środa, 16 kwietnia 2014

Korupcja


Korupcja w gospodarce to rak, który drąży przedsiębiorczoś ludzi jak kornik drzewo, nie pozwalając gospodarczości  kraju czy reionu rozwijać sie tak, ajkby to było możliwe w sytuacji funkcjonowania pańtwa we własciwy, sposób, czyli sposób zdrowy.  Samo zagrożenie korupcję nie jest niczym groźnym, tak jak pokusa grzechu nie czyni z wiernego grzesznika.

Korupcja jest jak choroba zartuwjąca organizm sportowca, może nadal tranować, może nawet osiągać sukcesy, ale przychodzi mu to z wielkim trudem, przy równoczesnym zwiększonym ryzyku kontuzji i pewności, że prędzej czy póżniej ta chroba zupełnie wyeliminuje go ze sportu.

Oczywiście korupcja to właściwie to samo co przestępczośc, choć prawnie jest to rozdzielane, bowiem przestępcy to ci co parają się przede wszystkim przestępstwami a nie, oprócz okradania społeczeństwa, pracują jeszcze 'na urzędzie'. Ale właściwie to urzędnik, który jest skorumpowany jest gorszy od zawodowego przestępcy, bowiem to taka forma zdrajcy. Porównując, jeśli polityk polski jest zdrajcą, sprzedawczykiem, to z punktu widzenia moralnego patrioty polskiego, jest on gorszy od polityka wrogieo państwa wrogiego Polsce, np. jeśli Tusk jest sprzedajnym zdrajcą, to jest on dla nas czymś znacznie gorszym od Putina, który prawdopodobnie go i jego ferajnę skorumpował.




fot. Wikimedia Commons/Travelarz/licencja CC 3.0
fot. Wikimedia Commons/Travelarz/licencja CC 3.0

Ostatnie wydarzenia na Ukrainie i obchody 4. rocznicy Tragedii Smoleńskiej przyćmiły nieco sensacyjne wręcz informacje dotyczące funkcjonowania polskiej gospodarki i wydawania publicznych pieniędzy, a zwłaszcza ostatnich doniesień, w sprawie tzw. info-afery.
Amerykańska firma HP przyznała się, po śledztwie w USA do wręczania milionowych łapówek w Polsce wysokim urzędnikom państwowym. FBI i SEC dysponują wszystkimi szczegółami tej gigantycznej afery, tysiącami e-maili i zapisów rozmów oraz listą nazwisk. Pytanie brzmi czy Polacy poznają te szczegóły i czy polska strona będzie o nie wnioskować lub być może już je posiada.
Mimo, że w aferze Amber-Gold ukradziono klientom blisko 800 mln zł i nadal nie wiadomo gdzie się podziały te pieniądze, z ust Prokuratora Generalnego A. Seremeta słyszymy, że firma ta działała legalnie, nie było podstaw, by się nią szczególnie interesować, a urzędnicy państwowi raczej nie poniosą odpowiedzialności, to chyba jednak po doświadczeniach z info-aferą HP może warto by było, nie czekając tym razem na FBI czy unijny urząd kontroli - Olaf -zbadać szczegółowo procedurę zakupu dla polskich kolei super szybkiego pociągu Pendolino. Tym bardziej, że zamiast szybkiego Pendolino producenci chcą nam wcisnąć kolejowe żółwie niezgodne ze specyfikacją zamówienia. Tym bardziej, że nasz kontrahent od super-pociągów miał już wcześniej poważne problemy ze swoją reputacją. Sprawa robi się tym bardziej paląca i poważna, że według samej Komisji Europejskiej Polska ma najgorszy, obok Bułgarii transport w Unii.
Może się więc okazać, że wydanie ponad 10 mld zł na modernizację torów na trasie Warszawa - Gdańsk i zakup wagonów Pendolino za 2,5 mld zł okażą się przedwczesne i niecelowe z ekonomicznego punktu widzenia. Na polskich torach robi się coraz bardziej gorąco. Może się bowiem okazać, że już wkrótce na tory nie wyjadą Koleje Mazowieckie z powodu bankrutującego budżetu Mazowsza, najbogatszego województwa w Polsce.
Mimo, że jak zapewnia Polaków J. K. Bielecki „ostatnie 25 lat to pasmo sukcesów polskich” to jednak wydaje się, że publiczne pieniądze warto bardzo dokładnie liczyć.
Takich bezsensownych i nietrafionych wydatków inwestycyjnych, drogowych i transportowych może się okazać, jest znacznie więcej. Coraz większe wątpliwości budzi funkcjonowanie systemu Via-Toll oraz sensowność i skala kosztów kontraktu na gaz płynny z Kataru. Ten stosunkowo drogi gaz już powinien wpływać do Gazoportu w Świnoujściu, którego jeszcze nie ma. Prowadzone są więc przez polską stronę rozpaczliwe próby negocjacji, by przesunąć termin dostaw i być może obniżyć nieco jego cenę.
Wydaje się również, że w nieodległej perspektywie znaczące zainteresowanie opinii publicznej, jak i NIK-u powinny wzbudzić gigantyczne, kilkunastomiliardowe inwestycje zagraniczne KGHM-u w Chile i Kanadzie. Łatwo wydaje się publiczne pieniądze zwłaszcza wtedy, kiedy nie ma skutecznego nadzoru i kontroli władzy ze strony zwykłych obywateli i powołanych do tego instytucji. Ostatni przykład odwołania Szefowej UOKiK i powołania na to stanowisko A. Jasera bliskiego współpracownika premiera D. Tuska bez spełnienia prawnych i formalnych wymogów, dobitnie świadczy o lekceważeniu tego typu zagrożeń. Jak widać nasze miliardy przelewają się przez palce." Janusz Szewczak





Amber Gold, Infoafera, Smoleńsk,CASA, sojusz z agresorem… Platforma i bezpieczeństwo Polski? 

Fot. PAP/Jakub Kamiński
Fot. PAP/Jakub Kamiński



Platforma Obywatelska i jej politycy coraz mocniej budują przekaz kampanii wyborczej do europarlamentu, opierając się na sugestii, że zwycięstwo PO to spokój i bezpieczeństwo dla Polski i Polaków. Zwycięstwo innych do wojna i niepokój — sugerują swoim przekazem.
Najdobitniej mówił o tym szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz, wskazując, że „granicą bezpieczeństwa i pokoju w Polsce są rządy Donalda Tuska”. Z kolei premier Tusk sugerował, że wybory do PE są również o tym, czy „dzieci we wrześniu pójdą do szkoły”.
Sugerowanie, że od wyniku wyborczego PO zależy, czy w Polsce będzie bezpiecznie jest skrajną nieuczciwością. Premier Donald Tusk doskonale to wie. Bowiem jego rządy w Polsce nie mają prawa kojarzyć się nikomu z bezpieczeństwem Polaków i Polski.
To za rządów Donalda Tuska, PO i PSL doszło w Polsce do dwóch najbardziej znaczących tragedii lotniczych. W Smoleńsku oraz Mirosławcu zginęło w sumie 116 osób, dwóch Prezydentów RP, wielu dowódców wojskowych, w tym duża część generalicji oraz delegacja polskiej elity.
To za rządów Donalda Tuska, PO i PSL doszło w Polsce do afery Amber Gold, która pochłonęła majątek wielu setek Polaków. Afery, do której rozmachu przyłożyli rękę politycy PO, m.in. ciągając samolot Marcina P. oraz promując go na salonach.
To za czasów rządu Donalda Tuska doszło do kolejnych katastrof kolejowych, w tym do największej od lat katastrofy w Szczekocinach, gdzie zginęło 16 osób a ponad 50 zostało rannych. Kolejowe kompromitacje mają miejsce w czasie, w którym Polska marnotrawi systematycznie unijne środki na rozwój infrastruktury kolejowej.
To za rządów Donalda Tuska doszło do „największej w III RP” afery korupcyjnej, która odciska się na całej Polsce. W związku z infoaferą Polska straciła czas potrzebny do nadganiania zapóźnień informatycznych. Do dziś zaskoczenie budzi skala przestępczego rozmachu. Sugeruje ona jednoznacznie, że do dziś główni „bohaterowie” tych wydarzeń mogą nie być znani. Na razie wiadomo, że urzędnicy rządu Tuska zarobili niemało…
To za rządów Donalda Tuska Europejska agencja zajmująca się walką z korupcją OLAFalarmowała, że skala korupcji w naszym kraju jest porażająca, a ustawione przetargi to może być aż 23 procent.
To za rządów Donalda Tuska Polska notuje coraz gorsze pozycje w rankingach przygotowanych przez ONZ Global Age Watch (GAW), który dotyczy jakości życia dla osób starszych, i opracowanym przez Światowe Forum Ekonomiczne Human Capital Index (HCI), który dotyczy kapitału ludzkiego. Nasz kraj plasuje się w okolicach Sri Lanki i Urugwaju.
To rząd Donalda Tuska zawiązał i prowadził — wbrew polskim interesom — polityczny sojusz z putinowską Rosją, która w ciągu ostatnich sześciu latach wywołała w Europie już dwie wojny, w Gruzji i na Ukrainie. Mimo ostrzeżeń i apeli polityczna przyjaźń na linii Tusk-Putin była utrzymywana. Zakończyła się dopiero w przeddzień wojny u naszego wschodniego sąsiada.
To zestawienie to jedynie krótki rys okoliczności i wydarzeń, z jakimi kojarzyć się może i powinien okres rządów Donalda Tuska. Zgodnie bowiem z logiką Platformy Obywatelskiej, jaką stosowała ta partia jeszcze w czasie kampanii w 2007 roku za wszystko, co dzieje się w Polsce odpowiedzialność spada na rządzących.
Słysząc, co obecnie mówi Donald Tusk jego ministrowie oraz Platforma Obywatelska, jaką narrację budują wokół wyborów do PE można się jedynie zaśmiać."

"W ciągu ostatnich dwóch lat niemal połowa badanych firm w Polsce padła ofiarą przestępstw gospodarczych – wynika z raportu PwC „Global Economic Crime Survey 2014”. Prawie co czwarte z poszkodowanych przedsiębiorstw poniosło stratę w wysokości do 3 mln zł, a co piąte nawet 15 mln zł. Coraz bardziej dotkliwymi przestępstwami, które po raz pierwszy zostały ujęte w badaniu, są nadużycia w obszarze zakupów. Również korupcja pozostaje problemem dla polskich przedsiębiorców.
Jak wynika z badania PwC, najczęstszym przestępstwem była kradzież majątku wskazana przez 72% przedsiębiorców, która w porównaniu z badaniem z 2011 roku wzrosła o ponad 11%. Na drugim miejscu znalazły się nadużycia w obszarze zakupów (33% wskazań), a na kolejnych pozycjach zestawienia uplasowała się korupcja i przekupstwo (21%), cyberprzestępczość (19%) oraz manipulacje księgowe (19%).
”Tak dynamiczny wzrost nadużyć gospodarczych w Polsce jest wypadkową kilku przyczyn. Z jednej strony, przedsiębiorcy wyciągnęli wnioski ze spowolnienia gospodarczego i uważniej przyglądają się każdej wydanej złotówce, a co za tym idzie, częściej wykrywają i ujawniają nadużycia. Z drugiej strony, polskie firmy coraz odważniej inwestują na rynkach o wyższym ryzyku nadużyć, co przekłada się na większą skalę zagrożeń widoczną w tegorocznym badaniu” – wyjaśnia Marcin Klimczak, dyrektor w zespole ds. przestępczości gospodarczej w PwC.

Jakie straty ponieśli polscy przedsiębiorcy?

Ponad ¼ przedsiębiorców w Polsce szacuje poniesione straty finansowe pomiędzy 150 a 300 tys. zł.
To dwa razy więcej niż na świecie. Jednocześnie aż 19% firm na naszym rynku, czyli niemal o 1/3 więcej niż na świecie, odnotowało straty w wysokości między 3 a 15 mln zł. W porównaniu z wynikami Badania 2011, wielkość strat w Polsce była na porównywalnym poziomie.
Przestępczość gospodarcza oznacza także koszty, których wielkość trudno oszacować, a które w dłuższej perspektywie mogą przełożyć się na straty finansowe. Najbardziej dotkliwa zdaniem firm jest utrata lub naruszenie relacji z interesariuszami. Według badanych najbardziej narażone są: morale pracowników (44% wskazań w Polsce, 31% na świecie), relacje biznesowe (21% wskazań w Polsce,
17% na świecie) i relacje z organami regulacyjnymi (19% wskazań w Polsce, 10% na świecie). W porównaniu z wynikami z lat wcześniejszych w Polsce obecnie rzadziej wskazywano negatywny wpływ na reputacje i markę przedsiębiorstwa.  

