wtorek, 23 maja 2017

Polska, Ukraina

Przez ostatnie kilka wieków wspólnego sąsiedztwa Polski i Rosji, obszar ziem pogranicznych dla obu państw stanowił zawsze powód do wszczynania wojen, które bardzo często przekształcały się w konflikty egzystencjalne dla obu narodów. O ile w przeszłości naturalną kwestią dla większości liczących się mocarstw na świecie była rywalizacja o nowe terytoria, to obecnie jest to uważane za przejaw nieuzasadnionej agresji.
Żadne z obecnych mocarstw światowych nie budowało swojej potęgi tylko na gospodarce, ale także na przestrzeni. Z uwagi na fakt, iż Europa wówczas była centrum świata, to państwa które władały Europą, jednocześnie władały światem. Obecnie, wraz z upadkiem pozycji tego kontynentu i przesuwaniem się rzeczywistego centrum finansowo-gospodarczego do Azji południowo-wschodniej nie jest już tak istotne zagarnianie nowych terytoriów. Wprost przeciwnie, poprzez sam fakt władania obszarem obcym cywilizacyjnie, państwa się osłabiają, gdyż zużywają swoją energię na jego utrzymanie zamiast na aktywność na kierunkach strategicznych w rywalizacji o światową potęgę. Właśnie nowe państwo, które w przeszłości nie władało administracyjnie tak dużym obszarem, a które wielokrotnie zużywało i konfliktowało Polskę i Rosję to był właśnie obszar dzisiejszej Ukrainy.
Dużym nadużyciem, który niejednokrotnie robią historycy, to patrzenie na konflikty, które toczyły się ponad 300 lat temu poprzez pryzmat dzisiejszych wartości i zasad stosunków międzynarodowych. Właśnie dzisiejsze odnoszenie się do państwowości czy narodowości na obszarze dzisiejszej środkowej i wschodniej Ukrainie jest pewnym błędem. W ówczesnej sytuacji na tamtym obszarze państwowość była czymś co się ciągle zmieniało, a społeczności lokalne kształtowały się w oparciu o napływającą i przenikająca się ludność. Co prawda w dzisiejszej rzeczywistości jest wielu historyków, którzy tych faktów nie biorą pod uwagę i wywodzą swoja genealogie narodową nawet z okresu drugiego tysiąclecia przed naszą erą [1].
W obecnej rzeczywistości politycznej na świecie, kwestia granic jest zasadniczo kwestią umów i ustaleń politycznych, a przede wszystkim siły państw je posiadających. Wystarczy cofnąć się o sto pięćdziesiąt lat, a okaże się, że większość obecnych mocarstw światowych nie władała nigdy sporymi terytoriami, będącymi obecnie w ich granicach. Posiadanie przez „nowe” państwa dużej ilości mniejszości narodowych, zamieszkującej zwarcie określone obszary oraz nakładanie się na nie różnych tradycji cywilizacyjnych, bardzo często powodowało i powoduje różnego rodzaju separatyzmy.
Właśnie obecne tendencje separatystyczne na Ukrainie wpisują się w zagrożenia, o których pisał w swojej książce Samuel Huntington [2]. Autor wskazywał na duże prawdopodobieństwo rozpadu państw, które są hybrydami dwóch cywilizacji, a do nich należy Ukraina. Twierdził też, iż nie mają szans na przetrwanie w obecnym kształcie takie państwa jak: Bośnia czy Ukraina, które to państwa, będą się w końcu musiały opowiedzieć się po jednej ze stron.
Główne cele polskiej polityki względem Ukrainy
Na polska politykę zagraniczną w dużym stopniu wpływ ma nie tylko bieżąca sytuacja międzynarodowa, ale także jej doświadczenia historyczne. Egzystencjonalny konflikt z Niemcami trwający ponad tysiąc lat, wydaje się ostygł na początku lat dziewięćdziesiątych po uznaniu przez Niemcy trwałości granic na zachodzie kraju. W społeczeństwie utrwalił się pogląd, iż otrzymane od Niemiec ziemie są rekompensatą za stratę ponad sześciu milionów obywateli w czasie II wojny światowej, jak również za straty materialne państwa w czasie jej trwania. Kwestia historycznego prawa do tych terenów była ważna, ale nie dominująca.
Istotnym krajem z punktu widzenia polskiego rządu i głównych sił opozycji jest oczywiście Ukraina. Nie chodzi zasadniczo tylko o władanie tym obszarem w przeszłości, ale trwanie tego państwa jako buforu przed Rosją, której się obawiały wszystkie rządy ostatnich dwudziestu lat. Związanie Rosji problemem niezależnej od niej Ukrainy, jest według strategów tych partii prawie równym czynnikiem bezpieczeństwa, jak przynależność do NATO. Po 1990 roku, Warszawa konsekwentnie realizowała ten plan, będący emanacją idei Międzymorza Józefa Piłsudskiego oraz byłego polskiego ośrodka emigracyjnego w Paryżu, pod kierownictwem Jerzego Giedroycia. Odbywało się to niejednokrotnie kosztem znacznych strat gospodarczych, a przy zupełnym braku odwzajemnienia w postaci dobrego klimatu dla polskich firm na Ukrainie.
Wspomniana polityka doprowadzała i nadal doprowadza do dużego podziału w społeczeństwie polskim. O ile nie ma kontrowersji, co do wspierania rozwoju tego państwa na zasadach partnerskich, to była i jest nadal zasadnicza różnica i podział w społeczeństwie w opieraniu się na Ukrainie na środowiskach nacjonalistycznych i przymykaniu oczu na coraz powszechniejsze antypolskie wybryki środowisk banderowskich. W polskich głównych partiach i czasopismach zainstalowali się działacze sympatyzującego z banderyzmem Związku Ukraińców w Polsce. To syn członka UPA Mirosław Syczjest we władzach Platformy Obywatelskiej, a były sekretarz generalny byłej Unii Wolności Mirosław Czech (z tej partii powstała Platforma Obywatelska) jest członkiem władz Związku Ukraińców w Polsce.
Także opozycyjna partia Prawo i Sprawiedliwość posiada w swoim gronie dużą ilość osób, które sympatyzują z nacjonalistami na Ukrainie. Oczywiście głównym powodem ich działań jest wspieranie antyrosyjskich środowisk nacjonalistycznych. Sam prezes Jarosław Kaczyński dla dobra współpracy z czerwono-czarną Ukrainą, ignorował uroczystości ku czci pomordowanych przez Ukraińska Powstańczą Armię ludności polskiej na Wołyniu. Także otoczenie prezydenta Polski nie jest wolne od tego typu osób, choćby wymienić Henryka Wujca.
Wspomniane uwarunkowania powodują to, że polska polityka wschodnia bardziej wpisuje się w interesy nacjonalistów ukraińskich i państw zachodnich, niż w interesy polskie na wschodzie. Do podstawowych jej mankamentów należy przede wszystkim realizacja strategii USA na wschodzie, która nie zawsze jest strategią w pełni odpowiadającą polskim interesom. Przykładem jest tu fakt, iż po Pomarańczowej Rewolucji Polska nie uzyskała przyzwoitego rozwoju współpracy gospodarczej z Kijowem, czy też poprawę pozycji mniejszości polskiej. Stany Zjednoczone po uzyskaniu swoich założeń nawet nie zniosły wiz dla obywateli polskich.
Dla Polski istotnym odniesieniem do istoty jej polityki na wschodzie ma kilkusetletnie dziedzictwo Rzeczypospolitej. O wiele dłuższe niż władanie przez Rosję Syberią, czy przez USA zachodnimi stanami.
