Polska odgrywa obecnie w tym kraju marginalną pozycję gospodarczą i polityczną, będąc jedynie zderzakiem dla Rosji [5]. Mając na uwadze powyższe uwarunkowania geopolityczne i geostrategiczne Polski i Rosji, należy podjąć próbę wyznaczenia obszarów wzajemnych wpływów, biorąc pod uwagę, iż nie będą one stabilne oraz że znaczny wpływ na ich głębokość będą wywierały bieżące możliwości związane z uwarunkowaniami międzynarodowymi krajów posiadających wpływy w tej części świata.
Sytuacja Polski w tej rozgrywce jest wyjątkowo trudna. Zaangażowanie się Polski w kierunku wsparcia organizacji i środowisk chcących utrzymać standardy demokracji politycznej na Ukrainie jest o tyle niebezpieczne, iż będzie to włącznie się w działania z jednej strony przeciw Rosji a z drugiej umacniające i uwiarygodniające środowiska nacjonalistycznie, które jawnie odwołują się do antypolskiej tradycji.
Wydaje się, iż w obecnym stanie Polska powinna starać się być neutralna i angażować się tylko w działania mające na względzie walkę z łamaniem praw człowieka w wewnętrznym ukraińskim konflikcie. To ze dojdzie do eskalacji konfliktu jest jasne dla większości obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej. Momentem w którym Polska może zaangażować się na Ukrainie w wypadku wystąpienia konfliktu będzie moment jego eskalacji, prawdopodobnie mający krwawy przebieg. Ewentualna konfrontacja na Ukrainie na tle socjalno-politycznym może być w pewnych okolicznościach sprowokowana przez Rosję. Państwo to od wielu lat kontroluje określone kręgi środowisk narodowych i organizacji faszyzujących [6].
Czy musi dojść do realizacji takiego scenariusza. W dużym stopniu zależy to od podjęcia współpracy Polski z Rosją w zakresie określenia zakresu strategicznych działań politycznych na obszarze Ukrainy, zwłaszcza w zakresie budowy państwa o charakterze państwowym, eliminując wzajemnie trendy skrajnie nacjonalistyczne. Państwowy a nie narodowy charakter państwa ukraińskiego jest jedynym możliwym warunkiem utrzymania jego obecnego charakteru związanego z utrzymaniem w jednym organizmie państwowym wszystkich prowincji. Pytanie tylko, czy Warszawa jest w stanie promować na wschodzie polskie interesy, które jednocześnie nie będą interesami Berlina czy tez Waszyngtonu.
Mając na uwadze narastające napięcie wewnętrzne na Ukrainie i kierunki aktywności politycznej Polski i Rosji, w wypadku wystąpienia braku porozumienia pomiędzy obydwoma krajami starcie jest nieuniknione. Pierwsze jego efekty właśnie obserwujemy. Zapewne Polska z tej walki nawet przy wsparciu Stanów Zjednoczonych wyjdzie przegrana, ale także Rosja zostanie nią bardzo osłabiona. Obydwa państwa utracą czas i możliwości działania na innych kierunkach. Niewykluczone, iż wielu państwom europejskim i azjatyckim, a nawet samym Stanom Zjednoczonym chodzi właśnie o taki scenariusz rozwoju sytuacji w relacjach polsko-rosyjskich, zwłaszcza w kontekście możliwości wyeliminowania tych państw z rywalizacji o ponowną kolonizację gospodarczą obszarów Azji i Afryki.
Polska i Rosja powinny wyodrębnić obszary i interesy, na które nie powinny poszczególne kraje wchodzić. Dotyczy to nie tylko Ukrainy, ale innych obszarów wzajemnego zainteresowania. Obszar Ukrainy centralnej powinien być obszarem współistnienia politycznego i gospodarczego obu państw. Polska nie powinna angażować się w działania naruszające rosyjskie interesy we wschodnich i południowych regionach Ukrainy. Podjecie się przez Polskę i Rosję współpracy i wyraźnego określenia „stref wpływów” nie zmieni ich zasadniczego podejścia do siebie, ale pozwoli zaangażować potencjały na innych kierunkach rywalizacji gospodarczej na świecie. Dla Polski będzie to wzrost pozycji na obszarze Europy Środkowej a może nawet na Bałkanach, dla Rosji będzie to okazja do wzmocnienia swoich wpływów na Kaukazie oraz w Azji południowowschodniej.
Obecnie niezależnie od rozwoju sytuacji na Ukrainie, Polska powinna szukać przede wszystkim możliwości stabilizacji na tym obszarze. Jej istotą jest długa droga do zamrożenia, a nawet chociażby do ostudzenia konfliktów z Rosją o Ukrainę. Należy pamiętać, iż nie należy wbrew własnym interesom na przyszłość umacniać nadmiernie partnera, który może stać się głównym rywalem politycznym i gospodarczym Polski. Niezależnie od wypadków na Ukrainie, przynajmniej część tego kraju będzie nadal buforem z Rosją. Dodatkowo buforem, który wskutek utraty części terytorium będzie przez lata wrogiem Moskwy. Dla naszego kraju może to być idealna sytuacja. Ukraina o ograniczonym potencjale demograficznym, gospodarczym i terytorialnym będzie musiała uznać pierwszoplanową rolę Polski w Europie Środkowowschodniej, a Polska będzie miała osłonę strategiczna na wschodzie w postaci państwa trwale skonfliktowanego z Moskwą.