Kim są sprawcy nadużyć?

Jak wynika z badania PwC, 56% przestępstw popełniły osoby pochodzące z wewnątrz firmy, z czego 50% stanowili przedstawiciele kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla. W najnowszym badaniu jako sprawców nadużyć częściej wymieniano pracowników niższego szczebla (połowa nadużyć wewnętrznych w porównaniu z 31% w 2011 roku). W Polsce przeciętny oszust to:
  • mężczyzna,
  • z wykształceniem wyższym,
  • w wieku od 41 do 50 lat,
  • ze stażem pracy powyżej 10 lat.
Jako sprawców nadużyć z zewnątrz organizacji firmy najczęściej wskazywały: klientów (44%), osoby trzecie niezwiązane bezpośrednio z przedsiębiorstwem (28%) oraz dostawców (11%).
Konsekwencją wobec sprawcy wewnętrznego było najczęściej podjęcie decyzji o zwolnieniu pracownika (75%). Firmy decydowały się także na podjęcie kroków prawnych poprzez: poinformowanie organów ściągania (63%) czy wszczęcie postępowania cywilnego (46%). Szczególną uwagę zwraca fakt, że aż
13% organizacji, które ucierpiały w wyniku nadużyć ze strony sprawcy wewnętrznego nie wyciągnęło wobec niego żadnych konsekwencji, podczas gdy w 2011 r. wszystkie poszkodowane firmy podjęły działania wobec sprawców pochodzących z firmy.
Przestępstwa popełniane przez sprawców z zewnątrz organizacji spotykały się z następującymi konsekwencjami: poinformowanie organów ścigania (67%), zakończenie współpracy z partnerem (44%) oraz wszczęcie postępowania cywilnego (33%).

W których branżach odnotowano najwięcej przestępstw?

Branże, w których w ciągu ostatnich 24 miesięcy odnotowano najwięcej przestępstw gospodarczych to w ujęciu globalnym: usługi finansowe (49% respondentów z danego sektora), handel detaliczny (49%), telekomunikacja (48%), sektor publiczny (41%), turystyczny (41%), przetwórczy (36%) i ubezpieczeniowy (35%).

Jak polscy przedsiębiorcy wykrywają nieprawidłowości?

Jak wynika z badania 42% nadużyć w Polsce wykryto poza kontrolą zarządu, w tym prawie ¼ przez przypadek. Tymczasem na świecie jedynie 22% - czyli o połowę mniej niż w Polsce - przestępstw wykrywanych jest poza kontrolą zarządu.
Ponad połowę z popełnionych przestępstw (52%) udało się wykryć w ramach czynności kontrolnych, a konkretnie w efekcie działań audytu wewnętrznego (odpowiednio - 22% w Polsce, 12 % na świecie) oraz systemów raportowania o podejrzanych transakcjach (wykryto w ten sposób 14% nadużyć w Polsce, 16 % na świecie).
Narzędzia kultury korporacyjnej, takie jak systemy anonimowego informowania (whisle-blowing) lub nieformalne są w Polsce zdecydowanie niedocenianie - w ten sposób w Polsce wykryto jedynie
6% nadużyć, podczas gdy na świecie aż 23%. Tymczasem jak wynika z doświadczeń firm, które zdecydowały się na wdrożenie tego typu narzędzi systemów – były one w użyciu ponad 100 razy
w ciągu ostatnich 2 lat u 9% przedsiębiorstw.
„Niestety wykrywaniem nadużyć w polskich przedsiębiorstwach wciąż rządzi przypadek. To, w połączeniu z brakiem systemów dedykowanych oraz systemów anonimowego informowania lub zarządzania ryzykiem nadużyć sprawia, że nieprawidłowości nadal „zaskakują” polskie firmy. Działa to na niekorzyść przedsiębiorców, gdyż utrudnia odpowiednią reakcję w przypadku wystąpienia nadużycia, a zwłaszcza ograniczenie ich negatywnych skutków” – mówi Katarzyna Kreft, menedżer w zespole ds. przestępczości gospodarczej w PwC.

Korupcja w Polsce

Przewidywania przedsiębiorców, co do wystąpienia nadużyć w przyszłości, znacznie odbiegają od danych rzeczywistych. Najbardziej jaskrawa rozbieżność dotyczy korupcji – w tym przypadku aż
43% przedsiębiorstw uważa, że staną się jej ofiarą w przyszłości, podczas gdy rzeczywisty wskaźnik jest dwa razy niższy i wynosi 21% (o 6% mniej niż na świecie). Spośród wszystkich badanych firm w Polsce ponad 7% przyznało, iż poproszono je o zapłacenie łapówki, a ponad 16% oceniło, że straciło kontrakt na rzecz konkurenta, który zapłacił łapówkę. Ci z przedsiębiorców, którzy potrafili ocenić straty szacują je na ponad 150 tys. zł (21%), w tym aż ponad 7% powyżej 3 mln zł.
Straty finansowe są dla polskich firm najbardziej dotkliwą konsekwencją korupcji (41%, czyli o 13 % więcej niż na świecie), a zaraz po nich utrata reputacji (ponad 1/3 badanych). Jednocześnie  jednak połowa przedsiębiorców nie potrafiła oszacować strat finansowych poniesionych w wyniku korupcji. Co ciekawe, na świecie to utrata reputacji była wskazywana jako główna strata dla przedsiębiorstwa (niemal 40% badanych).
„Tak duża różnica pomiędzy faktycznym występowaniem zjawiska korupcji, a jego postrzeganiem może wynikać z kilku przyczyn. Przede wszystkim korupcja i przekupstwo są niezwykle trudne do udowodnienia, dlatego liczba wykrytych przypadków może być niska. Dodatkowo korupcja jest tematem niezwykle drażliwym, w związku z tym firmy niechętnie przyznają się, że padły jej ofiarą. Samo postrzeganie korupcji jest kształtowane głównie przez media, które informują o skandalach korupcyjnych jak o zjawisku codziennym i powszechnym. Co więcej, jak pokazało nasze badanie, około połowa ankietowanych przedsiębiorców prowadzi działalność lub planuje w najbliższych latach ekspansję na rynki o wysokim zagrożeniu korupcyjnym, co pozostaje nie bez znaczenia dla postrzegania przez nie tego zjawiska” – podkreśla Marcin Klimczak.

Nadużycia w obszarze zakupów

Nadużycia w obszarze zakupów znalazły się na drugim miejscu najczęściej występujących przestępstw w Polsce – doświadczyła ich aż jedna trzecia polskich firm (33%). Dotyczyły one najczęściej ustawiania przetargów / wyboru dostawcy (79% wskazań respondentów, będących ofiarą tych nadużyć) oraz nieprawidłowości przy zawieraniu umów (57%). Na świecie nadużycia w obszarze zakupów dotyczyły najczęściej wyboru dostawcy (61%), jak również zawierania umów i procesu płatności (w obu przypadkach 45%)."


Wystąpienie pod tytułem "Korupcja - przyczyny, moralne i gospodarcze skutki", wygłoszone podczas PAFERE Liberty Weekend, Czeszów, 21-23 października 2011 r.
"Krzysztof Habich, w wydanej w 1997 r. książce p.t. „Powietrze na kartki” pisze w następujący sposób: „Przed kilkoma laty wydawało nam się, że decydując się na budowę gospodarki rynkowej, będziemy zmierzać w stronę wolności gospodarczej. Państwo jednak ciągle zachowuje się, jak urzędnicza z Dąbrowy Górniczej, z którą miałem do czynienia w 1989 r. Ustawę o działalności gospodarczej, liberalizującą skostniałe, socjalistyczne przepisy, przywitała ona okrzykiem oburzenia: jak każdemu będzie wszystko wolno, to co my będziemy robić?”.
Czym jest korupcja? W myśl art. 1 ust. 3 Ustawy z 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym (Dz.U. z 2006 r. Nr 104, poz. 708), korupcją jest obiecywanie, proponowanie, wręczanie, żądanie, przyjmowanie przez jakąkolwiek osobę, bezpośrednio lub pośrednio, jakiejkolwiek nienależnej korzyści majątkowej, osobistej lub innej, dla niej samej lub jakiejkolwiek innej osoby, lub przyjmowanie propozycji lub obietnicy takich korzyści w zamian za działanie lub zaniechanie działania w wykonywaniu funkcji publicznej lub w toku działalności gospodarczej”.
Z kolei treść art. 2 cywilnoprawnej konwencji o korupcji sporządzonej w Strasburgu 4 listopada 1999 r. (Dz.U. z 2004 r. Nr 244, poz. 2443) określa korupcję jako „żądanie, proponowanie, wręczanie lub przyjmowanie, bezpośrednio lub pośrednio, łapówki lub jakiejkolwiek innej nienależnej korzyści lub jej obietnicy, które wypacza prawidłowe wykonywanie jakiegokolwiek obowiązku lub zachowanie wymagane od osoby otrzymującej łapówkę, nienależną korzyść lub jej obietnicę”.
Jak wiemy, definicje legalne, ustawowe, często bardziej utrudniają, niż ułatwiają zrozumienie opisywanej przez siebie sytuacji prawnej, jednakże w tym przypadku nie odbiegają one od potocznego znaczenia, jakie nadajemy terminowi „korupcja”, która jest niczym innym, niż nadużywaniem stanowiska publicznego w celu uzyskiwania prywatnych korzyści , a co jest równoznaczne z okradaniem obywateli, ba, całych społeczności, z tego, co do nich należy, lub jest im należne.
Zjawisko korupcji ma wiele przyczyn, przykładowo pojawia się tam, gdzie dochodzi do styku polityki z biznesem, gdy gospodarka jest zetatyzowana czy też gdy przepisy prawne są niejasno sformułowane. Istnieje jeden wspólny mianownik dla tychże negatywnych zjawisk, a jest nim udział państwa w gospodarce. Urzędnicy stosują bowiem najgorszy, czwarty z opisanych przez Miltona Friedmana sposobów wydawania pieniędzy – cudzych i na cudze potrzeby. Polska boryka się dodatkowo z jeszcze jednym, poważnym problemem. Jak sprecyzował to w jednej ze swych wcześniejszych wypowiedzi prof. Zybertowicz, komunizm nie został w naszym kraju obalony, a zdemontowany. Już semantyczna różnica między tymi dwoma określeniami sugeruje kontrolę nad procesem przechodzenia od gospodarki centralnie planowanej do – teoretycznie - wolnorynkowej. Tylko teoretycznie, ponieważ w wielu kluczowych dla państwa gałęziach gospodarki (oprócz, rzecz jasna, polityki, ponieważ, jak wielokrotnie akcentował to redaktor Stanisław Michalkiewicz, nie można obecnie w Polsce skutecznie działać w polityce, nie będąc niczyim agentem) znaleźć można ludzi w taki, czy inny sposób związanych z komunistycznymi tajnymi służbami, cywilnymi lub wojskowymi, którzy wykorzystują zajmowane przez siebie stanowiska, czy pozycje społeczne do uskuteczniania procederu, opisanego barwnie przez Henryka Sienkiewicza w „Potopie”, gdy książę Bogusław Radziwiłł wskazywał Kmicicowi, że Rzeczpospolita to sukno, za które wszyscy ciągną, aby urwać kawałek dla siebie.
Należy podkreślić raz jeszcze, że korupcja to nic innego, jak forma kradzieży. Co do zasady, kraść można bezpośrednio lub pośrednio. Korupcja kwalifikuje się do tej drugiej kategorii, jako że polega na przywłaszczaniu sobie korzyści w wyniku ograniczenia innemu człowiekowi prawa do jego własności, czy wolności. Tak dzieje się na przykład wówczas, gdy przetarg wygrywa nie firma oferująca najbardziej efektywne rozwiązanie (czyli możliwie najwyższą jakość za najniższą cenę), lecz „znajomy króliczka”. On na tym zyskuje, ale odbywa się to kosztem społeczności, która przecież poniosła wydatki na ten cel, a pozbawiona została możliwości dokonania najbardziej optymalnego ekonomicznie wyboru.
Co więcej, korupcja - jako forma kradzieży - jest grzechem przeciw VII Przykazaniu, wspartemu również X Przykazaniem, które zakazuje nawet pożądania jakiejkolwiek rzeczy, będącej własnością bliźniego. Grzeszy więc osoba, która wręcza korzyść w zamian za uzyskanie dla siebie de facto i de iure nielegalnej decyzji, ponieważ będzie się bogaciła w nieuczciwy sposób, osiągnięty niesprawiedliwymi metodami. Grzeszy jednak również ten, kto taką korzyść przyjmuje, bo w ten sposób sprzeniewierza się pełnionej przez siebie funkcji publicznej. Jednym z jej obowiązków jest przecież dbałość o przestrzeganie prawa.
Poważnym problemem w Polsce są liczne koncesje na prowadzenie działalności gospodarczej i na nich chciałbym się skupić, jako na jednym z głównych czynników korupcjogennych. Koncesje i zezwolenia to zasadniczo spuścizna po komunizmie i gospodarce etatystycznej, od której wciąż nie możemy się uwolnić, pomimo upływu ponad 20 lat od trąbionej szumnie tzw. transformacji ustrojowej. Po wtóre, jest to wymarzony instrument eliminacji konkurencji ekonomicznej.
Przykładem zdrowego rozwiązania ustawodawczego, jeśli chodzi o wolność gospodarczą, była tzw. Ustawa Wilczka z grudnia 1988 r. o działalności gospodarczej (Dz.U. z 1988 r. Nr 41, poz. 324), uchwalona jeszcze przez Sejm PRL. Obowiązywała teoretycznie przez ponad 10 lat. Tylko teoretycznie, ponieważ z czasem stała się protezą prawa gospodarczego, ale o tym za chwilę.
Zgodnie z art. 1 tej ustawy „Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa.”, zaś w myśl art. 4 ust. 1 „Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności i działań, które nie są przez prawo zabronione”. Sapienti sat, mądrej głowie dość dwie słowie.
 Art. 11 w tekście pierwotnym zawierał zaledwie 11 koncesji:
1. Wydobywanie kopalin podlegających prawu górniczemu oraz poszukiwanie złóż tych kopalin;
2. Przetwórstwo i obrót metalami szlachetnymi i kamieniami szlachetnymi;
3. Wytwarzanie i obrót materiałami wybuchowymi, bronią i amunicją;
4. Wytwarzanie środków farmaceutycznych, odurzających i psychotropowych, artykułów sanitarnych oraz substancji trujących;
5. Wyrób, oczyszczanie i odwadnianie spirytusu oraz wydzielanie spirytusu z innego wytworu, a także wyrób wódek;
6. Wytwarzanie wyrobów tytoniowych;
7. Transport morski, lotniczy oraz wykonywanie innych usług lotniczych;
8. Prowadzenie aptek;
9. Obrót z zagranicą towarami i usługami, określonymi w drodze rozporządzenia przez Ministra Współpracy Gospodarczej z Zagranicą;
10. Obrót dobrami kultury powstałymi przed dniem 9 maja 1945 r.;
11. Usługi: ochrona osób i mienia, detektywistyczne oraz w sprawach paszportowych.
Rzecz jasna, można prowadzić dyskusje, czy, z punktu widzenia nieskrępowanej gospodarki, regulacja, którą przytoczyłem, była doskonała, ale – zdaniem znanych ekonomistów (Adam Sadowski, Robert Gwiazdowski czy Ireneusz Jabłoński) – był to najbardziej wolnorynkowy akt prawa gospodarczego w ówczesnej Europie. W oparciu o niego powstało na przestrzeni kilku lat kilka milionów przedsiębiorstw prywatnych, w których znalazło zatrudnienie 6 milionów ludzi, w większości z likwidowanych przedsiębiorstw państwowych. Ustawa liczyła zaledwie 54 artykuły. Na przestrzeni 7 lat obowiązywania nowelizowana była czterdziestokrotnie. Za każdym razem zakres niekoncesjonowanej działalności kurczył się. Centrum im. Adama Smith’a doliczyło się już w 2004 r., a więc 7 lat temu, 217 koncesji. Konia z rzędem temu, kto precyzyjnie poda ich liczbę w dniu dzisiejszym.