Rzeczypospolita była organizmem znacznie wyprzedzającym jej czas, zarówno pod względem politycznym, społecznym jak i stosunku do poszczególnych narodowości ja zamieszkujących. Problemem były tylko elity, które wybrały polską tożsamość, jednocześnie zaniedbując lud. Właśnie brak elit spowodował na początku dwudziestego wieku odradzanie się narodów na obszarze byłej Rzeczypospolitej, głównie w opozycji do jej głównego trzonu tj. Polaków. Ten stan pomimo upływu ponad stu lat zasadniczo się nie zmienił. Dla dzisiejszych Ukraińców i Litwinów głównym przesłaniem w stosunku do Polski jest kwestia rzekomych krzywd. Kwestia ta przesłania racjonalizm ich bezpieczeństwa.
Obecnie obserwujemy ponowny proces przyjaznych gestów w stosunku do Polski w postaci deklaracji ze strony Wilna i Kijowa, ale ponownie jak i w przeszłości jest widoczny istotny brak wiązania się gospodarczego czy tez politycznego tych państw z Warszawą. Ta właśnie kwestia stanowi punkt zastanowienia się nad celowością i głębokością angażowania się na rzecz, zwłaszcza Ukrainy. Należy zadać sobie pytanie, czy w takim wypadku w przyszłości Ukraina nie stanie się głównym rywalem Polski w Europie Wschodniej? Czy z punktu widzenia Polski warto narażać się za kraj, który w przyszłości może być znaczącym czynnikiem w działaniach politycznych Europy przeciwko nam? Te i inne pytania są właśnie dziś istotne dla polskiej polityki zagranicznej.
Główne cele rosyjskiej polityki względem Ukrainy
Dla Rosji obszar Ukrainy stanowi egzystencjonalne zaplecze demograficzne i gospodarcze. Jest także obszarem strategicznym z punktu widzenia militarnego. Z jej punktu widzenia kontrolowanie tego państwa ukierunkowuje politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej na współpracę z Rosją w kwestii Europy Środkowej i Wschodniej. Utrata kontroli na tym państwem jest faktycznym wykluczeniem się Moskwy z wpływów na Bałkanach, w Mołdowie oraz zagrożeniem dla jej pozycji na Morzu Czarnym. Ponadto Ukraina, z uwagi na swoje położenie może być detonatorem na obszarze Europy Wschodniej i Kaukazu, doprowadzając do całkowitej dekompozycji układu jałtańskiego i poczdamskiego. To z kolei stanowi zagrożenie nie tylko dla jej wpływów w obszarze bliskiej zagranicy, ale także może stać się czynnikiem wzmagającym dekompozycję wewnętrznej struktury państwa.
Dla każdego poważnego analityka widać jednoznacznie, iż Moskwa ma jeszcze kilkuletnią „przerwę strategiczną” na dokonanie działań mających na celu pełną stabilizację swoich wpływów na Ukrainie. Za kilka lat kraj ten stanie przed dużo poważniejszymi problemami, które uniemożliwią mu skoncentrowanie działań na tym kierunku. Do wspomnianych przeszkód będzie należała aktywność Chin na obszarze południowej Syberii, mająca na celu przejecie tego obszaru. Kolejnym wyzwaniem będzie opanowanie separatyzmów kaukaskich, które zostaną sprowokowane z zewnątrz, a obserwując działania związane z „wiosna arabską”, ten region będzie kolejnym celem. Także Białoruś będzie obszarem na którym zapewne dojdzie do prób podważenia obecnej władzy. Po utracie wpływu na Ukrainę, ona sama stanie się naturalnym celem. Będzie chodziło głównie o regionalizacje państwa.
Na to wszystko nałoży się problem wzrostu ilości Rosjan wyznania islamskiego. To z kolei będzie powodowało napięcia narodowościowe i społeczne. Tak więc zrekompensowanie naturalnego ubytku demograficznego poprzez posiadanie prorosyjskiego państwa u jej zachodnich granic, ma istotne znaczenie dla jej bezpieczeństwa. Problem ten staje się jeszcze poważniejszy w przypadku ograniczenia jej wpływu medialnego i ukrainizacji Rosjan.
Utrata wpływów Rosji na Ukrainie, spowodowałaby zapewne lokalizacje baz NATO w tym państwie, tak niezbędnych do ewentualnej konfrontacji z fundamentalnymi państwami islamskimi, w tym głownie z Iranem i kontrolą Bliskiego Wschodu. Dodatkowym elementem byłoby odzyskanie przez Gruzję Osetii Południowej i Abchazji oraz wpływów w Armenii i Azerbejdżanie. Tak więc wymieniając tylko te podstawowe problemy związane z utrata wpływów Rosji na Ukrainie ukazują możliwą jej determinację w obronie dotychczasowego wpływu.
Nakładanie się interesów Polski i Rosji na Ukrainie
Wydarzenia z przeszłości, pomimo upływu czasu, były i są istotnym odniesieniem do obecnych i przyszłych form współpracy pomiędzy Polską i Rosją. Dlatego istotne jest tutaj, jak pisał Roman Kuźniar [3] podkreślenie znaczenia refleksyjnego wymiaru w wypracowaniu strategii politycznej wiedzy historycznej, czyli wiedzy o tendencjach historycznych, o ukierunkowaniu cywilizacyjnym. Chodzi więc o określenie tendencji historycznych obu narodów oraz wpływu na to czynnika geograficznego i działań państw trzecich. Położenie geopolityczne, zarówno w przeszłości, jak i obecnie określa stojące przed nami zadania i wyzwania oraz wskazuje geopolityczne priorytety.
W kilkuwiekowej historii Polska i Rosja nierzadko pełniły ważną rolę geostrategiczną i tym samym wpływały na dzieje Europy i świata. Historia obu narodów przez długi czas była właściwie historią wzajemnej konfrontacji. Biorąc pod uwagę podstawowy strategiczny determinant Moskwy, iż państwo ukraińskie pod względem politycznym powinno pozostać podmiotem stosunków międzynarodowych, dla Rosji istotnym elementem w jej obecnej sytuacji, tj. utracie wpływów politycznych w Kijowie jest doprowadzenie do federalizacji kraju. Każdy inny wariant jest nie do przyjęcia. Wachlarz instrumentów koniecznych do wykorzystania jest stosunkowo duży. Należy wymienić chociażby doprowadzenie Ukrainy do stanu państwa upadłego, doprowadzenie do protestów i lokalnych „niebieskich” majdanów na wschodzie państwa, interwencja zbrojna ograniczająca się do obszaru Dniepru i południa Ukrainy, paraliż gazowy, wstrzymanie wymiany handlowej, działania terrorystyczne w środkowej i zachodniej Ukrainie itd.
Podstawowym celem takiego działania Moskwy będzie osłona swoich wpływów w poszczególnych regionach Ukrainy wschodniej i centralnej (zwłaszcza przed przesuwaniem się w społeczeństwie trendów nacjonalistycznych na wschód) oraz powstania quasi państwa zachodniej Ukrainy, który ze względu na dużą pauperyzację społeczeństwa, braku dużego przemysłu i trendy skrajnie nacjonalistyczne w społeczeństwie stałby się obszarem którym Rosja w wygodnych dla siebie momentach mogłaby destabilizować sytuacje w Europie Środkowej. Kraju który byłby Kosowem tej części Europy.
Należy podkreślić, iż ostrze tego scenariusza skierowane byłby głównie w swoich strategicznych założeniach przeciw Polsce. Dlatego też naszym celem strategicznym w obszarze Europy wschodniej powinno być przygotowanie się na ten lub podobny rozwój wydarzeń i ułożenie sobie poprawnych stosunków z obecną władzą na Ukrainie, biorąc oczywiście pod uwagę interesy Rosji na obszarze południowo-wschodnim tego państwa.
Ograniczenie się do zabiegania Polski o wpływy na środkowo-zachodni obszar Ukrainy i porzucenie promowania nierealnej w tym państwie opcji włączenia tego kraju do NATO, może spowodować ustabilizowanie stosunków pomiędzy Polską a Rosją. Będzie to także odpowiadało tradycji historycznej wpływu Polski na tym obszarze Ukrainy i naszym realnym możliwościom oddziaływania politycznego, co będzie się w pełni wpisywało w potrzeby i interesy Polski.
W Rosji, w niektórych środowiskach dosyć popularna jest tendencja mówiąca o konieczności podziału Ukrainy pomiędzy Polskę a Rosję. Wyrazicielem takich poglądów poza profesorem Aleksandrem Duginem, jest także pisarz Eduard Limonow, który mówi wprost: „Damy wam Lwów, męczcie się z nim, a sobie weźmiemy Donbas i Charków. Zgoda? – proponuje”. Limonow podkreśla, że „Rosjanom potrzebna jest przestrzeń”. – Tylko wtedy się dobrze czujemy – podkreśla, ubolewając, że po czasach, gdy ZSRR wraz ze Stalinem przez "35 lat dzielił planetę", Rosja straciła "pozycję lidera" [4]. Oczywiste wspomniane propozycje są obecnie dla Polski nie ofertą, która chętnie się zrealizuje, ale problemem, który może wystąpić w sytuacji skrajnej. Mianowicie po znacznej destrukcji ukraińskiej państwowości w obecnym kształcie, mogą na zachodzie Ukrainy wystąpić społeczne tendencje do federalizacji tego obszaru z Polską. Oczywiście na obecna chwile wydają się one mało realne, ale jak wiele rzeczy w przeszłości wydawało się nierealnymi.
Dotychczasowe zaangażowanie Polski w procesy „demokratyzacji” Ukrainy powodowało i nadal powoduje stan, w którym Polska odgrywa obecnie w tym kraju marginalną pozycję gospodarczą i polityczną, będąc jedynie zderzakiem dla Rosji [5]. Mając na uwadze powyższe uwarunkowania geopolityczne i geostrategiczne Polski i Rosji, należy podjąć próbę wyznaczenia obszarów wzajemnych wpływów, biorąc pod uwagę, iż nie będą one stabilne oraz że znaczny wpływ na ich głębokość będą wywierały bieżące możliwości związane z uwarunkowaniami międzynarodowymi krajów posiadających wpływy w tej części świata.
Sytuacja Polski w tej rozgrywce jest wyjątkowo trudna. Zaangażowanie się Polski w kierunku wsparcia organizacji i środowisk chcących utrzymać standardy demokracji politycznej na Ukrainie jest o tyle niebezpieczne, iż będzie to włącznie się w działania z jednej strony przeciw Rosji a z drugiej umacniające i uwiarygodniające środowiska nacjonalistycznie, które jawnie odwołują się do antypolskiej tradycji.
Wydaje się, iż w obecnym stanie Polska powinna starać się być neutralna i angażować się tylko w działania mające na względzie walkę z łamaniem praw człowieka w wewnętrznym ukraińskim konflikcie. To ze dojdzie do eskalacji konfliktu jest jasne dla większości obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej. Momentem w którym Polska może zaangażować się na Ukrainie w wypadku wystąpienia konfliktu będzie moment jego eskalacji, prawdopodobnie mający krwawy przebieg. Ewentualna konfrontacja na Ukrainie na tle socjalno-politycznym może być w pewnych okolicznościach sprowokowana przez Rosję. Państwo to od wielu lat kontroluje określone kręgi środowisk narodowych i organizacji faszyzujących [6].
Czy musi dojść do realizacji takiego scenariusza. W dużym stopniu zależy to od podjęcia współpracy Polski z Rosją w zakresie określenia zakresu strategicznych działań politycznych na obszarze Ukrainy, zwłaszcza w zakresie budowy państwa o charakterze państwowym, eliminując wzajemnie trendy skrajnie nacjonalistyczne. Państwowy a nie narodowy charakter państwa ukraińskiego jest jedynym możliwym warunkiem utrzymania jego obecnego charakteru związanego z utrzymaniem w jednym organizmie państwowym wszystkich prowincji. Pytanie tylko, czy Warszawa jest w stanie promować na wschodzie polskie interesy, które jednocześnie nie będą interesami Berlina czy tez Waszyngtonu.
Mając na uwadze narastające napięcie wewnętrzne na Ukrainie i kierunki aktywności politycznej Polski i Rosji, w wypadku wystąpienia braku porozumienia pomiędzy obydwoma krajami starcie jest nieuniknione. Pierwsze jego efekty właśnie obserwujemy. Zapewne Polska z tej walki nawet przy wsparciu Stanów Zjednoczonych wyjdzie przegrana, ale także Rosja zostanie nią bardzo osłabiona. Obydwa państwa utracą czas i możliwości działania na innych kierunkach. Niewykluczone, iż wielu państwom europejskim i azjatyckim, a nawet samym Stanom Zjednoczonym chodzi właśnie o taki scenariusz rozwoju sytuacji w relacjach polsko-rosyjskich, zwłaszcza w kontekście możliwości wyeliminowania tych państw z rywalizacji o ponowną kolonizację gospodarczą obszarów Azji i Afryki.
Polska i Rosja powinny wyodrębnić obszary i interesy, na które nie powinny poszczególne kraje wchodzić. Dotyczy to nie tylko Ukrainy, ale innych obszarów wzajemnego zainteresowania. Obszar Ukrainy centralnej powinien być obszarem współistnienia politycznego i gospodarczego obu państw. Polska nie powinna angażować się w działania naruszające rosyjskie interesy we wschodnich i południowych regionach Ukrainy. Podjecie się przez Polskę i Rosję współpracy i wyraźnego określenia „stref wpływów” nie zmieni ich zasadniczego podejścia do siebie, ale pozwoli zaangażować potencjały na innych kierunkach rywalizacji gospodarczej na świecie. Dla Polski będzie to wzrost pozycji na obszarze Europy Środkowej a może nawet na Bałkanach, dla Rosji będzie to okazja do wzmocnienia swoich wpływów na Kaukazie oraz w Azji południowowschodniej.
Obecnie niezależnie od rozwoju sytuacji na Ukrainie, Polska powinna szukać przede wszystkim możliwości stabilizacji na tym obszarze. Jej istotą jest długa droga do zamrożenia, a nawet chociażby do ostudzenia konfliktów z Rosją o Ukrainę. Należy pamiętać, iż nie należy wbrew własnym interesom na przyszłość umacniać nadmiernie partnera, który może stać się głównym rywalem politycznym i gospodarczym Polski. Niezależnie od wypadków na Ukrainie, przynajmniej część tego kraju będzie nadal buforem z Rosją. Dodatkowo buforem, który wskutek utraty części terytorium będzie przez lata wrogiem Moskwy. Dla naszego kraju może to być idealna sytuacja. Ukraina o ograniczonym potencjale demograficznym, gospodarczym i terytorialnym będzie musiała uznać pierwszoplanową rolę Polski w Europie Środkowowschodniej, a Polska będzie miała osłonę strategiczna na wschodzie w postaci państwa trwale skonfliktowanego z Moskwą.