Ze swej strony dodam tylko, że w rzeczywistości artykułów regulujących działalność gospodarczą było w Ustawie Wilczka dosłownie 25, reszta ze wspomnianych 54 były zmianami w przepisach obowiązujących. Obecna Ustawa z dnia lipca 2004 r. o „swobodzie” działalności gospodarczej odsyła do niewyobrażalnej ilości innych aktów prawnych. Nawet pobieżne porównanie jej z Ustawą Wilczka bezapelacyjnie wypada na korzyść tej drugiej, napisanej w sposób zrozumiały, bez niezliczonych definicji, odniesień czy wyłączeń.
Przykład patologicznego funkcjonowania styku polityki z biznesem oraz niejasnych przepisów prawnych obrazuje mający miejsce w latach ‘90 proceder wyłudzania zwrotu podatku VAT, pobieranego od towarów przeznaczonych na eksport. Odbywał się on na bardzo szeroką skalę. Osoby obracające się w kręgach biznesowych, mające szerokie powiązania z polityką, a nierzadko z tajnymi służbami (np. znany przedsiębiorca z mojego regionu, a imię jego - milion) eksportowały, głównie za wschodnią granicę Polski, często fikcyjnie, istniejące wyłącznie na papierze towary, po czym, z tytułu tegoż „eksportu” otrzymywały zwrot podatku VAT. Cała ta zabawa często sprowadzała się wyłącznie do wędrówki fałszowanych przez przekupione polskie i obce służby celne dokumentów, przedstawianych potem polskiemu pionowi skarbowemu celem uzyskania zwrotu. Czysty zysk, nie licząc łapówek!
Kolejny, tym razem bliski nam w czasie przykład (absolutne mistrzostwo świata), to budowa nieszczęsnych polskich autostrad, konkretnie zorganizowanego rabunku znacznych ilości kruszywa z terenu budów, a następnie ponownej sprzedaży, tego samego kruszywa, temu samemu odbiorcy. Skala tego niebywale śmiałego „przedsięwzięcia” była tak szeroko zakrojona i zorganizowana, że między bajki można włożyć oficjalne wyjaśnienia o tzw. „nieznanych sprawcach”.
Skutki korupcji można rozważać dwupłaszczyznowo. Po pierwsze, wyrażają się w wymiernych stratach ekonomicznych, spowodowanych zaburzeniem prawidłowego funkcjonowania mechanizmu rynkowego. Motorem nie jest zdrowa chęć zysku, dzięki której przedsiębiorca, we własnym, dobrze pojętym interesie dostarcza wytworów swej pracy i satysfakcji klientom, ale chciwość, operująca ponad prawem i ograniczająca wolność ludzką.
Korupcja implikuje jednak również negatywne konsekwencje moralne. Zniechęca bliźnich do aktywności ekonomicznej, obniża poziom zaufania do własnego państwa, co więcej, skutecznie odstrasza międzynarodowy kapitał.
Oba te wymiary skupia w sobie, jak w soczewce, zjawisko, któremu na imię MAFIA." Tomasz Tokarski

23/04/2014
Ciekawy tekst poniżej, o walce rządu z korupcją w Polsce, jego planach i priorytetach. I jest to śmieszne i straszne - śmieszy, bo przecież każdy rozsądny człowiek wie gdzie źródła tej korupcji z którą ten rząd "walczy" a straszne, bo ten sam rozsądny człowiek wie, że m/ in. on za tę "walkę" rządu z korupcją zapłaci, zas rząd nie tylko, że nie zapłaci za swoje porażki, al wręcz skorzysta, i finansowo, i wyborczo.

"Zwalczanie korupcji w Polsce przez wzmocnienie prewencji i edukacji zarówno w społeczeństwie, jak i administracji publicznej - to główny cel przyjętego przez rząd programu. Przewiduje on także skuteczniejsze zwalczanie przestępczości korupcyjnej.
articleImage: Rząd chce jeszcze lepiej walczyć z korupcjąFot. Flickr/Grzegorz Rogiński/KPRM/Źródło - Kancelaria Premiera's photostream/Lic. CC by
Rada Ministrów podjęła we wtorek uchwałę w sprawie „Rządowego programu przeciwdziałania korupcji na lata 2014-2019”.
- Zachowania korupcyjne pojawiają się w każdej dziedzinie życia społecznego, szczególnie tam, gdzie od decyzji pojedynczych osób zależy pozytywne lub negatywne załatwienie sprawy. Utrwalone w świadomości społecznej stereotypy zachowań korupcyjnych są czynnikiem, który niszczy struktury państwowe. Ponadto, korupcja ułatwia działanie zorganizowanych grup przestępczych, ponieważ jest warunkiem niezbędnych do popełniania poważnych przestępstw, szczególnie ekonomicznych, które powodują duże straty dla budżetu państwa - czytamy w opublikowanym po posiedzeniu rzadu komunikacie.
W przyjetym przez Radę Ministrów dokumencie zdiagnozowano obszary najbardziej zagrożone korupcją. Jak podkreślono, badania przeprowadzone w 2013 r. wskazują, że najbardziej narażone na tego typu proceder są:
- infrastruktura, np. przeprowadzanie przetargów na budowę dróg, autostrad, linii kolejowych;
- informatyzacja administracji publicznej, np. sfera zamówień publicznych (preferowanie określonego dostawcy), zmowy cenowe;
- wykorzystywanie środków unijnych – korupcja może obejmować wszystkie fazy i etapy wdrażania programów pomocowych (od naboru przez realizację i kontrolę wykonania); korupcja może dotyczyć zarówno beneficjentów programów pomocowych, jak i urzędników;
- ochrona zdrowia – w tym obszarze zagrożone korupcją są m.in. dystrybucja środków publicznych przez wojewódzkie oddziały NFZ na kontraktację usług medycznych, refundacja leków, zamówienia na zakup sprzętu i aparatury medycznej;
- sektor obronny – zagrożone są głównie zamówienia publiczne (z uwagi na wymuszoną ochroną informacji ograniczoną transparentność postępowań) oraz m.in. realizacja umów offsetowych, transferu technologii wojskowych do polskich przedsiębiorstw przemysłu obronnego;
- energetyka – organizacja i przebieg postępowań przetargowych, działalność lobbingowa prowadzona niezgodnie z prawem, udzielanie koncesji, itp.;
- ochrona środowiska – np. udzielanie koncesji na poszukiwanie, rozpoznawanie oraz wydobywanie wód leczniczych, termalnych i solanek, system handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych;
- urzędnicy administracji państwowej i samorządowej – tu zachowania korupcyjne mogą wynikać m.in. z: niejasności procedur, nieprawidłowości w postępowaniach o udzielanie zamówień publicznych, przyspieszania załatwienia spraw, wydawania decyzji niekorzystnych dla interesu społecznego.
Badania opinii publicznej, systematycznie przeprowadzane przez ośrodki CBOS, GFK Polonia, wykazują od wielu lat bardzo krytyczną ocenę społeczeństwa dla obecności zachowań korupcyjnych w życiu społecznym i gospodarczym. Jednak od 2011 r. odnotowano wyraźny wzrost IPK (Indeks Percepcji Korupcji) dla Polski. W 2005 r. była to wartość 3,4, a w 2011 r. – 5,5. Polska znalazła się w 2011 r. na 41 pozycji w rankingu prowadzonym przez Transparency International, podczas gdy w 2005 r. zajmowaliśmy 70 pozycję. Jednym z najważniejszych celów rządowego programu walki z korupcją jest wzrost wartości IPK do roku 2019 o 10 proc., czyli do poziomu 64 punktów.
W dokumencie opisano szczegółowo sposoby i metody działania podejmowane w celu zwalczania korupcji na różnych płaszczyznach życia społeczno-gospodarczego. W realizacji programu wezmą udział resorty, urzędy centralne. Będą w nich powołani koordynatorzy. Instytucją wdrażającą program ma być międzyresortowy zespół powołany przez premiera. Przewodniczącym zespołu będzie minister spraw wewnętrznych, a wiceprzewodniczącym szef CBA. W ramach zespołu będą funkcjonowały grupy robocze do spraw poszczególnych zadań.
Członkowie rządu podkreślają, że w Polsce funkcjonuje kilka służb zwalczających przestępczość korupcyjną. Są to m.in. Centralne Biuro Antykorupcyjne, policja, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Bardzo istotne działania na rzecz przeciwdziałania korupcji prowadzą organizacje pozarządowe.
- Realizacja programu walki z korupcją powinna przyczynić się do ugruntowania w społeczeństwie przekonania, że korupcja jest patologią, a nie standardem demokratycznego państwa. Ocenia się, że najważniejszym czynnikiem zwalczania zachowań korupcyjnych jest prewencja i edukacja antykorupcyjna, wypracowywanie standardów etycznych zachowań w różnych segmentach życia społeczno-gospodarczego (zarówno w sektorze prywatnym, jak i państwowym) oraz wzmocnienie systemu kontroli i nadzoru - czytamy w uchwale Rady Ministrów.
Rząd stwierdza też, że walka z korupcją jest również jednym z wiodących problemów w skali międzynarodowej. W ramach ONZ przeciwdziałanie korupcji wynika z Konwencji Narodów Zjednoczonych przeciwko korupcji (z 2003 r.). Komitet Ministrów Europy już od 1997 r. prowadzi intensywne prace na rzecz przeciwdziałania korupcji. Grupa GRECO (Grupa Państw Przeciwko Korupcji) rekomenduje działania zwiększające zdolności państw członkowskich do prowadzenia skutecznej walki z korupcją. GRECO jest odpowiedzialna za przestrzeganie przez państwa członkowskie 20 podstawowych zasad walki z ze zjawiskiem korupcji.
Rząd stwierdza również, że zwalczanie korupcji jest również istotnym priorytetem Unii Europejskiej, której naczelną instytucją antykorupcyjną jest OLAF – Europejski Urząd do spraw Zwalczania Nadużyć Finansowych. OLAF opracował w ostatnich latach metody zwalczania korupcji, w tym m.in. interdyscyplinarną strategię antykorupcyjną, zasady współpracy policji z wymiarem sprawiedliwości, czy wytyczne dotyczące transparentności w życiu publicznym."