poniedziałek, 16 stycznia 2017

Fenomen Radia Maryja


A za radiem idzie telewizja Trwam, choć przyznam, że nie mam telwizora, więc ządnej telewizji nie oglądam, ale tv Trwam wlączałm kiedyś na kanale internetowym -wiadomości rzetelne, Apel Jasogórski profesjonalnie transmitowany, itp. Generalnie w Radiu Maryja i Telwizji Trwam chodzi o ewngelizację i polonizację, podobnie w Naszym Dzienniku.









poniedziałek, 2 stycznia 2017

Eskalacje 2017



Zaczął się bardzo spokojnie w większości polskich domów, na większości polskich ulic, po prostu spokój w miastach, na wsiach, spokojne lasy i pola. Po prostu polski krajobraz. Niestety w Ełku zginął 21 letni chłopak, zadźgany tuż po północy przez Tunezyjczyka, muzułmanina. To zrodzi reperkusje. Ale też, pomijając winę bezpośrednich morderców, trzeba wskazać na winnych tej zbrodni - dlamnie sa to liberalne media wrzeszczace o polskim antysemityźmie, rasiźmie, ksenofobii i o tym, ze  jest to przestępstwo a obcokrajowiec zawsze jest pokrzywdzony, o ile ma ciemną skórę, turban, lub jakiś szlafrok na sobie.
Taki obcokrajowiec w Polsce mało czyta polskich gazet /Wietnamczycy mają np. swoją prasę/ ale za to ogląda dużo twlewizji. A przez ostatnie 9 lat tefałeny i polsaty i ich awangarda sa w ofensywie. Taki obcokrajowiec nawet nie zdaje sobie sprawy, że w sądzie to już inaczej będzie wyglądać. Jemu się wydaje, że krzyknie "to był napad rasistwoski" i będzie miał fory.
Druga sprawa, to nasza i kich kulura: polski chłopak, podpiwszy będzie wrzeszczał, spróbuje dać w mordę i na tym koniec, a taki muzułmanin z Tunezji czy Algerii to już insza inszość, dla niego jakieś stawanie na asfalcie i ewentulana bójka to jakiś dziwoląg, on ma we łbie nienawiść, nie chce żadnej konfrontacji, po której zostana siniaki, ale też może pójdzie na wódkę z napastnikiem, on chce skrzywdzić, zabić. Że przy okazji jest debilem, bo zabija własnego klienta, to już jego prymitywny mózg nie jest w stanie zrozumieć. Ale też, inaczej jest kiedy ma poczucie ochrony przed ludem tybylczym - ogląda telewizję, zatem pozwala sobie na więcej.


W prasie publikacje zdjęcia baru kebabowego i zdjęcia śp. Daniela - nic mu już życia nie wróci, natomiast społeczność arabska w Polsce przeżyje trudne chwile. Na pewno, tzw. ciapaci muszą zrozumieć, że w Polsce nie sięga się po noże w bójkach ulicznych. Kto wybiega za kimś na ulicę z nożem, musi się liczyć z tym, że komuś może stać się krzywda, natomiast zadanie trzech cisów nożem, nie jest obroną konieczną.
Ale czy wydarzenia w Sejmie, tj. jego okupację przez łże-opozycję można łączyć? Tak. Opozycja zieje nienawiścią do Polski i Polaków, dlaczego zatem obcokrajowcy mieliby ich chociażby szanować?
W "Wyborczej" już wydano wyrok, że to była zbrodnia na tle rasowym? Chodzi oczywiście o wyniesienie dwóch butelk coca-coli ze sklepu bez zapłaty, nie o zasztyletowanie chłopaka. Dodatkowo, aktem terrorystycznym było wrzucenie po zabójstwi petardy do lokalu, oczywiście wywołanym niewnawiścią do muzułmanów.
Jakoś ciłki w Wyborczaj nie wspominają, że w tak małym mieście jak Ełk, to jest normalne, że ktoś nie zapłaci nie tylko za coca-colę, ale i za wiąksze zakupu, właściciel zapisze w zeszycie, a potem się rozliczą.
Tutaj ptrzeba czegoś więcej niż procesu o zabójstwo z premedytacją, ale musi być proces o zabójstwo na tle rasowym, wywołanym ninawiścią do Polaków.
Mam nadzieję, że bandyci z Magrebu będą solidnie ukarani.



W Turcji zamach - zamachowiec strzelał z karabinu do ludzi tłumnie zebranych w jakims klubie nocny w niepojęty sposób, na zimno. Zabitych 37, wielu rannych. Podobnie po pwszystkim poszedł do kuchni i się przebrał, następnie wychdząc dobijał rannych strzałami w głowę, poczym odjechał taksówką.



W w Warszawie okupacja Sejmu przez opocyję. Już opozycja liczy, że J. Kaczyński coś zrobi i rozwiąże sytuację, A Kaczyński pozowli im sie wymęczyć /wykrwawić/ siedzeniem. Nic nie zrobu, Zadneej powtórki głosowania nad budżetem nue będzie. Wielu posłów z tej wrzaskiliwej opozycji wymięknie i będzie szukac drogi wywekslowania się z tego bałaganu, bo liderzy dają im znacznie mniej niż dac może partia rządząca.


czwartek, 29 grudnia 2016

Smoleńsk 2010. Spisek, który zmienił świat



Niemiecki dziennikarz Jürgen Roth w książce „Smoleńsk 2010. Spisek, który zmienił świat”, dotyczącej raportu niemieckiego wywiadu BND w sprawie katastrofy smoleńskiej, wskazuje na potencjalnych zleceniodawców i wykonawców… zamachu. Szczególną uwagę zwraca działalność gen. Jurija Desinova, który dowodził oddziałem FSB/Połtawa.

Zgodnie z opisem Roberta [nazwisko zaczernione] zlecenie dotyczące przeprowadzenia zamachu na Tu-154 pochodziło bezpośrednio od [funkcja zaczerniona] T. [nazwisko wysokiej rangi polskiego polityka zaczernione] do Desinova - czytamy w raporcie źródłowym funkcjonariusza BND.

Szczegółom działań Desinova są poświęcone dwa załączniki raportu BND. Ich treść wskazuje na olbrzymi rozmach działań rosyjskiego szpiega i bardzo szczegółowe planowanie tajnych operacji. Po raz pierwszy grupa FSB/Połtawa zwróciła na siebie uwagę podczas działań przeciwko Aleksandrowi Popovowi (Kaliningrad) i Aleksandrowi Dudarevowi (Ryga/Hamburg).
Załącznik nr 1 wskazuje, że Desinov działał pod przykryciem na terenie Ukrainy jako osoba związana z Rycerskim i Szpitalniczym Zakonem św. Łazarza z Jerozolimy.

Na zasięg jego kontaktów wskazuje załącznik nr 2.
DESINOV twierdzi, że może nawiązać kontakt z mułłą OMAREM w Afganistanie. OMARma być rzekomo skłonny, na określonych warunkach, które nie są w tym momencie jeszcze dokładnie znane, doprowadzić do znaczącego powstrzymania ataków na jednostki Bundeswehry ze strony talibów. DESINOV jest gotowy rozmawiać na ten temat w Berlinie z właściwymi decydentami. Kierują nim motywy finansowe. (…) DESINOV otrzymał wizę. Jego wjazd był możliwy pod pozorem wizyty w Zakonie św. Łazarza. Środki umożliwiające podjęcie takich działań pozostają równie z do dyspozycji – czytamy w tajnym dokumencie, który został ujawniony przez Jürgena Rotha.
Autor raportu BND wskazuje również, że Desinov mógł zapewnić sobie łatwy dostęp do materiałów wybuchowych i technologii operacyjnych (OT). Podkreśla jednak, że w przypadku umieszczenia ładunku wybuchowego lub kilku ładunków TNTwyposażonych w zdalne zapalniki w rządowym samolocie z prezydentem RP na pokładzie – musiał liczyć na pomoc ze strony… polskiej.

środa, 28 grudnia 2016

Śmierć prezydenta, podsumowanie

Katastrofa w Smoleńsku z 10 kwietnia 2010 roku wciąż budzi wiele emocji. Przez sześć lat pojawiało się wiele informacji na temat jej przebiegu, ale nie wszystkie były do końca prawdziwe. Co okazało się nieprawdą, co było niesmaczne, a co dwuznaczne?


1. Godzina katastrofy
. Przez pierwsze dwa tygodnie od katastrofy podawano, że samolot prezydencki rozbił się o godz. 8:56. Faktycznie jednak do katastrofy doszło nieco wcześniej, o godz. 8:41.

2. Przejęcie władzy. O godz. 11 ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski rozpoczął przejmowanie władzy. Zgodnie z konstytucją w razie śmierci prezydenta jego obowiązki przejmuje właśnie on. Nie było wtedy jednak oficjalnej informacji o śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

3. Rozmowa Tuska z Putinem. Późnym wieczorem 10 kwietnia na miejsce katastrofy przybył premier Donald Tusk. Na spotkaniu z premierem Rosji, Władimirem Putinem zgodził się, by śledztwo prowadzić według zapisów konwencji chicagowskiej, a nie porozumienia polsko-rosyjskiego z 1993 r. Decyzja ta miała wpływ na to, jak ustalano przyczyny katastrofy. Główne śledztwo wciąż prowadzi Rosja, która nie zgadza się na przekazanie Polsce ważnych dowodów, w tym kluczowych dokumentów i wraku tupolewa.