Wiele osób wskazuje, że budowane w ilościach zdumiewających tzw. ekrany akustyczne, to źódło finansowania urzedników i wielki pole do korupcji, artykuł ponizej traktuje tylko o jednym odcinku autostrady, ale przecież każdy mógłby znaleźć w mniejszej lub większej skali przykłady podobnej niegospodarności. Polska jest dziś jak ZSRR w okresie przed pierestrojką.
zdjecie

Wtorek, 1 lipca 2014 (12:48)

Budowa ekranów akustycznych na odcinku A2 z Łodzi do Warszawy pochłonęła prawie 200 mln zł, czyli ok. 7 proc. kosztów – wynika z najnowszego raportu NIK. Kontrolerzy Izby wytykają, że resort transportu i GDDKiA nie szukały tańszych rozwiązań.
Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie analizowały możliwości wprowadzenia innych, często tańszych niż ekrany rozwiązań technicznych i organizacyjnych, które ograniczałyby hałas. Mogłyby to być wały ziemne, zakładanie pasów zieleni, budowa nawierzchni o niskim poziomie emisji hałasu, prowadzenie konsekwentnych kontroli wagowych ciężarówek, wprowadzenie ograniczeń prędkości w nocy. Takie rozwiązania stosuje się w wielu krajach UE – stwierdzają kontrolerzy NIK.
Zdaniem Izby, koszty montażu ekranów można było ograniczyć, wykupując samotnie stojące nieruchomości podlegających ochronie akustycznej. Byłoby to korzystne rozwiązanie, gdy wartość wielu nieruchomości była znacznie niższa niż koszt budowy ekranów akustycznych.
 W raporcie przypomniano, że w sprawie nadmiernych i niepotrzebnych kosztów budowy dróg, związanych z ekranami, alarmował już w 2009 r. Konwent Marszałków, a także resort transportu i GDDKiA. Według szacunków dyrekcji „tylko na 230 km ekranów wzdłuż A2, A1 i odcinka S8 Piotrków Trybunalski – Warszawa wydano 565 mln zł”. NIK napisała, że w ocenie GDDKiA, „gdyby normy zmieniono przed drogowym boomem, nawet 40 proc. ekranów okazałoby się niepotrzebnych”. Jednak w październiku 2012 roku w reakcji na krytykę dotyczącą budowy ekranów, zamiast zastosowania alternatywnych sposobów ograniczenia hałasu – podwyższone zostały dopuszczalne normy hałasu do poziomu, który według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) może zagrażać zdrowiu ludzi, zwłaszcza mieszkających w dużych miastach.
Kontrola NIK ujawniła nieprawidłowości przy budowie ekranów akustycznych. W kilku miejscach A2: – na odcinku 4,1 km – wybudowano ekrany równolegle do wałów ziemnych. Stosowanie podwójnych zabezpieczeń nie miało uzasadnienia zarówno technicznego, jak i ekonomicznego – czytamy w raporcie. Także na A2 niepotrzebnie zaplanowano i wybudowano ekrany na odcinku 600 m dla ochrony siedliska, które faktycznie od 15 lat było pustostanem. W kilku przypadkach na A2 nie zachowano też ciągłości ekranów pod wiaduktami i przy wyjazdach z MOP, tak by skutecznie chroniły domy przed hałasem. Ekrany akustyczne niepotrzebnie wybudowano też dla ochrony terenów, które były niezabudowane (odcinek drogi nr 786 i A1 – łącznie 6,2 km).
NIK podczas swojej kontroli skupiła się przede wszystkim na budowie autostrady A2 z Warszawy do Łodzi, która byłą jedną z flagowych inwestycji drogowych na Euro 2012.
„Na 91-km odcinku autostrady A2 – od węzła Stryków do węzła Konotopa – zainstalowano po obu stronach trasy 107 km ekranów akustycznych. W celu ochrony przed hałasem wybudowano też ponad 9 km wałów ziemnych. Łączny koszt budowy ekranów wyniósł prawie 200 mln zł, co stanowiło niecałe 7 proc. kosztów całej inwestycji (2 mld 986 mln zł)” – napisano.
Stawianie ekranów, które swoją funkcję mają spełnić dopiero za kilkanaście lat, naraża inwestora na niepotrzebne koszty, bo trwałość elementów ekranów (paneli) nierzadko jest znacznie krótsza od zakładanego czasu ich eksploatacji. Ekrany postawiono w miejscach niezabudowanych, ponieważ minister środowiska nie doprecyzował jednoznacznie sformułowania „tereny przeznaczone”  użytego w art. 113 ust. 1 pkt Prawo ochrony środowiska – zauważa NIK.
Zdaniem Izby, dopuszczalne poziomy hałasu powinno się odnosić do terenów faktycznie zagospodarowanych na wskazane w ustawie cele, a nie dopiero przeznaczonych w planach zagospodarowania przestrzennego pod zabudowę nawet w odległej przyszłości. GDDKiA oraz niektóre organy odpowiedzialne za ochronę środowiska błędnie interpretowały ten przepis. 
Minister środowiska zobowiązał się, że do końca 2012 r. przejrzy przepisy prawa w zakresie ochrony przed hałasem i opracuje propozycje zmian legislacyjnych, które wprowadziłyby inne sposoby ochrony. Nie zrobił tego jednak do czasu zakończenia kontroli."

czwartek, 10 kwietnia 2014

Smoleńsk 2010 po 4 latach






W całym kraju trwają uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej. 10 kwietnia 2010 r. o godz. 8.41 samolot Tu-154M z delegacją udającą się na obchody 70-lecia zbrodni katyńskiej uległ katastrofie pod Smoleńskiem. Poległ prezydent Lech Kaczyński, jego żona i wielu wysokich rangą urzędników państwowych, duchownych, dowódców wojskowych, razem 96 osób.

Jarosław Kaczyński mówił na Krakowskim Przedmieściu o ofiarach tragedii smoleńskiej, konieczności uczczenia śmierci oraz roli prawdy w życiu publicznym. Po krótkim podziękowaniu tym, którzy biorą udział w uroczystościach rocznicowych oraz je organizują, J. Kaczyński zabrał głos.
Całość przemówienia prezesa Prawa i Sprawiedliwości:
"Łączy nas żałoba, żal, wspomnienia, ale sądzę, że łączy nas też jeszcze coś innego – otóż łączy nas wiara w znaczenie prawdy. Znaczenie prawdy jako fundamentu naszej cywilizacji, jako fundamentu, który przeciwstawiamy kłamstwu. Nasza cywilizacja ufundowana jest na tym przeciwstawieniu.
Prawda i kłamstwo. Prawda przeciwko kłamstwu. I nasza polska kultura, nasza polska tożsamość jest też na tym ufundowana. Nie ma człowieczeństwa, nie ma ludzkiej godności każdego z nas bez prawdy. Bo jeśli prawdę odrzucamy, to znaczy, że odrzucamy wszystkie wartości. A jeśli to robimy, to nie możemy uznać także wartości człowieka.
Nasza kultura, polska kultura i tożsamość wyrasta z chrześcijaństwa, a przecież to w chrześcijaństwie, w naszej wierze tak ważne są słowa: prawda nas wyzwoli! Prawda nas wyzwoli!
I powtarzam: bez tych słów, bez tej wiary, bez wiary w misję zbawczą Chrystusa nie ma polskości. Ale prawda jest potrzebna także, by budować dobre stosunki między ludźmi i między narodami. Lech Kaczyński, mój świętej pamięci brat i prezydent Rzeczypospolitej, nie wygłosił przemówienia w Katyniu, ale przygotował je.
Tam były słowa o kłamstwie i o prawdzie. Miał mówić, że na kłamstwie nie da się zbudować żadnych trwałych relacji, że kłamstwo dzieli ludzi i narody, że przynosi nienawiść i złość, że potrzeba nam prawdy. Tak, potrzeba nam prawdy!
Ale potrzeba nam także pamięci – tej szeroko rozumianej pamięci historycznej, która jest najważniejszą częścią tożsamości, ale też pamięć o konkretnych wydarzeniach, o Smoleńsku, o tragedii smoleńskiej. Musimy tę pamięć zachować – o wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce przed katastrofą, w jej trakcie i po katastrofie. Choć mówię to z bólem, to musimy pamiętać hańbę przemysłu pogardy, hańbę knowań z prezydentem obcego państwa przeciw własnemu prezydentowi. Hańbę porzucenia Polaków, którzy polegli – doprowadziło to do tego, że zbezczeszczane były nawet ich ciała w niektórych wypadkach.
Hańbę polegającą na oddaniu wszystkiego, co ważne w dochodzeniu do prawdy, obcemu państwu. Tę hańbę, którą jest ciągłe oszukiwanie Polaków – musimy o tym pamiętać. To musi być część naszej mocnej pamięci.
Ale musimy także pamiętać – i to szczególnie – o ofiarach, które porzucono. To byli ludzie różni, o różnych życiorysach, w różnym wieku, różnych poglądów. Ale zginęli w drodze do Katynia, gdzie chcieli oddać hołd ofiarom sowieckiego ludobójstwa. Polskim ofiarom sowieckiego ludobójstwa. I to był piękny czyn – zasługują na pamięć i szacunek. Wszyscy, podkreślam – wszyscy zasługują na pamięć i szacunek.
Na szczególną pamięć i szacunek zasługuje prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński i jego współpracownicy. Zasługuje nie tylko dlatego, że pełnił z wyboru narodu ten najwyższy urząd, ale też dlatego, że był mężem stanu, który potrafił nie być politycznym ślepcem i politycznym tchórzem!
On i jego współpracownicy wiedzieli, skąd mogą przyjść niebezpieczeństwa.Starali się temu przeciwdziałać. Wiedzieli, że Polska musi być silna, a żeby tak się stało, to musi być skonsolidowana. Aby była skonsolidowana, to musi być sprawiedliwa i praworządna. Państwo musi służyć obywatelom.
Byli państwowcami, którzy wiedzieli, że państwo musi być dla obywateli, a patriotyzm obowiązuje także współpracę i – jeśli trzeba – ochronę innych narodów. Tych, z którymi połączył nas los. I dlatego zasłużyli na wieczną pamięć i szacunek.
To nie tylko to, co mamy w sercach i umysłach, ale też upamiętnienie: pomniki, tablice, muzea i różnego rodzaju dzieła sztuki, które łącznie tworzą opowieść o polskiej historii i jej bohaterach. Musimy pamiętać dzisiaj z wdzięcznością o Kościele, który uczynił w tej sprawie najwięcej, o samorządowcach, którzy mieli odwagę to uczynić. Ale to, co najważniejsze, jeszcze przed nami. Musimy uczcić pamięć tych, którzy wbrew okolicznościom i piętrzącym się przeszkodom, wbrew nieustannemu atakowi, chcieli służyć teraźniejszości i przyszłości Polski. I potrafili to robić!
Uczczenie choć ważne, nie jest celem samym w sobie. Musimy podjąć ich dzieło, musimy iść tą drogą, którą wskazywał Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński! A żeby tą drogą iść, musimy zwyciężyć – przypomnę słowa sprzed dwóch lat wypowiedziane w trakcie drugiej rocznicy tragedii smoleńskiej.
Prawda i zwycięstwo idą w parze. Żeby zwyciężyła prawda, my musimy zwyciężyć, ale żeby zwyciężyć, musimy walczyć o prawdę. Wtedy nadejdzie ten dzień, nadejdzie zwycięstwo i prawda wyzwoli Polaków, wolnych Polaków. Musimy dokończyć tamtą solidarnościową rewolucję. Dziękuję!" Jarosław Kaczyński, 10/04/2014
Jarosław Kaczyński tworzy posągową legendę Lecha Kaczyńskiego


"Ostatnie ustalenia Naczelnej Prokuratury Wojskowej w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej utwierdzają w przekonaniu, że śledztwo to od samego początku jest prowadzone nierzetelnie. Jego celem jest – wszystko niestety na to wskazuje – oddalenie i ostateczne zanegowanie bardzo prawdopodobnego faktu zaistnienia związku przyczynowo-skutkowego między eksplozją samolotu a jego upadkiem na ziemię. A już wątek udziału „osób trzecich” to pięta achillesowa tego śledztwa.
Zadanie, jakie wykonuje prokuratura wojskowa, jest zgodne z linią polityczno-propagandową państwa Tuska, które od samego początku zwolniło się z wszelkiej odpowiedzialności za dramat 10 kwietnia 2010 roku. Ani rząd, ani prezydent nie dopuszczają innej wersji przyczyn katastrofy niż tragiczny wypadek lotniczy i jego „banalnie prosta przyczyna”. Takie też jest oczekiwanie Moskwy.
Nieprofesjonalne działania NPW demaskuje przekaz medialny z konferencji prasowych, które cechuje coraz większy chaos, nerwowość i bezradność, z jaką prokuratorzy odpowiadają na najprostsze pytania dziennikarzy. Szef wojskowej prokuratury płk Ireneusz Szeląg (wcale nieproszony o tę wypowiedź) skarży się na zamiar likwidacji prokuratury wojskowej, pomysł powołania specjalnej ustawy regulującej zasady dalszego prowadzenia śledztwa, a nawet na prześladowania w postaci „wyzwisk” pod adresem prokuratorów. To fakt, działają pod coraz większą społeczną presją, ale o dyskomforcie ich pracy decydują oni sami oraz ich biegli z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Oby w miarę upływu czasu dyskomfort ten się nie pogłębiał.
Ostatnia konferencja prokuratury, o której ustaleniach zapewne „przypadkowo” wiedział wcześniej premier, bo od razu kazał przepraszać za oskarżenia o zamach, jest jak strona NPW w internecie. Na próżno w rubryce „historia” szukać, czym była prokuratura wojskowa za PRL i w III RP i jacy ludzie ją współtworzyli. Jest za to dużo odniesień do prokuratury z okresu II Rzeczypospolitej, widocznie, aby wymusić więcej empatii.
Niestety, nie można odnieść się z empatią do słów prokuratora Szeląga. „Biegli ustalili, że trzy fragmenty części metalowych [w brzozie – przyp. W.R.] pochodzą najprawdopodobniej z elementów konstrukcyjnych skrzydła samolotu”. Kiedy w ekspertyzie używa się słowa „najprawdopodobniej”, to ekspertyza ta w efekcie ani nie potwierdza, ani nie zaprzecza tezie, że metale pochodziły ze skrzydła ani nawet z innych części samolotu. „Co do siedmiu fragmentów metali biegli nie mogą wykluczyć, że one mogą pochodzić z tego samolotu”. Jeżeli nie mogą wykluczyć, oznacza to, że nie mogą tego faktu potwierdzić. Wartość dowodowa wynikająca z tych dwóch zdań jest zerowa. I pomyśleć, że po katastrofie samolotu Concorde wśród setek tysięcy części złomu znaleziono fragment metalu będący przyczyną katastrofy, a pochodził on z innego samolotu.
I jeszcze zdanie trzecie z wypowiedzi prok. Szeląga: „W kwestii uderzenia samolotu w brzozę żaden z polskich prokuratorów się nie wypowiadał, że to nastąpiło”. Zatem nie było uderzenia w brzozę, nie było beczki autorotacyjnej, czyli nie była to główna przyczyna rozbicia się samolotu? A zatem co było tą przyczyną…?
Na przykładzie tylko tych trzech krótkich wypowiedzi prokuratora opinia, dla której zapewne zwołano tę konferencję prasową, w przeddzień 4. rocznicy smoleńskiego dramatu, że „nie ma żadnych dowodów na to, że wewnątrz samolotu doszło do wybuchu”, brzmi tak samo niewiarygodnie jak dotychczasowe ustalenia biegłych prokuratury wojskowej. Chodzi tu także o te ustalenia, że na próbkach badań zabezpieczonych w Smoleńsku w 2012 roku nie ujawniono śladów materiałów wybuchowych. Na tych samych 700 próbach, które w Smoleńsku wykazywały te ślady, a w Warszawie już nie.
Ustalenia prokuratury cofają nas do początku śledztwa, ale na szczęście nie da się już nam wmówić, że pijany dowódca, siedząc w kokpicie, zmusił samolot do lądowania. Nie wszystkie bowiem ekspertyzy mogą być robione na polityczne zamówienie. Są wśród biegłych i zapewne wśród prokuratorów ludzie, którzy staną w końcu po stronie prawdy. Na to czekamy już cztery lata." Wojciech Reszczyński, 10/10/2014










Fot. wPolityce.pl/TVP Info


Fot. /TVP Info


Podziękowaniami dla ludzi świata nauki oraz wszystkich zaangażowanych w poszukiwanie przyczyn tragedii smoleńskiej rozpoczęło się ostatnie posiedzenie parlamentarnego zespołu badającego przyczyny tragedii.
To jest bezprecedensowa katastrofa, w której zginął nie tylko najlepszy prezydent tego kraju, ale również generalicja, wybitni przedstawiciele narodu. To jest o tyle ważne, że od kilku dni słyszymy o konieczności zamykania pewnych wątków i badań, a dziś słyszymy znów szereg opinii i też z jak wielką uwagą aparat państwowy miałby badać przyczyny tragedii smoleńskiej. To nieuprawnione. Przez cztery lata, mimo starań pokrzywdzonych i osób zainteresowanych, nie dano rodzinom i społeczeństwu odpowiedzi na podstawowe pytania, jak doszło do tragedii.Jedynie zdaje się zwierzchnik prokuratury jest zadowolony z wyników i ustaleń
— powiedział pełnomocnik części ofiar mec. Piotr Pszczółkowski, prezentując stan postępowań dot. katastrofy smoleńskiej. Podkreślił, że śledztwo, które prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, mimo starań rodzin nie dało na razie odpowiedzi na podstawowe pytanie: jak doszło do katastrofy. Jak ocenił, działania prokuratury były często dezinformacją, która dzieliła społeczeństwo.
Według Pszczółkowskiego kwestia badania materiałów wybuchowych nie jest definitywnie zamknięta. Ocenił, że opinia Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego jest niepewna i musi być uzupełniona. Mówił o braku informacji dotyczących sprzętu wykrywającego materiały wybuchowe, a także błędnej - jego zdaniem - metodologii badań. Zapowiedział, że pełnomocnicy rodzin będą wnosić o uzupełnienie opinii.
Zwrócił uwagę, że nie są zamknięte wątki dotyczące fałszowania rejestratorów lotów, a także uderzenia samolotu skrzydłem w brzozę. Mówił też, że polscy prokuratorzy nie byli przy oględzinach zwłok, przy pobieraniu próbek i oględzinach miejsca katastrofy w Smoleńsku. Podkreślił, że oryginały rejestratorów i wrak są konieczne, by zakończyć w wiarygodny sposób wyjaśnianie katastrofy.
Dodał, że zamknięty nie jest także wątek organizacji lotu do Smoleńska. Podkreślił, że również sprawa BOR nie jest zamknięta. Na decyzje sądu czeka również postanowienie o umorzeniu sprawy zaniedbań prokuratury ws. smoleńskiej.
Opinia publiczna jest epatowana opiniami, w jaki sposób można zamknąć śledztwo bez sprowadzenia wraku i czarnych skrzynek. Z mojego doświadczenia wynika, że to śledztwo nie może być zamknięte. Naczelną zasadą w Polsce jest zasada prawdy materialnej. W Polsce nie realizuje się śledztwa na podstawą wniosków o pomoc prawną, ale na podstawie dowodów, pozwalających odpowiedzieć na kluczowe pytania.
Dodał, że polska strona nie zapewniła prokuratorom warunków do pobrania materiałów do badań, nie wzięli udziału w oględzinach miejsca. Pszczółkowski mówił, że Polska była zobowiązana do zbadania każdej wersji zdarzeń, a obecnie kończenie śledztwa bez wraku i rejestratorów będzie hańbą.
Przypominał także, że badania, jakich wyniki ostatnio prezentowali śledczy, były wykonywane na materiale, który pobierali rosyjscy funkcjonariusze.
Na koniec mecenas zacytował wypowiedź Seremeta, który mówił, że nie otwierano trumien, ponieważ nikt nie miał podejrzeń, że rosyjskie sekcje były nierzetelne.
A kto miał go informować, skoro śledczy obecni w Smoleńsku na sekcje nie stawiali się na autopsję?
— pytał Pszczółkowski.
Po mecenasie głos zabrała Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku. Podziękowała zespołowi za pracę. Dodała, że zaraz po ogłoszeniu Raportu MAK omal nie pękło jej serce. Wspomniała także, że wiele osób powtarzało oszczerstwa kierowane pod adresem jej męża.
Kluczowa część posiedzenia dotyczyła raportu, jaki w związku z czwartą rocznicą katastrofy wydał zespół. Wśród wielu opracowań znajduje się analiza rozpadu salonki Prezydenta RP, która znalazła się w opracowaniu.
Ustalenia prokuratury z ostatnich dni wskazują, że na 40 metrów przed brzozą znaleziono, biegli prokuratury znaleźli, fragment samolotu. Oni zawarli to w oficjalnym sprawozdaniu
— mówił Macierewicz.
Wskazał, że zespół zidentyfikował kolejne fragmenty tupolewa, które leżą przed brzozą.
Następnie przedstawiono zdjęcia rekonstruujące zniszczenia salonki Prezydenta RP.
Dzięki pracy zespołu możecie państwo zobaczyć, jak rozrzucona została salonka prezydenta
— tłumaczył Macierewicz.
Następnie pokazał mapę szczątek z miejsca tragedii smoleńskiej, wskazując, gdzie były rozmieszczone części salonki. Poseł zaznaczył, że okna odleciały na odległość 28 metrów od burt, że są one zwęglone. Z kolei kanapa odleciała na 40 metrów od burty, przy której była zamontowana.
Nie ma wątpliwości, że burta nie była objęta płomieniami, jakie miały miejsce po tragedii. Ta burta nigdy na miejscu zdarzenia się nie paliła. Te zniszczenia, osmalenia, zniszczenie burty miały miejsce w powietrzu
— dodawał Macierewicz.
Rządowi eksperci przekonują, że to się stało pod wpływem ognia już po uderzeniu w ziemię. To nie prawda. Dowody przekażemy prokuraturze
–- dodawał.
Na koniec zaznaczył, że „wniosek naukowców, by wszcząć od początku śledztwo jest wymogiem polskiej racji stanu”.
Liczę, że Polacy nigdy nie pozwolą, by narzucać nam narrację, że to pijany generał, brak umiejętności załogi doprowadzili do tragedii. Sądzę, że wszyscy w Polsce mają już dość kłamstwa smoleńskiego. Prosimy o prawdę , praworządność, prosimy o zbadanie tej tragedii
— apelował.
Na koniec głos zabrał przybyły z Danii Glenn Jorgensen, ekspert lotniczy zaangażowany w sprawę smoleńską.
Niektórzy twierdzą, że Smoleńsk powoduje podział w polskim społeczeństwie. I powinniśmy zakończyć badania tragedii, żeby nie powodować podziału. Jednak z drugiej strony powinnyśmy znaleźć prawdę, żeby znów połączyć społeczeństwo. Jedyna droga do tego to znalezienie wytłumaczenia, któremu większość osób może zaufać. Wszystkie poważne badania dotyczące Smoleńska prowadzą do jednego: brzoza nie miała żadnego związku z tragedią. Profesor Binienda udowodnił to wcześniej, a kolejni profesorowie poszli w ślad za tymi wnioskami.
Biorąc to pod uwagę, należy zadać pytanie, co spowodowało katastrofę i co się stało. Dopóki te pytania nie znajdą odpowiedzi nie będzie wiadomo, co się stało, nie dojdziemy do wyjaśnienia. Szukanie przyczyn tragedii powinno być ponad politycznymi podziałami. Widzimy związki pomiędzy tym co stało się śp. Lechowi Kaczyńskiemu z tym, co miało miejsce w Gruzji, obecnie ma miejsce na Ukrainie i może mieć miejsce w Mołdawii. To, co zrobimy jest ważne nie tylko dla Polski, nie tylko dla Europy, ale dla całego wolnego świata. Gdy patrzy się na doświadczenia, nie widzę szansy na to, by sprawę smoleńską rozwikłać przy obecnym układzie rządzącym
— tłumaczył Jorgensen.
Dodał, że w „Danii jest duże zainteresowanie tą sprawą, ponieważ miała miejsce niedawno audycja w radiu ogólnokrajowym”. Zachęcał, by zrobić wszystko, co w naszej mocy, by kwestię Smoleńska wyjaśnić.
W związku z czwartą rocznicą tragedii smoleńskiej zespół parlamentarny zaprezentował swoje najnowsze ustalenia. Stanisław Żaryn, 10/04/2014
Macierewicz: Salonka prezydenta została rozerwana w powietrzu.