4. Rezolucja PiS. 6 maja 2010 r. Prawo i Sprawiedliwość złożyło projekt rezolucji „w sprawie wezwania Prezesa Rady Ministrów do wystąpienia do władz Federacji Rosyjskiej o przekazanie stronie polskiej prowadzenia postępowania w sprawie katastrofy samolotu TU-154, mającej miejsce 10 kwietnia 2010 r.". Koalicja rządząca i lewica zagłosowały wtedy przeciw. 13 kwietnia 2012 r. większość sejmowa – PO, PSL i SLD – również zagłosowała przeciwko projektowi uchwały ws. zobligowania władz Rosji do oddania Polsce wraku i czarnych skrzynek.

5. Cztery podejścia 
. Przez pierwsze dni po katastrofie informowano, że Tu-154 cztery razy podchodził do lądowania, mimo że kontrolerzy nalegali, by odleciał na zapasowe lotnisko. W rzeczywistości samolot wykonywał jedno próbne podejście do lądowania, uzgodnione z wieżą i przez nią zalecone.

6. Naciski na załogę . Prezydent Lech Kaczyński miał naciskać na załogę, by lądowała niezależnie od warunków. „Pilot nie mógł podjąć sam decyzji o czterokrotnym podchodzeniu do lądowania w tak trudnych warunkach, z takimi osobami na pokładzie” – tak napisał 10 kwietnia 2010 roku Roman Kuźniar, późniejszy doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. międzynarodowych. W stenogramach z samolotu nie ma nawet śladu jakiejkolwiek ingerencji ze strony prezydenta w pracę załogi.

7. Gen. Błasik był do końca w kokpicie Informację, że gen. Andrzej Błasik był w kokpicie tupolewa w ostatnich minutach lotu, bez żadnych dowodów podał Edmund Klich 24 maja 2010 roku. Polski akredytowany przy MAK bronił tego kłamstwa również po obaleniu go przez krakowskich biegłych sądowych dzięki analizie nagrań. Głos, przypisywany wcześniej generałowi, należał do drugiego pilota, majora Roberta Grzywny. Również polska prokuratura wojskowa udowodniła, że generała nie było w ogóle w kokpicie samolotu.

8. „Jak nie wyląduję, to mnie zabije”. TVN24 twierdziła, że „takie słowa kilkadziesiąt sekund przed katastrofą prezydenckiego Tu-154M pod Smoleńskiem miał wypowiedzieć kpt. Arkadiusz Protasiuk”. Informacja pojawiła się na czerwonym pasku 14 lipca 2010 roku i powtórzono ją w „Faktach TVN”. Nie ma takich słów w żadnym stenogramie.

9. „To patrzcie, jak lądują debeściaki”
. Słowa te – według „Polski The Times” – miał powiedzieć pierwszy pilot Tu-154M, gdy dowiedział się o fatalnej pogodzie. Kpt. Arkadiusz Protasiuk w ogóle tych słów nie wypowiedział. Nie ma ich w stenogramie.

10. Ziemia przekopana na metr w głąb . „Przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku, na głębokości ponad jednego metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie” – tak mówiła w Sejmie minister zdrowia Ewa Kopacz 28 kwietnia 2010 roku. Po dwóch latach ówczesna marszałek Sejmu przyznała, że to była nieprawda.

11. „Wkurzy się, jeśli…”. Ten rzekomy fragment rozmowy załogi Tu-154 – według wydania „Gazety Wyborczej” z 12 stycznia 2011 roku – miał być dowodem na presję, jakiej poddani byli piloci. Takich, ani podobnych słów, w ogóle nie ma w stenogramie. Podobnie jest ze słowami „dzień dobry” wypowiadanymi przez załogę, które miały świadczyć o przywitaniu osób postronnych w kokpicie samolotu. Takich słów w stenogramie nie ma.

12. Pijany generał Błasik zmusił pilotów do lądowania. Opublikowanie raportu MAK było apogeum smoleńskiego kłamstwa (12 stycznia 2011 r.). Sformułowanie „podpity generał” pojawiło się też w niektórych mediach w Polsce, w tym w „Gazecie Wyborczej oraz na portalach RMF24.pl i Interia.pl. Szefowa MAK Tatiana Anodina powołała się na rzekomą obecność 0,6 promila alkoholu we krwi gen. Andrzeja Błasika, niepotwierdzoną przez żadne niezależne badania. W 2014 roku badania przeprowadzone przez polską prokuraturę wykazały, że gen. Błasik i pozostali pasażerowie byli trzeźwi.

3. Kłótnia pilota i generała 
. Przed startem Tu-154M miało dojść do kłótni między gen. Andrzejem Błasikiem a kpt. Arkadiuszem Protasiukiem. Tę wiadomość podała stacja TVN24 (25 lutego 2011 roku), a potem przez wiele dni powtarzała ją większość mediów. Kapitan Arkadiusz Protasiuk rzekomo nie chciał 10 kwietnia zasiąść za sterami rządowego tupolewa i na płycie lotniska Okęcie kłócił się o to ze swoim przełożonym. Jak się okazało, o kłótni zeznał szef BOR gen. Marian Janicki, który przebywał w Krakowie w czasie odlotu Tu-154M z Okęcia. Kłótni zaprzeczyli świadkowie odlotu Tu-154M oficerowie BOR, którzy stwierdzali w swoich zeznaniach, że o tej sytuacji dowiedzieli się z mediów. Prokuratura przyznała również, że żadnej kłótni nie było.