"Podczas lotu do Smoleńska doszło do wybuchu w salonce Lecha Kaczyńskiego. Ogromna siła rozerwała jej prawą burtę, rozrzucając zwęglone elementy w promieniu kilkudziesięciu metrów – wynika z materiałów zgromadzonych przez zespół Antoniego Macierewicza. To prawdopodobnie ta eksplozja zabiła prezydenta i jego małżonkę

O tym, że 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie rządowego tupolewa doszło do wybuchów (m.in. na skrzydle), eksperci zespołu Antoniego Macierewicza mówili już od kilkunastu miesięcy. W najnowszym raporcie, zaprezentowanym równo cztery lata po katastrofie, przedstawiono dowody, że ostatnia eksplozja nastąpiła w salonce prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To niewielkie pomieszczenie przeznaczone dla pary prezydenckiej znajdujące się zaraz za kabiną pilotów.

Wyrwana burta, nadpalona tapicerka
Wstrząsające ustalenia ekspertów zespołu parlamentarnego oparte są przede wszystkim na analizie zniszczeń poszczególnych elementów samolotu. Wynika z niej, że z maszyny został wyrwany fragment prawej burty salonki i toalety prezydenckiej. Element ten widać na wielu fotografiach z miejsca katastrofy. Jedną z nich prezentujemy, resztę można obejrzeć w najnowszym raporcie zespołu parlamentarnego.
W poszyciu Tu-154 – właśnie w miejscu między wyrwanym fragmentem prawej burty a częścią burty z napisem „Republic of Poland” – znajduje się luka wyraźnie wskazująca na zniszczenie tej części tupolewa. Blachy poszycia w okolicy tej „dziury”, powstałej na styku salonki i toalety prezydenckiej, wywinięte są na zewnątrz. To ewidentny dowód, że fragment prawej burty rozerwany został falą uderzeniową pochodzącą z wewnętrznej przestrzeni warstw poszycia Tu-154." Grzechorz Wierzchołowski, 10/04/2014
Nr 15 z 9 kwietnia 2014

Czwartek, 10 kwietnia 2014 (ND)

"Z prof. Igorem Trunowem, rosyjskim adwokatem specjalizującym się w sprawach wypadków i aktów terrorystycznych, rozmawia Piotr Falkowski

 Jako pełnomocnik ofiar albo rodzin ofiar katastrof z reguły staje Pan w śledztwie i w sądzie przeciwko instytucjom państwowym. To chyba nie jest światowy standard?

– Chodzi o to, że we wszelkie katastrofy technogenne w pewien sposób zaangażowane jest państwo, np. w 2004 r. zawalił się w Moskwie dach centrum sportowo-rozrywkowego Transwal-Park. Na miejscu zginęło 28 osób, sto zostało inwalidami. To centrum było prywatne, ale okazało się, że jego właścicielem była Jelena Baturina, żona ówczesnego mera Moskwy Jurija Łużkowa. Do dzisiaj nie daje się pociągnąć tych instytucji do odpowiedzialności. Sprawy karnej w ogóle nie skierowano do sądu – umarła na etapie śledztwa. Nikt nie został nawet zatrzymany.
Sąd jest w Rosji przedłużeniem państwa, a sędzia – urzędnikiem państwowym. Sędziowie mianowani są w ramach logiki funkcjonowania państwa i oczywiście nie stoją po stronie obrony praw i interesów pojedynczych osób.

Podobnie jest z katastrofami lotniczymi?

– W okresie ostatnich około 15 lat widać tendencję, by sprawy karne nigdy nie trafiały do sądu. Proszę zrozumieć, że śledztwo jest u nas specyficzne, zamknięte i utajnione, nie trafia do rąk osób przypadkowych. Można zobaczyć, co zrobili śledczy, jakie mają dowody, tylko w sądzie, gdzie możliwa jest jakakolwiek przejrzystość. W ciągu ostatnich 15 lat żadna katastrofa lotnicza nie trafiła do sądu i nie wiemy, dlaczego do nich doszło. Znamy tylko wywody, w których wszystko zrzuca się na nieżyjących lotników. Albo źle hamowali, albo byli pijani, zażywali jakieś lekarstwa, nie mieli doświadczenia itd. W przypadku katastrofy pod Permem (14 września 2008 r.) znaleziono ślady alkoholu rzekomo znajdującego się we krwi pilota, którego ciało spłonęło i zostały zwęglone resztki. Jak można znaleźć krew w popiołach, a w niej jeszcze spirytus, który przecież sam się spala?

Alkohol to częsty motyw w obwinianiu uczestników katastrof lotniczych?

– MAK razem z Komitetem Śledczym mają chyba na etatach pisarzy science fiction, bo niektóre ich pomysły naprawdę wyróżniają się oryginalnością. Weźmy choćby katastrofę w Jarosławiu (7 września 2011 r.). Tam stwierdzono, że podczas startu był zaciągnięty hamulec kół i to wpłynęło na rozbieg. Na pasie nie ma śladów tego hamowania. Poza tym samolot uniósł się już 6 metrów nad ziemię. A wtedy hamulce kół już tylko ściskają zawieszone w powietrzu koła, nie wpływają na silniki ani skrzydła.

Dlaczego władze Rosji pozwalają sobie na coś takiego, przecież taka liczba katastrof lotniczych musi niepokoić. To wpływa na zaufanie obywateli do państwa, pogarsza wizerunek kraju za granicą.

– To wszystko ofiary imperialnych ambicji państwa. Ofiary te pochłania potwór złożony z MAK, Komitetu Śledczego i ministerstwa transportu. Dlaczego? Otóż działania MAK rozciągają się na 12 krajów, byłych republik Związku Sowieckiego, w których posiada on w efekcie spore wpływy. Tylko Ukraina utworzyła własne struktury i bazę normatywną, w efekcie praktycznie uniezależniła się od MAK. Pozostałe państwa (poza oczywiście Rosją) nie są w stanie stworzyć własnych struktur lotniczych na wystarczającym poziomie profesjonalizmu.

Nie boi się Pan latać samolotami?

– Po tej rozmowie być może i pan niezbyt pewnie będzie się czuć, wsiadając do samolotu. Mnie jest o wiele bardziej nieprzyjemnie. Znam wiele szczegółów, nazwisk, faktów. Wiem więcej niż inni, bo zajmowałem się zawodowo siedmioma dużymi katastrofami lotniczymi. Systematycznie wymaga się ode mnie podpisu, że nie będę tego rozgłaszał, grożąc odpowiedzialnością karną. Staram się korzystać tylko z usług zachodnich linii lotniczych albo rosyjskich, ale wykonujących loty nad państwami zachodnimi. To dlatego, że mamy podwójne standardy. Samolot latający tylko nad terytorium Federacji Rosyjskiej jest ubezpieczony według rosyjskich przepisów o ubezpieczeniach i odpowiedzialności materialnej. Jeśli natomiast leci nad terytorium zagranicznym (choćby leciał tylko do Kaliningradu), musi się ubezpieczyć według zasad europejskich. Różnica jest ogromna. W Rosji ubezpiecza się na 2 mln rubli, a w Europie na co najmniej 12 mln rubli. Do Europy latają więc inne samoloty, inaczej się je remontuje, obsługuje, gdyż jeśli coś się stanie, od razu linie lotnicze ponoszą ogromne straty związane z ubezpieczeniem.
Próbowaliśmy raz w sądzie zaskarżyć raport MAK. Napisano nam, że się nie da – MAK nie podlega wymiarowi sprawiedliwości. Na ponad 300 katastrof badanych przez MAK ani jeden raport nie został skutecznie zaskarżony przed sądem.

Nie da się jakoś zachować politycznych korzyści, jednocześnie eliminując te patologie, które przecież szkodzą najbardziej Rosji?

– To nie jest wcale takie proste. Tatiana Anodina i jej struktura istnieją na podstawie porozumienia 12 państw. Jest pytanie o prawomocność tego porozumienia, o ratyfikację, wiele różnych wątpliwości prawnych można postawić i zakwestionować to porozumienie i w ogóle istnienie MAK.

Ale przecież Kreml posiada zapewne jakieś środki oddziaływania na szefostwo MAK bez zbierania dwunastu prezydentów?

– Z prawnego punktu widzenia nie ma takiej możliwości. Pewnym środkiem pozostaje finansowanie. MAK dostaje jakieś pieniądze z budżetu federalnego, więc można obiecać ich więcej w zamian za określone działania albo dać mniej. Oczywiście państwo może wpływać na MAK w sposób nieoficjalny, i to robi.

Wygrał Pan kiedyś z instytucjami państwowymi związanymi z lotnictwem?

– Nigdy w tym zakresie, w jakim powinno tak się stać. Ponieważ ja za wygraną uważam sprawę, w której do odpowiedzialności karnej zostaną pociągnięci wszyscy winni. Nie kwestionuję tego, że w poszczególnych przypadkach winę ponoszą lotnicy, nie kwestionuję tego, że z nimi jest problem, że jakość ich przygotowania bardzo mocno szwankuje, że lotnicy, szczególnie pracujący na maszynach zachodnich, nie mają odpowiednich nawyków. Ale katastrofa lotnicza to zawsze kompleks problemów, przyczyn i winnych. Jeśli sadza się człowieka zupełnie nieprzygotowanego za sterami boeinga i on się rozbija, to odpowiedzialność powinien ponieść także ten, kto tego człowieka wyznaczył do wykonywania lotu.
Wszystkie ostatnie katastrofy, którymi się zajmowałem, dotyczyły rejsów międzynarodowych. Były więc ubezpieczone według zasad europejskich. Okazywało się, że państwo płaciło i tak 2 mln rubli, a nie 12 mln jak zapisano w polisie. Wyjątkiem był jeden przypadek, gdy wypłacono wszystko zgodnie z prawem. Wtedy odbywało się to przez sąd, a odszkodowanie dotyczyło bliskich urzędnika administracji prezydenta gen. Giennadija Troszewa, który zginął w katastrofie permskiej. Na stronie internetowej naszej kancelarii pokazaliśmy wyrok w tej sprawie i za każdym razem pytamy, skąd taka różnica, że Troszewowi wypłacono 12 milionów, innym 2 miliony.

I co odpowiadają?

– Utajniają postępowania. I każą podpisać zobowiązanie do zachowania tajemnicy. Złamanie jej zagrożone jest karą do 10 lat pozbawienia wolności. Więc nie mogę panu powiedzieć. Nie mogę tego powiedzieć też swoim klientom – bliskim ofiar np. po katastrofie donieckiej (26 sierpnia 2006 r. nad Ukrainą rozbił się Tu-154M lecący z Anapy do Sankt Petersburga) same linie lotnicze uznały roszczenie w wysokości 12 mln rubli dla każdej rodziny, a są to linie należące do kancelarii prezydenta. Sąd przyznał jednak od 50 tys. do 800 tysięcy. Skąd takie różnice? Nie wiadomo. Taki był wyrok i koniec. Kiedy ten wyrok upubliczniłem, z tymi dziwnymi różnicami, także te postanowienia, począwszy od katastrofy permskiej, utajniono.

Zdarza się, że Komitet Śledczy dochodzi do wniosków zasadniczo innych niż MAK?

– Rzecz w tym, że to, co ustalił MAK, jest prawdą obowiązującą w całej Federacji Rosyjskiej, w Komitecie Śledczym również. Werdykt MAK jest niepodważalny i niezaskarżalny. Jako podstawę w śledztwie zawsze bierze się raport ekspertów MAK. Wszystko inne to dopełnienie tej ekspertyzy. Śledztwo nigdy nie wychodzi poza ramy tej ekspertyzy, żeby jej zaprzeczyć. Po katastrofie jarosławskiej zaprosiliśmy ekspertów z ośrodków wojskowych. Zrobili dla nas niezależną ekspertyzę. Przedstawiliśmy ją śledczym, pokazaliśmy, że jest sprzeczna z raportem MAK, i chcemy go na tej podstawie zaskarżyć. Sąd powiedział, że tak nie wolno robić. Zrobiliście sobie ekspertyzę, to fajnie, ale weźcie ją sobie. Sąd Najwyższy tak powiedział.

Ma Pan jakieś doświadczenia w postępowaniu przy katastrofach statków powietrznych państwowych, którymi nie zajmuje się MAK, tylko komisja ministerstwa obrony?

– Na pokazach lotniczych w Żukowskim wojskowy Su-27 uderzył w daczę. Zniszczył całą budowlę, wbijając się w nią na 6 metrów. Nastąpił wybuch paliwa, wszystko spłonęło. Ludzie przebywający w daczy oczywiście zginęli. Reprezentowałem ich bliskich. Te ofiary, właściciele daczy, były również wysokimi rangą urzędnikami. Sprawa do sądu nie trafiła, wszystko zakończyło się na etapie śledztwa, winę zrzucono na nieżyjących pilotów. Ponieważ pokazy były ubezpieczone, firma ubezpieczeniowa wypłaciła odszkodowanie pokrywające stratę tego budynku, natomiast wojsko zawarło z rodziną porozumienie o dalszym zadośćuczynieniu, ale już beze mnie. Budżet wojskowy jest na tyle duży, że może sobie pozwolić na wyciszanie spraw tego rodzaju za pomocą pieniędzy.

Katastrofa smoleńska należy do tej kategorii, chociaż zajmował się nią z dość niejasnych przyczyn MAK, a teraz Komitet Śledczy. Czy państwo polskie albo rodziny ofiar mają jakieś prawa, z których mogliby skorzystać?

– Mam wrażenie, że coś zablokowało tę drogę. Były już ze mną rozmowy o możliwości uczestniczenia w tej sprawie. Byłem tym bardzo zainteresowany, ale rozmowy niczym się nie kończyły. To, jaki to był lot i kto powinien go badać, to decyzja, którą można zaskarżyć.
To nie MAK zdecydował, tylko określone osoby pełniące urzędy w systemie prawa rosyjskiego. Poprzez określone środki odwoławcze można byłoby wyjść aż do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Poprzez ETPC byłaby szansa doprowadzenia tej sprawy przynajmniej do otwartej rozprawy sądowej, w której można byłoby postawić także kwestię niezależności ekspertyz. Mam wrażenie, że polskiej stronie wcale na tym nie zależało.

Takie zaskarżenie jest jeszcze możliwe?

– Dopóki prowadzone jest śledztwo, sprawa nie jest zakończona. Konstytucja Federacji Rosyjskiej mówi wyraźnie, że każde działanie lub zaniechanie dowolnej osoby urzędowej podlega zaskarżeniu. Oczywiście taka jest teoria. Praktyka bywa oryginalna.

Co mogą jeszcze teraz zrobić na terenie Rosji rodziny ofiar chcące korzystać ze swoich praw i poznać pełną prawdę o katastrofie?

– Mają oczywiście status pokrzywdzonych z mocy prawa. Możliwości działania w ramach rosyjskiej procedury karnej jest bardzo dużo. W praktyce nie da się tego skutecznie wykonać bez pomocy rosyjskiego adwokata, który ma do dyspozycji całe spektrum narzędzi w postaci wniosków i skarg.

Czy jest realna możliwość, że Komitet Śledczy uzna nieżyjących pilotów polskiego samolotu za winnych i będzie ich sądzić tak jak Siergieja Magnitskiego?

– Niestety, tak. Dzięki rozstrzygnięciu Sądu Konstytucyjnego (wydanemu w ramach wygranej przez nas sprawy dotyczącej wypadku drogowego na Leninskim Prospekcie) bliscy osób zmarłych uznanych za winnych mają prawo występować w postępowaniu sądowym. Przypadek Magnitskiego jest specyficzny, ma tło polityczne. Ale każde przestępstwo oznacza jakąś stratę. Wyobraźmy sobie, że lotników, którzy zginęli, uznaje się za winnych spowodowania katastrofy. Muszą więc naprawić wyrządzoną szkodę, wypłacić zadośćuczynienie rodzinom pozostałych ofiar. Wtedy już na etapie śledztwa w oparciu o samo podejrzenie konfiskowana jest cała ich własność – domy, samochody – na poczet tych należności. Więc rodziny tych nieżyjących winnych mają prawo wystąpić przed sądem w ich obronie, bo zgodnie z konstytucją tylko sąd może uznać kogoś za winnego i nałożyć odpowiedzialność materialną. Jeśli okaże się, że to dotyczy polskich pilotów, ich rodziny także mają takie prawo.

Na razie nie wiadomo jeszcze jednak, czy Komitet Śledczy uzna ich za winnych.

– Sam status podejrzanego daje określone prawa w postępowaniu karnym. Gdy tylko sprawa trafi do sądu, strony mogą zapoznać się z aktami. Dzisiaj więc krewni zmarłych mogą zrobić coś ogromnie ważnego i pożytecznego dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Dziwię się, że tego jeszcze nie robią. To byłby niesamowity ból głowy dla naszego Komitetu Śledczego."

Antoni Macierewicz prezentuje nowy raport: „Tu-154M rozpadł się w powietrzu” - RELACJA

Dodano: 10.04.2014 [13:14]
Antoni Macierewicz prezentuje nowy raport: „Tu-154M rozpadł się w powietrzu” - RELACJA - niezalezna.pl
foto: Patryk Luboń/Gazeta Polska
Z przygotowanego w związku z IV rocznicą katastrofy smoleńskiej raportu parlamentarnego zespołu pod kierownictwem Antoniego Macierewicza wynika, że Tu-154M rozpadł się w powietrzu. Świadczyć ma o tym układ szczątków salonki na obszarze o promieniu 30–50 metrów i ich stan, m.in. nadpalenia od wewnątrz. 

Raport pt. „Cztery lata po Smoleńsku. Jak zginął prezydent RP” z załącznikami liczy ponad 200 stron. Jego omówieniem zajmuje się podczas dzisiejszego posiedzenia Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r.

W raporcie, znajduje się m.in. relacja kilkudziesięciu osób opisujących ostatnie chwile przed katastrofą.Tezę o rozpadzie samolotu nad ziemią potwierdzają prezentowane w dokumencie wyniki badań polskich archeologów, zgodnie z którymi pod Smoleńskiem znaleziono ponad sześćdziesiąt tysięcy szczątków maszyny, często o powierzchni kilku centymetrów kwadratowych.


14:20
- Niektórzy twierdzą, że Smoleńsk powoduje podział w Polskim społeczeństwie i powinniśmy zaprzestać zajmować się tym, żeby nie powodować podziału. Jest zupełnie odwrotnie - powinniśmy działać. Powinniśmy dojść do prawdy, żeby połączyć na nowo społeczeństwo polskie. Jedyną drogą do tego jest znalezienie sensownego i wiarygodnego wytłumaczenia przyczyn katastrofy, takiego, które rzeczywiście moglibyśmy przyjąć. Wszystkie poważne badania i analizy dotyczące Smoleńska prowadzą w jednym kierunku, że sławna brzoza nigdy nie była przyczyną katastrofy (...) Należy zadać pytanie co spowodowało upadek samolotu i jak to się stało. Dojście do prawdy powinno być ponad wszelkimi politycznymi podziałami. Widzimy bezpośrednie związki z tym, co stało się polskiemu prezydentowi z tym, co wydarzyło się w Gruzji, a obecnie dzieje się na Ukrainie. Nasze wnioski i badania są ważne nie tylko dla Polski, ale także dla całej Europy. Bardzo gorąco namawiam wszystkich Polaków do podjęcia własnych wysiłków, i wzięcie tych wniosków pod uwagę przy następnych wyborach, bo wydaje się że po czterech latach, przy tej władzy i tak rządzonych instytucjach nie jesteśmy w stanie dojść prawdy – tłumaczył Glenn Jørgensen.

14:10
- Ustalenia prokuratury z ostatnich dni wskazują, że 40 m przed brzozą znaleziono fragment tupolewa. Mamy 4 fragmenty samolotu, które wskazują, że tupolew rozpadał się przed brzozą – mówił Antoni Macierewicz.

Ponadto szef zespołu parlamentarnego prezentował zdjęcia ukazujące skalę rozpadu prezydenckiej salonki w tupolewie. 

- Jutro przekażemy prokuraturze materiał dowodowy ws. katastrofy smoleńskiej. (...) Wyjaśnienie przyczyn tragedii to polska racja stanu, chyba, że premier chce, aby Rosjanie dyktowali nam jak zginął polski prezydent. Prosimy o prawdę, o praworządność o zbadanie tragedii w Smoleńsku – mówił Antoni Macierewicz.

Ponadto szef zespołu parlamentarnego zwracał uwagę, że choć przez prawie cztery lata przekonywano opinię publiczną, że nie było żadnego wybuchu, teraz stwierdzono, że doszło do wybuchu paliwa po zderzeniu samolotu z ziemią.

- Przez 4 lata zapomnieli nam o tym powiedzieć twierdząc, że nie było żadnego wybuchu – podkreślił Macierewicz.

Szef zespołu parlamentarnego zaprezentował też pierwszą symulację rosyjską, podkreślając, że jest to materiał prawie nieznany. Symulacja wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku przygotowania przez RIA Novosti jeszcze dniu katastrofy również wskazuje na wybuch samolotu.



13:42
- W Smoleńsku odczuwałem brak rzetelnej opieki konsulatu RP. Wiem, że okazywano rodzinom ciała ofiar nienoszące znamion sekcji. Przez trzy tygodnie obowiązywał jeden czas zgonu ofiar katastrofy – tłumaczył Andrzej Melak.