14. Nie było trotylu na wraku tupolewa, albo może i był. W październiku 2012 r. w „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł, w którym poinformowano, że na wraku Tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, znaleziono ślady trotylu. Za ten artykuł jego autor Cezary Gmyz został zwolniony z dziennika. Zarzucono mu, że wyciągnął pochopne wnioski zawierzając informatorom, a nie mając żadnego potwierdzenia. Tymczasem prokuratorzy nie zdementowali pogłosek na temat trotylu, a prokurator generalny Andrzej Seremet dzień wcześniej w rozmowie z naczelnym dziennika upewnił go o prawdziwości informacji. Także próbki rzeczy jednej z ofiar katastrofy, dzięki staraniom rodziny zbadane w USA, wykazały obecność trotylu. Urządzenia, którymi w badaniach wraku posługiwali się śledczy, również wykazały obecność trotylu. W listopadzie 2015 r. sąd przyznał rację Cezaremu Gmyzowi i uznał, że jego tekst o trotylu na wraku tupolewa był rzetelny oraz zaświadczył, że dziennikarz dopełnił wszelkich standardów dziennikarskich.

15. Premier Tusk po raporcie MAK. Szef rządu Donald Tusk w dniu publikacji rosyjskiego raportu był na urlopie. Po kilku dniach zabrał głos w tej sprawie: „dzisiaj te relacje polsko-rosyjskie, także w związku ze zdarzeniami z ostatnich dni, są relacjami trudniejszymi niż przed 10 kwietnia, co do tego nie ma wątpliwości. Być może znalazły się na rozdrożu. Z różnych względów. Ale zadaniem polskiego rządu, bo spoczywa na nas większa odpowiedzialność niż na tych, którzy krzyczą niemal każdego dnia, co im ślina na język przyniesie, zadaniem polskiego rządu jest wyprowadzić z tego rozdroża te relacje, a nie szukać argumentów na rzecz narastającego konfliktu”.

Piotr Paszkowski, rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych poinformował, że na liscie pasażerów było 89 nazwisk, ale jedna osoba nie stawiła się na lotnisku Okęcie, skąd samolot wystartował. Wszystkie 88 osób, które znajdowały się na pokładzie, zginęły. Nie przeżył też nikt z ośmioosobowej załogi Tu-154M. 
Lista ofiar katastrofy
Lista osób, których nazwiska figurują na liście pokładowej prezydenckiego samolotu z Warszawy do Smoleńska. Ta lista jest obecnie weryfikowana:
Prezydent Lech Kaczyński
Małżonka prezydenta Maria Kaczyńska
ostatni prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra
Wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński
Wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek
Władysław Stasiak Szef Kancelarii Prezydenta
Aleksander Szczygło szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Paweł Wypych z Kancelarii Premiera
Mariusz Handzlik z Kancelarii Prezydenta
Wiceminister Spraw Zagranicznych Andrzej Kremer
Wiceminister Obrony Narodowej Stanisław Komorowski
Wiceminister Kultury Tomasz Merta 
Szef Sztabu Generalnego WP Franciszek Gągor
Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik
Prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska Maciej Płażyński
Dyrektor Protokołu Dyplomattycznego Mariusz Kazana

Posłowie:
Lepszek Deptuła (PSL)
Grzegorz Dolniak (PO)
Grażyna Gęsicka (PiS)
Przemysław Gosiewski (PiS)
Sebastian Karpiniuk (PO)
Izabela Jaruga-Nowacka (Lewica)
Zbigniew Wassermann (PiS)
Aleksandra Natalli-Świat (PiS)
Arkadiusz Rybicki (PO)
Jolanta Szymanek-Deresz (Lewica)
Wiesław Woda (PSL)
Edward Wojtas (PSL)

Senatorowie:
Janina Fetlińska (PiS)
Stanisław Zając (PiS)

Osoby towarzyszące:
Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski
Prezes NBP Sławomir Skrzypek
Prezes IPN Janusz Kurtyka
Kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Janusz Krupski
Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanna Agatka-Indecka
Doradca prezydenta Jan Krzysztof Ardanowski
Barbara Mamińska z Kancelarii Prezydenta
Zofia Kruszyńska-Gust z Kancelarii Prezydenta
Izabela Tomaszewska z Kancelarii Prezydenta
Katarzyna Doraczyńska z Kancelarii Prezydenta
Dariusz Gwizdała z Kancelarii Prezydenta
Jakub Opara z Kancelarii Prezydenta
Kanclerz Orderu Wojennego Virtutti Militari, generał brygady Stanisław Nałęcz-Komornicki
Członek Kapituły Orderu Wojennego Virtutti Militari podpułkownik Zbigniew Dębski
prezes Światowego Związku Żołnierzy AK Czesław Cywiński
prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski
Anna Walentynowicz - przyczyna pierwszych strajków Solidarności...
Janina Natusiewicz-Miller
Janusz Zakrzeński
Adam Kwiatkowski
Marcin Wierzchowski
Maciej Jakubik
Tadeusz Stachelski
Dariusz Jankowski

Księża i prałaci (10 osób): 
Kapelan prezydenta Roman Indrzejczyk
ksiądz Ryszard Rumianek, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego
ordynariusz polowy Wojska Polskiego, ksiądz generał Tadeusz Płoski 
prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego, arcybiskup Miron Chodakowski
ewangelickie duszpasterstwo polowe - ksiądz pułkownik Adam Pilch
Ordynariat Polowy Wojska Polskiego - ksiądz podpułkownik Jan Osiński
ksiądz prałat Józef Gostomski
kapelan warszawskiej Rodziny Katyńskiej ksiądz Zdzisław Król
kapelan Federacji Rodzin Katyńskich ksiądz Andrzej Kwaśnik
prezes stowarzyszenia Parafiada ksiądz Józef Joniec

Kancelaria Prezydenta:
Marzena Pawlak
lekarz prezydenta Wojciech Lubiński
tłumacz języka rosyjskiego Aleksander Fedorowicz
sekretarz generalny Związku Sybiraków Edward Duchnowski

Kombatanci katyńscy:
Tadeusz Lutoborski
prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej Zenona Mamontowicz-Łojek
prezes Komitetu Katyńskiego Stefan Melak
Wiceprzewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Stanisław Mikke
Bronisława Orawiec-Roessler
Katarzyna Piskorska
prezes Federacji Rodzin Katyńskich Andrzej Sariusz-Skąpski
Wojciech Seweryn
Leszek Solski
Fundacja Golgota Wschodu Teresa Walewska-Przyjałkowska
Gabriela Zych
Ewa Bąkowska
Anna Borowska
Bartosz Borowski
Dariusz Malinowski

przedstawiciele dowództwa sił zbrojnych RP (6 osób):
Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych generał Bronisław Kwiatkowski
Dowódca Sił Powietrznych RP generał broni Andrzej Błasik
Dowódca Wojsk Lądowych RP generał dywizji Tadeusz Buk
Dowódca Wojsk Specjalnych generał dywizji Włodzimierz Potasiński
Dowódca Marynarki Wojennej generał Andrzej Karweta
Dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Kazimierz Gilarski