13:30
- Jestem zawiedziona postawą Macieja Laska. Dzisiaj jest rocznica, więc nie chcę wypowiadać słów, które mogłyby zaboleć. Mam wielki szacunek dla por. Wosztyla – to człowiek honoru. Proszę, abyśmy wszyscy nadal szukali prawdy o katastrofie smoleńskiej. Czas najwyższy, aby polskie władze i prezydent Komorowski oczyścili honor mojego męża. Nie może tak być, aby przez 4 lata szargano dobre imię polskiego oficera, który udawał się tam wiadomo przecież w jakiej sprawie. Apeluję, abyśmy się wszyscy dowiedzieli, kto wydał rozkaz, aby nie broniono honoru polskich oficerów – apelowała Ewa Błasik, wdowa po gen. Andrzeju Błasiku.

13:20
Mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, podkreśla, że nie jest prawdą, jakoby zamknięty był wątek uderzenia samolotu w drzewo i zwrócił uwagę, że już w trakcie konferencji prasowej, rzecznik prokuratury wojskowej przyznał, że rozważana jest możliwość dalszych badań.

- Jeśli ktoś mówi, że zamknięty jest wątek fałszerstwa czarnych skrzynek czy uderzenia w drzewo, to jest nieprawda.  (...) Odpowiedzialność urzędników państwowych za organizację lotów nadal czeka na opinię sądu. Kwestia umorzenia śledztwa w ogóle nie powinna być brana pod uwagę. (...) Całość śledztwa oddano państwu obcemu. Temu państwu obcemu, które było na samym początku postrzegane jako potencjalna, zainteresowana strona. Oddanie śledztwa Rosji było całkowicie niezgodne z prawem.(...) Polscy prokuratorzy mieli możliwość uczestnictwa we wszystkich czynnościach – nie skorzystali z niej (...) Czynności w Smoleńsku odbyły się bez kontroli polskich przedstawicieli. W śledztwie dotyczącym śmierci elity politycznej nie może być miejsca na niedopowiedzenia. – mówił mec. Pszczółkowski."


Echa rocznicy w świecie, na poczatek widziane oczami polskiej dziennikarki z DW, czyli próba narzucenia Niemcom narracji rządowej i konfabulacji MAK-u:


"Vor vier Jahren stürzte Polens Präsidentenmaschine bei Smolensk ab. Lech Kaczynski, seine Frau und 95 Würdenträger starben. Bis heute hat sich das Land davon nicht erholt. Tragödie oder Attentat?Von Julia Szyndzielorz, Warschau

Jaroslaw Kaczynski, Chef der polnischen Oppositionspartei Recht und Gerechtigkeit und Zwillingsbruder des vor vier Jahren bei einem Flugzeugabsturz getöteten Präsidenten Lech Kaczynski, wirft den Ermittlern Manipulation vor
Foto: AFPJaroslaw Kaczynski, Chef der polnischen Oppositionspartei Recht und Gerechtigkeit und Zwillingsbruder des vor vier Jahren bei einem Flugzeugabsturz getöteten Präsidenten Lech Kaczynski

Heute vor vier Jahren, um 8.41 Uhr, starben der polnische Präsident, seine Ehefrau sowie 95 Angehörige der polnischen Elite und das Bordpersonal. Sie waren auf dem Weg zu einer Gedenkfeier in Katyn, wo im April und Mai 1940 insgesamt 4400 polnische Offiziere im Auftrag des sowjetischen Diktators Josef Stalin erschossen worden waren.
Rot-weiß lackierte Flugzeugteile liegen zerstreut im lichten grauen Wald. Überall Flammen. Jeder Pole kann sich an dieses Bild erinnern und weiß genau, wo er war und was er tat, als das Flugzeug von Lech Kaczynskiin der Nähe der russischen Stadt Smolensk abstürzte. Ein Trauma für die ganze Nation, in dem sie noch immer gefangen ist.
Jede politische Partei hatte Vertreter an Bord der Präsidentenmaschine. Minister, Abgeordnete, der Präsident der Nationalbank und der Chef des Generalstabs der polnischen Streitkräfte – sie alle kamen bei dem Absturz ums Leben. Gewissermaßen wurde Polen enthauptet.
Zwei Ermittlungen hat es zu den Ursachen des Unglücks gegeben. Sie kamen übereinstimmend zu folgenden Schlüssen: Die Landung des Düsenjets TU-154M im dichten Nebel auf einem mangelhaft beleuchteten und ausgestatteten Flughafen endete in der Katastrophe, weil die Piloten schwere Fehler begingen. Auch die Ermittlungen der polnischen Militärstaatsanwaltschaft sollen nun eingestellt werden.

Experten sind sich einig: Es war ein Unfall

Die Gutachter haben aufgrund von 700 genommenen Einzelproben aus dem Wrack der Maschine eine Explosion an Bord ausgeschlossen. Polens Ministerpräsident Donald Tusk zeigte sich mit der Arbeit der Ermittler zufrieden. Nur die Opposition von Recht und Gerechtigkeit, das ist die rechtskonservative Partei von Jaroslaw Kaczynski, dem Zwillingsbruder des verstorbenen Präsidenten, will die Sache nicht auf sich beruhen lassen.
Vizeparteichef Antoni Macierewicz wirft der Militärstaatsanwaltschaft Manipulationen und Betrug vor. Er fordert eine dritte, unabhängige Untersuchung und hat angekündigt, heute neue Fakten präsentieren zu wollen, um zu beweisen, dass es an Bord der Unglücksmaschine sehr wohl Explosionen gegeben habe. Er geht noch weiter und macht eine Mitwirkung der russischen Geheimdienste sowie eine mutwillige Täuschung des russischen Flughafenpersonals in Smolensk geltend.
Das Drama von Smolensk treibt noch immer einen Keil nicht nur in die polnische Innenpolitik, sondern in die ganze Gesellschaft. Es herrscht ein unüberwindbar scheinendes Misstrauen der rechten Fraktion um Kaczynski gegenüber dem liberalen Lager um Tusk.
Im Grunde besteht diese Feindschaft seit der Wendezeit von 1989. Zwar waren damals sowohl Tusk als auch Kaczynski und Macierewicz in der Opposition, doch sie beschritten nach 1989 höchst unterschiedliche politische Pfade.

Unüberwindbare Kluft in der Gesellschaft

Die Smolensk-Katastrophe hat diese Kluft in der polnischen Politik noch vertieft und dazu beigetragen, dass sie wohl nie überwunden wird. Der Soziologe und Begründer der polnischen Akademie der Wissenschaften, Edmund Wnuk-Lipinski, vergleicht diese Spaltung mit dem Konflikt zwischen Romantikern und Positivisten zu Beginn des 20. Jahrhunderts.
Die Positivisten, geeint durch eine Verantwortungsethik, seien auf die Resultate ihrer Handlungen orientiert gewesen. Die Romantiker, ein Fall der Gesinnungsethik, auf ihre Emotionen und ihren Glauben.
"Diese Kluft zwischen Recht und Gerechtigkeit um Kaczynski und der Bürgerplattform um Tusk lässt sich nur auf dieser Ebene verstehen. Die Ersten sind Romantiker, die anderen Positivisten", sagt Wnuk-Lipinski. "Die Romantiker glauben, Polen sei eine heilige Nation. Die Katastrophe von Smolensk könne deshalb kein normaler Unfall gewesen sein. Das würde das Ansehen der Verstorbenen herunterstufen. Sie wären dann keine Märtyrer mehr."

Jaroslaw Kaczynski wittert überall Feinde

Das Land teilt sich zusätzlich in den reichen Westen im Verbund mit den Großstädten, wo eher die Bürgerplattform gewählt wird, sowie in den armen Osten, der in seiner Mehrheit mit Kaczynskis Recht und Gerechtigkeit sympathisiert. Die Partei wird von der Idee der Souveränität des polnischen Nationalstaates angetrieben sowie von der Überzeugung, Polen sei von Feinden umgeben.
Die Ukraine-Krise offenbart den pragmatischen Ansatz der Bürgerplattform, die die Stärke des polnischen Staates aus der engen Vernetzung mit der Europäischen Union und der Nato zieht. Für Kaczynski ist die Außenwelt eine Gefahr, für Tusk eine Chance.
"Recht und Gerechtigkeit mobilisieren diejenigen, die im neuen System verloren haben und immer in der Opposition sind", sagt der Historiker Professor Andrzej Friszke. Auch in der Frage des tragischen Flugzugabsturzes vom 10. April 2010."


Fot. PAP/Wojciech Pacewicz
   Fot. PAP/Wojciech Pacewicz


"W czasie pobierania metalowych części z brzozy, która miała spowodować tragedię smoleńską, wyjęto z drzewa 40 fragmentów. Obecnie okazuje się, że do badania przez polskich biegłych użyto jedynie 12, ponieważ tyle przesłano nam z Moskwy. Jak tłumaczy rzecznik prokuratury każdą część dzielono na dwa, a te, których się nie dało zostawiono w Rosji. O czym to świadczy?
Mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik części rodzin ofiar tragedii smoleńskiej, poseł PiS: Ta sytuacja świadczy przede wszystkim o podległości strony polskiej stronie rosyjskiej. To Rosjanie decydują co Polakom przekażą i w jakim zakresie. Liczba elementów wyjętych z brzozy była duża, ale strona polska wielu nie otrzymała. Być może gdyby te części były dzielone losowo to można byłoby przyjąć taką logikę. Jednak mieliśmy sytuację inną. Skoro za każdym razem, gdy się nie dało podzielić części — pytanie co to oznacza, ona zostawała w Moskwie, to dowód, że polskie śledztwo jest zależne rosyjskiemu.
To wynika z początkowych decyzji, dotyczących sposobu prowadzenia śledztwa?
To jest skutkiem decyzji z pierwszych dni po tragedii. Rząd Polski oddał wrak, najważniejsze dowody i całe śledztwo stronie rosyjskiej, mogąc walczyć o inną, lepszą  pozycję. Mógł chociaż próbować. Obecnie sytuacja rodzi oczywiste pytania natury dowodowej. Pytanie, jakie elementy do Polski nie trafiły? Nie mam żadnego zaufania do badań rosyjskich. Po ostatnich doniesieniach prokuratury nikt już nie może mieć wątpliwości. Rosjanie zapewne przedstawią i swoje ekspertyzy dotyczące brzozy. Można sądzić, że stwierdzą, że wszystkie elementy pochodzą z tupolewa. Zobaczymy jaką metodologie będą stosować. Może się okazać, że uznają, że części metalu pochodzą z rządowego samolotu, ponieważ wyjęto je z brzozy…
Rosyjskie badania będą niewiarygodne?
Może się tak okazać. Kolejny raz możemy mieć do czynienia z materiałem, który nie będzie mógł zostać wykorzystany w polskim śledztwie, ponieważ nie będzie miał przymiotów wiarygodności. Widzieliśmy już zbyt wiele błędów i zaniedbań strony rosyjskiej, by im ufać i wierzyć.
Co dla polskich badań oznacza procedura pobierania próbek? Skoro wiadomo, że badano jedynie 12 z 40 metalowych części to pytanie o wiarygodność wyników jest zasadna?
Ta opinia jest w związku z tym wybiórcza, ponieważ nie dotyczy całości materiału dowodowego, który mógłby być zbadany. Dotyczy jedynie wybranych fragmentów, wybranych elementów. To zawsze będzie działało na niekorzyść jej wiarygodności. Ona nigdy nie będzie kompleksową opinią i wiarygodnym wyjaśnieniem w tym zakresie.
Zapoznając się z materiałami ze śledztwa widział pan jakiś dowód, że skrzydło tupolewa uderzyło w brzozę? Coś stoi za tą tezą?
Należy zaznaczyć, że różne dowody mają różną wiarygodność. W materiałach śledztwa są zeznania świadków, którzy coś widzieli, mamy różne badania. Jednak takiego badania, które jednoznacznie wskazywałoby, że samolot zderzył się z brzozą, nie ma. Ta opinia, o której rozmawiamy, miała być opinią kluczową dla tego zagadnienia. Ona miała wyjaśnić tę sprawę. Takie badanie powinno zostać przeprowadzone już dawno, zaraz po tragedii. Jednak ten materiał nie wskazuje nawet, że elementy wyjęte z brzozy pochodzą z tego tupolewa. Biegli wskazali jedynie, że te elementy są zbliżone rodzajowo do tych, które mogą pochodzić z tupolewa. Wyniki szczegółowych badań mogą wiele jeszcze zmienić. Te części wciąż mogą nie pochodzić z tego samolotu." Stanisław Żaryn