Funkcjonariusze BOR (8 osób):
Jarosław Lorczak
Paweł Janeczek
Dariusz Michałowski
Piotr Nosek
Jacek Surówka
Paweł Krajewski
Artur Francuz
Marek Uleryk

W katastrofie zginęła także załoga samolotu
W katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku zginęło siedmioro członków załogi z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. To ten pułk odpowiada za obsługę lotów najważniejszych osób w państwie i bierze udział w ewakuacji Polaków z terytoriów innych państw. 
Kapitanem załogi był kpt. pil. Arkadiusz Protasiuk. To 36-letni absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie (1997 r.), Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (1999 r.) oraz Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej (2003 r.). Odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Zostawił żonę i dwójkę dzieci.
Członkiem załogi był też mjr pil. Robert Marek Grzywna. Był absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (1997 r.); ukończył też Zarządzanie Ruchem Lotniczym w Akademii Obrony Narodowej (2003 r.). Odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Miał 36 lat. Był żonaty; miał jedno dziecko.
Wśród członków załogi był także 31-letni por. pil. Artur Karol Ziętek - starszy pilot specpułku. W 2001 r. ukończył Wyższą Szkołę Sił Powietrznych. Odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Był żonaty, miał dwójkę dzieci.
W sobotniej katastrofie zginął również starszy technik obsługi pokładowej pułku - 36-letni chor. Andrzej Michalak. Był absolwentem Szkoły Chorążych Personelu Technicznego Lotnictwa (1998 r.) oraz Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych (2000 r.). Także on był odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Był żonaty, miał jedno dziecko.
Członkami załogi prezydenckiego samolotu były też trzy osoby personelu pokładowego z 36-ego SPLT: 29-letnia Barbara Maria Maciejczyk, 25-letnia Justyna Moniuszko i 23-letnia Natalia Maria Januszko.
Załoga Samolotu TU 154 M: 
kpt. pil. Arkadiusz Protasiuk
mjr pil. Robert Marek Grzywna
por. pil. Artur Karol Ziętek
chor. Andrzej Michalak
Barbara Maria Maciejczyk - stewardesa
Justyna Moniuszko - stewardesa
Natalia Maria Januszko - stewardesa

wtorek, 20 grudnia 2016

Lewicowa dyktarura w Europie

Francuz, Ehrard Lucien/tzw. zwykły Francuz, zamieszkały jednak w Polsce/ do Polaków:
- Macie szczęście żyć w normalnym kraju. Ja się urodziłem we Francji, która już nie jest Francją. Żyjemy pod dyktaturą lewactwa kulturalnego, liberalizmu gospodarczego i pod butem kosmopolityzmu. To jest katastrofa. Skutkiem tego jest masowa imigracja, islamizacja, zamachy... - Kiedy słyszę ludzi z KOD-u czy z Nowoczesnej, myślę o historii Francji. Historia Francji to liberałowie i ludzie z lewicy, którzy zniszczyli mój kraj – podsumował Lucien.

Podobnie jest w Niemczech, może nie tak źle jak we Francji, ale blisko. Dziś /19-12-2016/ zamach, 12 osób zabitych, ok. 50 rannych. Ciężarówka wjechała w tłum na świątecznym jarmarku.

Ciężarówka wjechała w tłum ludzi na świątecznym targu w Berlinie. Co najmniej 12 osób nie żyje, a 48 zostało rannych, w tym część ciężko. Samochód miał polskie tablice rejestracyjne. Martwy mężczyzna znaleziony w kabinie ciężarówki, która wjechała w tłum ludzi w Berlinie, to jednak Polak - potwierdziła ostatecznie we wtorek nad ranem niemiecka policja.

Najważniejsze informacje:

1. Ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych wjechała wieczorem w tłum ludzi na terenie jarmarku świątecznego w okolicach dworca ZOO w Berlinie.
2. Zginęło co najmniej 12 osób. 48 zostało rannych, w tym część ciężko.
3. Właściciel ciężarówki poinformował, że od południa nie miał kontaktu ze swoim kierowcą. 
4. Policja zatrzymała osobę podejrzaną o kierowanie pojazdem. Według nieoficjalnych informacji, to Pakistańczyk, który przybył do Niemiec jako uchodźca.
- Europa otworzyła drzwi, dała schronienie, w zamian dostaje zamachy terrorystyczne.
A wczoraj, że w TVN /która to stacja emitowana jest w placówce IDEA banku - stąd wiem, bo w domu cierpię na brak telewizora/ pokazywali program o organizacji pomagającej uchodźcom, i jak to uchodźcom jest źle. W NYT sprzed kilku dni, zdjęcia na pierwszej stronie gazety, a pośród nich ciała utopionego chłopczyka na brzegu Morza Śródziemnego. Czy ludzi zabitych w Berlinie to teraz obchodzi? A rannych? Na pewno nie, ale przecież ci zabici i ci ranni, mogli sprzyjać uchodźcom - terroryzm jest w dużej mierze ślepy, często uderza w zwolenników swojej sprawy.
5. Policja wydarzenie określa jako domniemany zamach terrorystyczny.

czwartek, 10 listopada 2016

45. prezydent USA

Trump wygrał, środowiska liberalne, czyli obecnie postrzegane jako lewicowe jeśli chodzi o kwestie świaopoglądowe, ale też o lewicowych skłonnościach w sprawach gospodarczych, wieszczyły,że będzie nieprzewidywalny, zrujnuje Amerykę, zamąci w świecie, wywoła knflikty, itp. Natomiast nic takiego sie nie dzieje, gromadzi ludzi wokół siebie, łagodzi napięcia, nie reaguje na "zaczepki", postęuje jak biznesmen i wydaje się, że będzie się starał wprowadzić styl zarządzania ogromnym państwem w sposób w jaki zarządza się ogromnym przedsiębiorstwem. Oczywiście nie ma na świecie predsiębiorstw tak ogromnego jak ogromne jest państwo USA, ale przecież sam nie będzie rządził. Obiecał trochę Polakom, ale czy dotrzyma słowa? Pewnie tylko w takim zakresie o ile będzie to opłacalne dla niego jako prezydenta.